Jestem. Żyję. Ale dlaczego nie piszę? Noworoczne podsumowanie

2020
Źródło: Pixabay.

No tak. Czas leci. Ja nic nie piszę. I myślę, że należą się Wam jakieś słowa wyjaśnienia. Tym bardziej, że wcześniej zapowiadałam (po pewnej przerwie), że powracam do mojego regularnego pisania. A tu guzik.

Przepraszam tych z Was, którzy oczekiwali na dalsze regularne wpisy. Wpisy będą, ale czegoś nie będzie.

Dlaczego tak?

Zanim wyjaśnię, to zacznę od noworocznych życzeń obfitości (nie chodzi w zupełności o wałki tłuszczu), życzeń poczucia wolności oraz sprawiedliwości. Niech tego będzie jak najwięcej u nas, w naszym najbliższym otoczeniu i oczywiście na całym globie!

Przechodząc do rzeczy: stwierdziłam w pewnym momencie, że ten blog stał się, chcąc nie chcąc, pewnym projektem. Projektem uwolnienia się od moich toksycznych rodziców, a następnie mojego toksycznego partnera i jego rodziców. Robiłam te dwie “rzeczy” jednocześnie. To był taki dwupak. Ale najpierw uwolniłam się od moich rodziców.

Czy na pewno tak się da uwolnić? – W znacznym stopniu tak. Dlaczego “tylko” w znacznym? – Już spieszę wyjaśnić: bo to jest tak jak z każdym uzależnieniem: musimy sami siebie pilnować, aby nie wpaść w to znowu. Ja przy tym trwam, bo wiem, że to jest zdrowsza opcja. I każdy może w tym wytrwać, jeśli tak będzie chciał. A warto. Życie w toksycznym związku: czy to z rodzicami, czy z partnerem/ką, to karmienie się narkotykiem.

Znowu się rozpisałam…

Ale to w zasadzie już prawie koniec.

Moje cele zostały osiągnięte. Dlatego też można powiedzieć: misja zakończona. Wszystko, co miałam do przekazania – przekazałam i to się sprawdziło albo zweryfikowało (o czym też poinformowałam na tym blogu). Ale ostatecznie efekt, do którego dążyłam został osiągnięty.

To teraz kwestia e-booka

Szczerze, do pisania e-booka na temat uwolnienia się od toksycznych rodziców podchodziłam kilkakrotnie. On był tak naprawdę powodem, dla którego powołałam do życia ten blog. Serio – chciałam go sprzedać i to było moim celem głównym na początku. A potem zaczęło to wszystko iść w innym kierunku…, którego wcześniej nie przewidywałam 😉

Gdy już byłam zadowolona z pracy nad e-bookiem, przerywałam to, odkładałam na półkę. Potem zastanawiałam się, dlaczego to pisanie tak mi idzie jak po grudzie. Ostatecznie skończyło się na fragmentach, które powstały na samym początku i zainicjowały ten blog i są na nim nadal dostępne. I pewnie tak pozostanie – znaczy tylko te fragmenty. A powody takiego stanu rzeczy są dwa (do których w końcu doszłam):

  1. po pierwsze: to bardzo wyczerpujące analizować swoją sytuację na nowo od początku do końca i kolejne kroki wyjścia. Uruchamiają się znowu emocje, które, uważam, że nie powinny już być wzbudzane, bo to niezdrowe. Pogodziłam się z tym, że one zawsze gdzieś tam w głębi będą, ale zostały we mnie przepracowane w takim stopniu, że nie utrudniają mi już dawno normalnego codziennego funkcjonowania.
  2. Po drugie natomiast, o wiele lepiej jest mi się wczuć w Waszą sytuację, gdy zgłaszacie się do mnie bezpośrednio i poradzić indywidualnie w zależności od tej sytuacji. Natomiast e-book czy jakikolwiek innych poradnik tego nie daje. Wiem, że część z Was oczekiwała na ten e-book i przepraszam, jeśli poczuliście się zawiedzeni. Jakkolwiek teraz uważam, że lepiej będzie, jeśli skontaktujecie się ze mną, abyśmy mogli opracować jakieś rozwiązanie “szyte na miarę”. Zatem w tym względzie polecam bezpłatny czat pomocowy w każdy dzień powszedni od godz. 20:00 do 21:00 (oprócz świąt), poza tymi godzinami można też skorzystać z czatu płatnego oraz e-warsztat “Właściwa ścieżka”. Ceny obu rozwiązań są przystępne. Możecie sami sprawdzić w E-sklepie z Pomocą. Uważam, że jest to o wiele bardziej skuteczniejsze rozwiązanie.

Jeśli zapachniało końcem tego bloga, to również śpieszę wyjaśnić, że tak nie jest. Bo i tak mam w zanadrzu nowe artykuły (dużo pomysłów mam też zapisanych w różnych moich notatkach). Tylko krucho z czasem.

W najbliższym czasie jednak nowy artykuł się pojawi. Będzie też o kampaniach oczerniania stosowanych przez narcyzów. O sprawie sądowej też napiszę (ale jeszcze nie mogę, bo jest w toku). Jeśli macie też jakieś pomysły, chcielibyście o czymś się dowiedzieć szczególnie w temacie tego bloga, to piszcie w komentarzach. Nie mogę zapewnić, że artykuły będę publikować regularnie i wszystkie tematy zaproponowane przez Was ogarnę i przeleję na bloga, ale na pewno postaram się, aby było coś dobrego i w jakimś dobrym czasie.

Aha. Fundację mam cały czas na względzie. Rozsyłam wici, nawiązuję nowe kontakty, pojawiają się nowe szanse, coś się dzieje 😉

2 thoughts on “Jestem. Żyję. Ale dlaczego nie piszę? Noworoczne podsumowanie

  1. Justyna

    Witam 🙂

    Ja wszystko rozumiem. Myślę, że mamy tu tyle artykułow, że w trudnych chwilach każdy znajdzie materiał, który mu pomoże. Jest też czat pomocowy, co również wydaje mi się lepsza opcja (pogadać na żywo strikte o swojej sytuacji). Wiele dla nas Pani zrobiła, także myślę, że można tylko być z siebie dumnym. Ja ciągle wracam, choć myślałam, że mi to niepotrzebne już… A jednak 😉Zawsze jak mam a gorsze chwile – poczytam jakieś starsze artykuły i od razu lepiej. Co do fundacji – trzymam mocno kciuki żeby ten projekt wypalił!
    Także powodzenia i spełnienia wszystkich swoich planów w tym roku! :*

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.