Terapia przez klnięcie

      Brak komentarzy do Terapia przez klnięcie
czerwony gniotek antystresowy z miną wyrażającą złość, której nie może już pomieścić i wyglądający jakby miał zaraz eksplodować

Podejrzewam, że żaden z psychologów nigdy Ci tego nie powiedział.

Albo w bardzo zawoalowany sposób, że bardziej skoncentrowałeś się na analizie tego, czy właściwie otrzymałeś zgodę na jakieś działanie, które ma Ci ulżyć, niż po prostu na zrobieniu tego.

No niestety, ale jeśli na pewnym etapie osobie długo podporządkowywanej tyranowi w rodzinie pochodzenia lub w jakimkolwiek innym związku nie powie się wprost, że może coś zrobić dla siebie albo ona nie uzyska akceptacji swojej propozycji zrobienia czegoś dla siebie, to tego nie zrobi. Znam to z autopsji.

Zatem uważam, że na pewnym etapie podróży w głąb siebie psycholodzy powinni mówić wprost: to możesz zrobić, tego nie rób. Póki nie tkniemy tego czegoś miękkiego w sobie i sami będziemy czuć, że coś jest dla nas dobre, a coś nie. Zanim to nastąpi, my, od niepamiętnych czasów krępowani, uznamy, że to niegrzeczne i egoistyczne.

Bo tak nie przystoi. Nieładnie. Nie godzi się. Nie wolno. Nie wypada. Bo nie można ot tak komuś oddać. Nie można zniżać się do takiego jakiegoś tam poziomu. Bo co ludzie powiedzą. Bo ja taka/taki nie jestem. Ja nie potrzebuję i nie mogę. Nie będę się złościć, ani okazywać, jak strasznie się czymś jaram.

Inni mogą i to jest zrozumiałe. Ale ja nie.

No tak.

  • Bo ja lubię tłamsić na potęgę uczucia w sobie (bo przecież to takie tam pospolite, uczucia jak uczucia, dzień jak co dzień, inni mają gorzej, dam radę).
  • Lubię też, gdy inni mnie chwalą, że jestem taka opanowana/y, potrafię zachować zimną krew, gdy inni odpadają w przedbiegach. I nigdy się nie uskarżam. Bo po co? To bez sensu jest.
  • Poza tym (ale to tak w tajemnicy przed samym sobą) boję się też czyjejś reakcji. A co, jeśli ten on/ona mnie wyśmieje? Co, jak powie, że jestem głupi/a i brzydki/a? Jestem babochłopem. Albo jestem jak baba. I że się mażę. Albo jestem furiatem. Tak na forum. Co jak będzie miał rację?

Emocjami nic się nie załatwi, superbohaterze

To akurat prawda. Emocje to informacja, a od Ciebie zależy, jak je wykorzystasz. Tylko ich czasem nie ignoruj.

A teraz do rzeczy: Po co Ci bycie superbohaterem? A co jak nie będziesz? Musisz być taki perfekcyjny?

Rozumiem ambicje, ale bez przesady. Ja też ciągle odczuwam głód zrobienia wszystkiego lepiej, więcej i dowiadywania się nowych rzeczy, nowych wyzwań.  Też mam ciągoty do perfekcji. To takie naleciałości z przeszłości, kiedy wierzyłam, że kiedy zrobię wszystko jak najlepiej potrafię, a nawet bardziej, to zyskam akceptację i miłość rodziców już na zawsze.

Nigdy się tak nie stało. Za to durny nawyk gdzieś tam pozostał. Nie doskwiera mi jednak już jakość szczególnie, bo potrafię się złapać na tym, że przesadzam i dać sobie na wstrzymanie. Skoncentrować się na wypuszczeniu już czegoś do otoczenia, a nie domalowywania piegów temu czemuś.

Ty też nie przesadzaj. Czekasz na oklaski? Tak strasznie Ci zależy? Oklaskaj samego siebie. Porównaj, co było rok, miesiąc czy kilka lat temu, a co masz teraz. Zobacz postęp w swoim świecie. U siebie. I wystarczy. Miej wywalone, co tam ktoś innego ma. A Ty też chcesz to mieć? To zrób też tak, aby to osiągnąć, a nie upychaj zazdrości w sobie.

Wstęp do choroby

Trochę długie preludium (tak, to był wstęp…), a chciałam bardziej się skoncentrować na depresji, nerwicy i innym syfie psychicznym. Ale to jest wszystko ze sobą powiązane. To nie, że odbiegłam od tematu. No, może trochę. Ale to i tak będzie potrzebne. Myślę, że razem tworzy pełny materiał do refleksji.

Co możesz zrobić, aby się wypróżnić i w sumie po co?

  • Czy wiesz, że możesz kogoś wyzwać od najgorszych? Najgorszymi epitetami i ich różnymi kombinacjami? Czy wiesz, że możesz się na kogoś wściec i zakląć siarczyście i opiekać go na przykład na ruszcie, okręcając dokładnie. Z resztą, jakiekolwiek chcesz tortury możesz robić. Jest tylko jeden warunek, ale spokojnie go spełnisz: to ma być tylko w Twoich myślach. Puścić przesłanie środkowego wyprostowanego palca w eter z dedykacją albo tuż przed oczami na zdjęciu też możesz.
  • Wiesz, że możesz kopnąć w ścianę, rzucić w nią drewniakiem, aż się rozwali, kopnąć w drzwi? Walnąć pięścią w stół. Naprawdę. Tylko jest jeden warunek, ale też banalny do spełnienia: nikt ma tego nie widzieć. A jak coś rozwalisz, to odkupujesz, jeśli musisz. Ale to wszystko jest dozwolone, wiesz?
  • Mało tego, możesz też komuś zrewanżować się słownie, znaczy: dopiec. Ale tak, aby się w tym jego błocie nie babrać z nim, nie dać mu tej satysfakcji. Odgryźć się, względnie kilka razy i odejść. Nawet z uśmiechem satysfakcji. Tak po prostu. To wszystko w ramach obrony własnej. Używasz jego własnej broni. A ludzie niech gadają co chcą. Przecież nie stosujesz takich zagrywek zawsze, ale tylko w konkretnej sytuacji i w stosunku do konkretnego osobnika. Ewentualnie się z tego wyspowiadasz. To wszystko możesz. Nie musisz być święty. Nikt od Ciebie tego nie wymaga. I tak nie będziesz. Tylko jest jeden warunek: po prostu bierzesz to na klatę.
  • Jest jeszcze inny sposób: przekleństwo w swoim własnym towarzystwie, względnie przy kimś zaufanym, i powiedzenie sobie, co czujesz i jak bardzo. Na przykład cholernie. Ważne, żeby było adekwatnie. Żebyś poczuł, że to dokładnie określa Twoje uczucie. Ukłucie w “gadzim” mózgu (tym pierwotnym, na którym opiera się ta część pofałdowana – odpowiedzialnym za strach i złość), nagłe rozprężenie i otrzeźwienie jak po chluśnięciu lodowatą wodą. Możesz różnie to odczuwać. Ale ważne, żebyś zauważył, że tak – to jest to, dokładnie to określenie na Twój stan.

Czy może wolisz mieć nerwicę, depresję, zespół lęku uogólnionego, huśtawki nastrojów, borderline, stan przedzawałowy i zawał, udar mózgu? Choroby skórne to chyba tu najmniejszy problem. Piszę to śmiertelnie poważnie.

A więc:

Jak długo masz zamiar w sobie kisić i ugniatać coś, co powinieneś regularnie wydalać?

Rozumiem, że gdy masz problemy z wypróżnieniem, powiem wprost: zatwardzenie, to nie bierzesz żadnych środków na przeczyszczenie i nie idziesz do lekarza. Kompletnie z tym nic nie robisz. Bo to jest takie naturalne. Innym zależy na tym, abyś takie zatwardzenie miał, więc Ty bez mrugnięcia okiem na to przystajesz. Grzeczna dziewczynka/ grzeczny chłopiec.

No chyba, że rzeczywiście ktoś kontroluje już Twoje wypróżnianie. To szczerze Ci współczuję i ubolewam. Naprawdę, bo wiem, że i tacy psychole sadyści się zdarzają…

Ale jeśli nie masz do czynienia z takim psychopatą, to zastanów się, jaka jest różnica pomiędzy zatwardzeniem fizjologicznym a emocjonalnym. Bo moim zdaniem to tylko różni się postacią: jedno jest materialne, a drugie niematerialne. Natomiast w obu przypadkach brak jest przepływu, a brak przepływu w naturze oznacza chorobę.

Zatem co Cię powstrzymuje i jak długo chcesz żyć?

A może chcesz jak najszybciej umrzeć, co by już dłużej nie czuć w sobie tego ciśnienia, tej bomby, której wciąż nie dajesz eksplodować?

Zatem kiedy zakładasz eksplozję? Czy o tym też nie chcesz myśleć? Może już tak strasznie jesteś struty swoimi toksynami, że aż odrętwiały i one przesłaniają Ci świat? Realny ogląd sytuacji? Prawie martwy?  

Tylko wiedz, że ta eksplozja i tak w końcu nastąpi, bo przyjdzie moment, że już więcej toksyn po prostu w sobie nie pomieścisz. Naprawdę. Ile będzie ofiar śmiertelnych?

Jeśli nadal z tym problemem nic nie robisz, to wiedz, że jestem na Ciebie wk…na!

Bardzo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.