DDA i DDD w roli bohatera i kozła: bezgraniczna pomoc i dostępność. Czyli dlaczego czujesz się jak g*?

Słyszałeś nieraz, że jesteś silny i dajesz sobie świetnie radę? Jak często to słyszałeś? Czy byłeś z siebie wtedy dumny? Czy jesteś nadal?

Coś Ci to dało, że ktoś Ci to powiedział? Tak praktycznie? Jeśli tak, to na jak długo? Czy to pozwoliło Ci się uporać z Twoimi problemami? Takimi zapiekłymi od dawna?

Czytałam niedawno artykuł, który być może Tobie też w ostatnim czasie wpadł w ręce: o silnej kobiecie, która się nie skarży (bo i tak nikt jej nie będzie słuchał). Ale to nie ważne, że jest o kobiecie, bo mężczyzn też to dotyczy. No, może z racji zakorzenionych głęboko w społeczeństwie stereotypów na temat roli kobiety, trochę bardziej może kobiet. Ale może się mylę. No bo w sumie stereotypy społeczne każą nam też postrzegać mężczyznę jako niezłomnego reprezentanta płci, która nie płacze.

Ale do rzeczy. Chodzi o silnego człowieka. Który jest wsparciem dla innych, innych wysłucha, zaoferuje pomoc. Jego obecność jest oczywista. Zwraca tylko uwagę na siebie, gdy go nie ma w pobliżu i gdy ktoś odczuwa dojmującą potrzeba podzielenia się swoją frustracją, zdjęcia psychicznego bagażu, wsparcia, towarzystwa albo po prostu dowartościowania się czyimś kosztem. Bo ta osoba to przyjmie i się nie ugnie. Ona jest przecież silna. Pokazała, że taka jej rola względem innych. Da radę. Zawsze jej przecież to powtarzano i klepano po plecach. Po czym odchodzono.

Masz też tak?

Od jak dawna czujesz się jak g*?

Przecież nie powinieneś. Jesteś przecież silny i wartościowy. Takich ludzi brakuje w społeczeństwie. Ze świecą szukać. Bierzesz udział w jakimś konkursie na świętego albo na cierpiętnika? Skoro jesteś taki wartościowy, silny, dajesz radę, zawsze znajdujesz jakieś rozwiązania, to czemu czujesz się jak g*? Dlaczego miewasz myśli samobójcze?

Co to oznacza, jeśli czujesz się jak g*?

Czucie się g* to efekt pełnienia określonej funkcji w systemie społecznym bez żadnych zebezpieczeń. Najpierw w systemie rodzinnym, a potem ogólnospołecznym.

Gdy w Twoim domu wymagano od Ciebie ciągłej dostępności (ja to nazywam „dostępności obiektu” – żeby podkreślić, że jest się wówczas traktowanym przedmiotowo: jako środek, narzędzie do zaspokajania określonych potrzeb rodziców, które nigdy nie zostają zaspokojone), to oddziaływały na Ciebie dwie główne siły. Jedna z nich nazywa się parentyfikacja, a drugą jest nadużywanie władzy rodzicielskiej.

Jesteś wtedy w potrzasku, w pewnych ramach i obijasz się o ich ściany: raz masz być rodzicem dla swoich rodziców (parentyfikacja), a raz jesteś miażdżony upokorzeniami z tego tytułu, że jesteś dzieckiem, a więc istotą zależną od swoich rodziców i stąd mogą oni wykorzystywać swoją przewagę nad Tobą.

Normalny rodzic nie wykorzystuje swojej przewagi nad dzieckiem. Wie, że dziecko jest od niego zależne, ale wie też, że wykorzystywanie tej zależności, aby się dowartościować poprzez cierpienie dziecka jest po prostu cholerną podłością. To jest przemoc.

Funkcja gówniarza

Jako rodzic dla swojego rodzica dziecko zapewnia mu wsparcie i ochronę. Ma działać jako parasol i etatowy, dostępny 24 godziny na dobę głaskacz. Ma być powiernikiem jego tajemnic, trudnych uczuć i emocji, ma okazać zrozumienie dla różnych krzywdzących zachowań rodzica i jego rola ma polegać na pomaganiu rodzicowi w wyjściu z niedojrzałości.

Z kolei jako obiekt (będąc podporządkowany rodzicowi) ma dawać się tłamsić, aby rodzic mógł poradzić sobie ze swoim poczuciem niskiej wartości, ma pozostać głupie.

Ale z drugiej strony nie tak głupie, aby nie rozumiało problemów rodzica, pełniąc funkcję rodzica dla swojego rodzica. Właśnie tu ma odznaczać się mądrością. Ma rozumieć to, że rodzic musi się dowartościowywać jego kosztem, a więc pozwalać na przemoc wobec siebie i nigdzie tego nie zgłaszać. Siedzieć cicho, być lojalnym, nie „donosić” na mamę, tatę. Razem z rodzicem grać w udawanie w toksycznym systemie, którego zasady określił rodzic i których przestrzegania wymaga różnymi rodzajami przemocy. Dziecko ma pełnić obie role jednocześnie: dojrzałego dorosłego i uległego.

Czym to pachnie w dalszym życiu?

Takie pozostawanie wiecznym wsparciem i naczyniem na czyjeś żale brzmi znajomo w ujęciu ogólnospołecznym, poza rodziną? Zauważ, że to jest ten sam mechanizm. Tak Cię ukształtowano, abyś nadal spełniał tą samą funkcję, co w rodzinie, tylko w skali makro.

Mity na temat wdzięczności

Jest takie powiedzenie, z którym się zgadzam w całości: „Wszyscy pragną Twojego dobra. Nie pozwól im go sobie odebrać”. To Ty decydujesz, z kim tym dobrem się podzielisz i ile go dasz. Jeśli ktoś Cię lekceważy, nie szanuje, a wręcz uważa, że ma prawo żądać od Ciebie tego dobra, że masz być dla niego dostępny (bo on jest biedny), to masz zamknąć przed nim drzwi. Bo to jest po prostu bezczelność i kompletne olanie Ciebie i nie ważne jak on bardzo będzie płakał i uskarżał się na swój los. Płacze, lamenty i uskarżania się nie hamują go przed tym, aby wbijać w Ciebie szpilę i wyżerać z Ciebie wszystko to dobre, wartościowe, co możesz zaoferować? Bo on uważa, że masz mu być dostępny, skoro już jesteś i masz w sobie to, czego nie ma on? No to jest to przemoc. Złodziejstwo. Nękanie. Przestępstwo.

Wdzięczność? – Może ktoś Ci okaże – może to będzie szczere, a może nie. Część z tych osób oczekujących pomocy zalicza się do toksyków i narcyzów i nie ma szacunku dla tych, którzy zaoferowali im pomoc. Uważa, że ci pomagający są frajerami. Nie rozumie, jak tak bezinteresownie można komuś pomóc. Oni by tak nie zrobili. Dla nich świat jest wyrachowany do granic możliwości. Wykorzystują, więc uważają, że inni też tak robią, tylko jeszcze nie odkryli, jaki interes ma ktoś w tym, że pomaga komuś, więc takich ludzi się obawiają. A najlepszym rozwiązaniem, jeśli nie rozumieją czyjegoś sposobu działania jest dla nich dążenie do przejęcia nad nim kontroli, atakowania go, a gdy odda, to nabycie przekonania, że teza się potwierdziła – to był zły człowiek, przebieraniec, który tylko udawał czyste intencje. No bo przecież bezinteresowny człowiek oferujący pomoc by nie oddał, tylko dalej byłby dostępny. A on już nie jest…

Dalej oczekujesz wdzięczności od wszystkich osób, którym pomożesz? Dalej uważasz, że dobro zawsze i bezwzględnie wraca? Zastanów się, komu pomagasz. Czy jesteś traktowany przez tą osobę z szacunkiem, czy ta osoba docenia tą pomoc i dąży do tego, aby się jakoś zrewanżować, czy raczej chce ugniatać Cię jak plastelinę, abyś ściśle dopasował się do jej potrzeb i ściąga Cię w dół, aby ostatecznie użyć jako wycieraczki, po czym wyrzucić Cię na śmietnik. To da się wyczuć. Pytanie tylko, co robisz, gdy to wyczujesz? Okazujesz bezgraniczne zrozumienie? Dlaczego? – Bo tego żądano w Twojej rodzinie pochodzenia, aby kontynuować dysfunkcyjny ciąg, w którym żaden z dorosłych nie chciał przejąć odpowiedzialności za siebie i przerzucał ją na innych? – No to czas się tego oduczyć. I wypróżnić.

Dlaczego efekt g* trwa?

Czujesz się jak g*, bo pełnisz rolę wspieracza innych bez zabezpieczenia siebie.

Żeby temu zapobiec profesjonalni psychoterapeuci podlegają stałej superwizji (profesjonalne wsparcie), ale przede wszystkim posiadają własne granice, są ich świadomi i mają własne wypracowane narzędzia komunikacji i obrony, które nie pozwalają na szkodliwe oddziaływanie na nich osób sfrustrowanych i roszczeniowych, które chcą się dowartościować i poczuć się lepiej ich kosztem.

Śmieci w sieci

Wyobraź sobie, że jesteś taką siecią, do której zbierają się wszystkie czyjeś toksyny, frustracje, złości, żółć, „produkty” przemocy psychicznej (wyzwiska, upokorzenia, pranie mózgu), które mają na celu zatrzymać Ciebie („obiekt”) w toksycznym układzie poprzez mentalne obciążenie, pozbawienie w ten sposób siły i w efekcie związanie (uzależnienie od danej osoby, która Ci to robi). Masz się tego nie pozbywać, masz to wszystko w sobie trzymać, bo nikt nie może się o tym dowiedzieć. To tajemnica. A osoba zrzucająca to ma poczuć się lepiej, nie licząc się kompletnie z Tobą. Mało tego, ona będzie czuła się jeszcze lepiej właśnie z tego względu, że takiej silnej osobie jak Ty (czyli w jej opinii – zagrażającej jej) właśnie ten swój cały syf wcisnęła.

Co się dzieje, gdy chcesz wyjść i spuścić to za sobą?

Gdy postanawiasz wyjść z takiego gównianego układu, przestać być siecią na te wszystkie śmieci, to okazuje się, że nie łapiesz równowagi. Okazuje się, że te wszystkie obciążenia serwowane od wielu lat ugruntowały Cię. Jeśli je wywalisz, czujesz się chwiejny i pusty.

Okazuje się więc, że trzeba się zagruntować w czymś innym, aby przestać w końcu czuć się jak g*.

Jak skutecznie wyjść z g*?

To puste miejsce wewnątrz Ciebie należy 1) wypełnić sobą samym – swoimi zasadami, wartościami, swoimi sprawami przede wszystkim. No i 2) zabezpieczyć, czyli nie przyjmować nikogo do siebie, jeśli ma zapędy do przekraczania granic. A jeśli starczy miejsca, to można też wypełnić to miejsce czyimiś sprawami (nie na zawsze!) . Ale to Twoja wola, jeśli je przyjmiesz. Nie wyzbywaj się siebie tylko po to, aby udostępnić w sobie miejsce na czyjeś problemy! Już wiesz, do czego to prowadzi.

2 thoughts on “DDA i DDD w roli bohatera i kozła: bezgraniczna pomoc i dostępność. Czyli dlaczego czujesz się jak g*?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.