Jaki to jest, kurna, ciemnogród! Czyli o tym, kiedy masz czuć szczęście

kruk ciemność rozsyła czarne toksyny Dziwię się. Naprawdę się dziwię. Choć dość dawno już stwierdziłam, że nic mnie już nie zdziwi. I nic, co ludzkie nie jest mi obce. A jednak. Potwierdza się w ten sposób to, że człowiek uczy się przez całe życie. Dobrze? Niedobrze? – Na pewno jest ciekawie. Znudzić się raczej nie można, ale dowiedzieć nowych prawd. O sobie i o innych. A to jest fascynujące. Choć czasem może przyprawiać o wytrzeszcz oczu i palpitacje serca. Na przykład, że ciemnogród wiecznie żywy i ma się dobrze.

Ale do rzeczy.

Pobożne życzenia

Ostatnio dostałam życzenia urodzinowe. Bliźniakiem zodiakalnym jestem, więc to akurat tak na dniach wypadło. Życzenia od jednej osoby z rodziny, która mieszka hen, za górami, za lasami i za siedmioma rzekami. A tak dokładniej, to bezpośrednio za granicą Polski i to całkiem niedaleko.

No więc dostałam te życzenia. Życzenia były wysłane przez komunikator na Facebooku. Składały się z dwóch części. Jedna część to były kwiaty – taki obrazek. Druga, osobna wiadomość pod spodem – treść pisana. Za kwiaty chciałam podziękować. Ale nie ma takiej opcji, jeśli są już dwie wiadomości po sobie. Nie było też odpowiedniego emotikona, za pomocą którego można by było odpowiednio zareagować na obrazek. Kciuki mi tu nie pasują, buźka z jęzorem też nie, a buźka z sercami zamiast oczu przesadzona. Chciałam samą zadowoloną buźkę. Nie ma.

Pod spodem przeczytałam życzenia: błogosławieństwa, wszystkiego najlepszego i zdrowia. A po kropce: “Ty szczęśliwa jesteś, bo masz córkę i rodziców”.

Nie, no nie mogę! Jakie to sprytne przemycanie treści, nieprawdaż? Ktoś ci mówi/pisze, z jakiego powodu jesteś szczęśliwy. A skąd to może wiedzieć, skoro cię prawie w ogóle nie zna? A jedyne, co wie, to to, że nie utrzymujesz relacji z rodzicami, bo ci tak życie uprzykrzyli i chcieli od ciebie bez skrupułów ssać bez końca, że im podziękowałeś.

W narcystycznych, dysfunkcyjnych rodzinach nikt nikogo naprawdę nie zna. Rodzice nie znają swoich dzieci. Ich bracia i siostry również tych dzieci nie znają, skorą w tym toksycznym układzie tkwią. To są tylko wyobrażenia o innych, oderwanie od rzeczywistości. Bo nie utrzymuje się tam prawdziwych relacji, która umożliwia to poznanie. Taka rodzina oparta jest na kłamstwie. Tam ma się ciągle coś wydawać. Prawda nie ma racji bytu. Zaprzecza się uparcie prawdzie. Zatem, skąd taki ktoś, z toksycznej rodziny, ma wiedzieć, co przynosi szczęście dorosłemu dziecku z dysfunkcyjnej rodziny (DDD)?

A no nie wie. A tym bardziej nie wie ktoś, z kim widziałam się z pięć razy w życiu za dzieciaka. On tylko uważa, że POWINNO SIĘ być z tego i tego szczęśliwym. Bo on tak wie i to ci będzie narzucał.

Nie mogę strawić tego typu kitów. Drażni mnie to już z miejsca, gdy ktoś, bez pytania mnie, stara się założyć na mnie swoje myślenie i wyobrażenia. Owszem, jestem szczęśliwa z powodu córki. Poza tym jestem szczęśliwa również z innych powodów, które są dla mnie ważne. Ale nie z powodu rodziców! Z resztą w tym całym “sprzedanym” mi pustym, klepanym z automatu haśle (bo inaczej tego nazwać nie można) można dostrzec kilka znaczeń, informujących o nadawcy:

  1. jest się szczęśliwym z posiadania kogoś. Mentalność nadawcy: według niego, ludzi się ma, a nie utrzymuje się z nimi relacji
  2. jesteś szczęśliwa, bo masz córkę i rodziców. Czytaj: ja nie mam dobrej relacji ze swoją córką i nie mam też rodziców, więc jestem nieszczęśliwa.

Faktycznie, córka nie mieszka z tą osobą. Wyjechała do odległego miasta, tam mieszka i pracuje i z jakiś względów nie chce utrzymywać z matką bliższych kontaktów. Nie mają nawet siebie wśród znajomych na Fb. A rodzice tej osoby od dość dawna nie żyją. A jak żyli to kolorowo też nie było. Relacje rodzeństwa są też pourywane. Odkąd pamiętam były kłótnie, oblewanie się g* i wygrażania, a nawet przemoc fizyczna, chlanie też.

Jakby nie było – POSIADANIE córki, rodziców czy kogokolwiek innego nie czyni cię jeszcze szczęśliwym. Chodzi o DOBRE RELACJE, a nie posiadanie!

Ale ta osoba tego nie wie.

Nie podziękowałam za takie życzenia.

Bo to dla mnie żadne życzenia, ale narzucanie mi, abym podpisała się pod jakimś durnym czyimś stwierdzeniem. Przyjęła je, wzięła jako prezent i podziękowała jeszcze.

Szczerze, zignorowałam to. Nie daję się nabrać na haczyk, gdy to śmierdzi na kilometr. Nic nie odpisałam.

Długo nie musiałam jednak czekać na reakcję z powodu braku mojej reakcji. Już następnego dnia otrzymałam odpowiedź, że nieodzywanie się to moja sprawa i nie będzie mi zatem dłużej zawracana głowa. Jasne, że moja. I skoro ta osoba to wie, to po co do mnie o tym pisze? A no dlatego, że czeka, aż połknę haczyk. A tu nic takiego się nie dzieje.

Odpisałam w związku z tym, że za życzenia podziękowałam oficjalnie wszystkim osobom w publicznym poście. A z tym szczęściem, to jest tak:…. (i tu napisałam krótko, o czym powyżej). W odpowiedzi otrzymałam krótką wiadomość:

“jestem w szoku, że uważasz, że rodzice ci szczęścia nie dali. Przecież oni ci życie dali. Myślę, że w końcu to zrozumiesz”.

No cóż, tego chyba komentować nie trzeba. Ale skomentuję: współczuję.

Przy okazji mogłam się upewnić, że mam w 100% do czynienia z kolejną “skrzydlatą małpą” (czyli broniącą chorego porządku dysfunkcyjnej rodziny. Stającą po stronie zaburzonych rodziców).

Nie wierzyłam, że można żyć jeszcze tak bardzo w takim ciemnogrodzie w dzisiejszych czasach. Ale, jak widać, można.

Myślę, że po mojej odpowiedzi kontakt skutecznie się urwie. Z resztą zaznaczyłam na koniec, życząc wszystkiego dobrego, że lepiej oszczędźmy sobie zgrzytów, bo się nie dogadamy.

Obraz takiej osoby z ciemnogrodu:

  • taka osoba uważa, że jest dojrzała i jest przepełniona mądrością (bo rzuca napuszonymi hasłami)
  • taka osoba uważa, że ma prawo do prawienia morałów, bo żyje trochę dłużej na świecie. Sama nie ogarniając swojego własnego życia, nie pracując nad sobą, żyjąc w swoich własnych schematach, które ją ograniczają, w swoich wyobrażeniach i zakłamaniu
  • taka osoba uważa, że skoro jest rodzicem, więc ma prawo…. (tu wpisz, co chcesz)
  • taka osoba uważa, że ma prawo mówić ci, co jest prawdą, a co prawdą nie jest (!) – to jest przemoc, gwałt na mózgu. I to może robić, przemycając toksyny zaszyte w czymś
  • taka osoba uważa, że ma prawo kłamać, bo tak trzeba. Trzeba w imię rodziny pojmowanej w sposób chory (“brudy pierze się w czterech ścianach”)
  • taka osoba uważa, że masz być wdzięczny/wdzięczna za to, że rodzice sprowadzili cię jakoś mniej lub bardziej świadomie lub całkiem nieświadomie na świat. To wystarczy według niej. Ściąga z nich odpowiedzialność za warunki, jakie ci stworzyli później. To jest nieważne. O tym się nie mówi (bo nie ma o czym. Jest to niewygodne. A co jest niewygodne, to się przemilcza. Trzymać się należy natomiast tego, za pomocą czego można dzieckiem manipulować. Jak pijany płotu). Psychiczne deptanie cię, znęcanie się nad tobą, molestowanie, bicie, plucie, poniżanie, szarpanie, wyzywanie, wylewanie na ciebie hektolitrów pomyj na ciebie nie POWINNO mieć żadnego znaczenia dla ciebie.

Ona woli ciemnogród. Chłodny, straszny i ciemny. Który rządzi się zakłamaniem, wierzeniami i frazesami klepanymi bez zastanowienia, stosowanymi jako tarczę przeciwko prawdzie, oraz rządzi się wpędzaniem w poczucie winy. Ale to jej własny ciemnogród. Jej życie. Innego nie zna. Nie chce. Bo jest obce. Zburzy jej dotychczasowe znane wyobrażenia, wytrąci jej narzędzia, którymi się posługuje w tym ciemnym lesie. Innych nie ma. Nie wie, że można inaczej. Cios przeciwko ciemnogrodowi, to zamach na jej osobę.

Nie kupuję tego. Nie przyjmuję ciemnogrodu. Ale pozdrawiam

Napisałam jej, żeby wyszła ze skorupy, otworzyła się na ludzi, chciała ich zrozumieć, otworzyła się na prawdę. Bo tylko ona ma moc uzdrawiającą. Zajęła się swoim życiem, a nie moim.

Czy to zrobi? Czy czegoś takiego posłucha? Tego nie wie nikt. Ale na tą chwilę myślę, że tylko bardziej się rozzłości, zaatakuje mnie lub zakończy kontakt, który od samego początku nie miał sensu, starając się jednak wbić mi na odchodnym jakiegoś gwoździa do mózgu (żebym SE zapamiętała). No bo miałam czelność napisać coś, co jej się nie mieści w głowie. Bo takich rzeczy się nie pisze. Nie wolno. Ciemnogród na to nie pozwala.

Najbardziej chyba jednak razi mnie to, że taka osoba młodszych od siebie uważa za idiotów, którzy dadzą sobie maglować głowę jej ciemnogrodem. Którzy połkną jej powtarzane jak zacięta płyta górnolotne hasła o tym, co się powinno czuć, a co nie. Co trzeba robić, mówić, a co nie, według zasad ciemnogrodu. Frajerów, którzy będą przytakiwać jej wyobrażeniom, aby ten ciemnogród mógł trwać. Szuka kogoś, kto razem z nią będzie mógł podtrzymywać ten ciemnogród.

Już mi kiedyś napisała, że ja sama jestem jeszcze dzieckiem i niewiele rozumiem. Już to kiedyś pisałam, ale przypomnę, że takich osób nie interesują twoje doświadczenia, osiągnięcia, wykształcenie, ambicje, Ty. Oni nawet nie zdają sobie sprawy, że z treści ich wypowiedzi można wyczytać prawdę o nich samych. I to tak wiele prawdy z jednego zdania.

Ich interesuje to, aby ze swoimi głupotami, w które wierzą, mogli nad tobą górować. A czym? – Tylko wiekiem, tym, że są rodzicami (czyli w ich mniemaniu mają przez to przewagę nad tobą – dają sobie prawo w ten sposób, aby ci powtarzać, że jesteś zawsze dzieckiem) oraz pseudomądrością ciemnogrodu. Bo nic innego, czystego, prawdziwego, co jest potrzebne do poczucia szczęścia na co dzień i utrzymywania zdrowych relacji z otoczeniem, nie mają.

I to jest żałosne. Pozdrawiam ciemnogród. Nie odwiedzę.

4 thoughts on “Jaki to jest, kurna, ciemnogród! Czyli o tym, kiedy masz czuć szczęście

  1. Iza

    To jest takie straszne ale takie prawdziwe. Pamiętam jak z moją siostrą szukając pomocy zaczęłyśmy rozmawiać z rodziną ojca na temat sytuacji u nas w domu i wtedy babka i ciotka stwierdziły że skoro ojciec nas nie bije ani nie jest alkoholikiem to powinnyśmy się cieszyć. Brak słów.

    Reply
  2. Lily

    Pamiętam taką sytuację z moją matką – emocjonalnym lodem, zadzwoniłam z życzeniami na dzień matki, byłam już sama mamą. Składam jej życzenia i coś tam jeszcze próbowałam rozmawiać a ona na to że nie ma czasu pie……lić ze mną przez telefon. Miałam zawsze takie wrażenie że jej przeszkadzałam swoim istnieniem, wymawiala mi że jem, że potrzebuję ubrań, książek do szkoły. służyła mi często takimi fałszywymi radami (wypowiadanymi takim szczególnym tonem): życie nie jest usłane różami, trzeba się uczyć, trzeba się nie poddawać, trzeba brnąć do przodu które były puste jak ona sama i oznaczały mam cię w du…ie.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.