22 października, 2021

Narcystyczna teściowa. Etapy związku w trójkącie i uwalniania się

Etap 1: Bombardowanie miłością (love bombing), czyli taki standard na początku

– Mamo, popatrz, jaki przyniosłem dla nas dorodny smakowity kąsek!

Synuś może być dumny i z dumą niesie swoje trofeum, licząc na uzyskanie w końcu akceptacji, miłości, podziwu ze strony matki, których od urodzenia jest głodny.

Teraz będzie hodował swoją ofiarę. Wspólnie z matką będą uprawiać ten cudowny ogród składający się z jednego kwiatu. Będą podlewać, ustawiać ku słońcu, aplikować witaminy i odżywki, omamiać kolorowymi oparami, narkotyzować specjalnie wytwarzaną rześką mgłą miłości. To bombardowanie miłością (love bombing).

A w międzyczasie podgryzać będą korzenie i wyskubywać płatki, żeby się nimi dekorować. Wyrywać nasiona, zanim zaczną upadać na ziemię i je pożerać. W ten sposób będą wzrastać.

Etap 2. Dewaluacja. Kiedy się zaczyna?

W zasadzie już na początku, gdy kwiatek zostanie dostatecznie omamiony oparami wytworzonej na potrzeby narcyzów miłości (czyli sztucznego tworu, który ma ją udawać, tak jak wizerunek każdego narcyza). Ale z czasem jest coraz gorzej.

Kwiat regularnie oskubywany, okaleczany, słabnie w końcu. Przestaje wzrastać, przestaje kwitnąć. Usycha. Dla nich się zepsuł. Jest niewdzięczny. Podejmują desperackie próby, aby go reanimować za pomocą swojej pseudo-troski i pseudo-miłości, tylko po to, aby móc go wykorzystywać dalej. Będą go wkręcać bardziej (gaslighting), a on będzie się na to nabierał. Z czasem nie będzie nadążał ze swoją regeneracją, aby zaspokoić ich rosnące potrzeby z nim związane. Stanie się okaleczoną roślinką, kopaną przez nich w złości aż do śmierci. A po śmierci zdeptaną. Bo uwierzył w to, że jego rolą było zaspokajanie ich potrzeb, a gdy już nie potrafił ich spełnić, to uwierzył, że jest bezużyteczny. Obarczył się winą za swoją niewdzięczność i sam się okładał. Przegrał z nimi i z sobą.

Może być jednak inaczej.

Etap 3. Ucieczka. I co dalej?

Może taki kwiat w pewnym momencie dostrzec, że został uwięziony w ciasnej doniczce w obcym kawałku ziemi, a wszelkie działania, które wobec niego podejmują, nie wynikają z żadnej troski i miłości, ale z ich egoistycznej chęci wyciągnięcia z niego jak najwięcej dla siebie. Polegają tak naprawdę na zaawansowanym stymulowaniu jego produkcji i eksploatacji wszystkich jego części i soków atrakcyjnych i pięknych dla hodowców, aby mogli się nimi chwalić przed innymi i wygrywać z nimi w swoim świecie. Pojawi się sabotaż. A gdy będzie chciał wiedzieć, dlaczego tak robią, odpowiedzą mu: ale o co ci chodzi? Pojawi się w nim gorycz i przemożna chęć wyrwania się. Zadziałają wtedy jeszcze naturalne mechanizmy obronne.

I co wtedy?

Zamieni się w mięsożerną jadowitą rosiczkę?

Być może. – Jako efekt długotrwale doznawanej krzywdy, upokorzenia, poczucia wykorzystywania, poniżania i chęci obrony. Ale przede wszystkim zakiełkuje wtedy przemożna chęć wyrwania się z nadanej mu doniczki i wykorzystania okazji, gdy tylko zawieje sprzyjający wiatr, aby ją opuścić.

Gdy zdobędzie się na ucieczkę przez okno, zaufa sobie i da się porwać dalej, na wybraną dla siebie bezpieczną ziemię, to co go tam spotka? Zakorzeni się od razu w dobrej ziemi? Czy jego życie będzie już nagle szczęśliwe?

– Nie, nie będzie tak od razu.

Nie, gdy dał się wplątać wcześniej w relację z narcyzem. A tym bardziej gdy jest ich dwóch: gdy tworzą jeden wspólny organizm: narcystycznej matki i syna. Wyplątanie się z tego trójkąta i odejście kwiatu to cios dla nich. Uczucie klęski. Z tej ich pustki, która wtedy pozostaje, znowu dociera do nich głos, który mówi im, jak bardzo są beznadziejni. Nie odpuszczą tak szybko. Nie podarują sobie tak szybko możliwości zasilania w zasoby i dostarczania silnych emocji wynikających z uwięzienia i sprawowania władzy.

Etap 4. Zemsta narcyza i kampania oszczerstw. Ale najpierw udeptywanie gruntu, czyli wcześniejsze zabezpieczenia terenu: intensywna dewaluacja w tle, urządzana przez mamusię pseudo-ogrodniczkę

Kampania oczerniania, inaczej kampania oszczerstw (charakter assasination, smear campaign) lub nagonka psychiczna i narcystyczna furia, która tym kieruje, to jest następne, co czeka tego, kto zdecyduje się w końcu opuścić związek z narcyzem.

Jeśli związek ten był trójkątem z narcystyczną matką i jej synusiem, to należy się spodziewać kampanii ze strony matki i podtrzymywania jej w tym przez syna. Z resztą w zakresie takiej współpracy nic się nie zmieniło: ona od dawna już prowadziła subtelną, acz systematyczną i konsekwentną dewaluację jego jakiejkolwiek partnerki, wciągając jego w ten proceder, umiejętnie sterując jego przywiązaniem, wpędzaniem w poczucie winy i wymachując mu przed nosem obietnicą akceptacji i miłości.

Wiedziała, że obietnice te oddziałują na niego o wiele silniej niż siła związku z partnerką, tym bardziej, że jej obraz, na wszelki wypadek, matula systematycznie obrzydzała i demonizowała w jego głowie, wykorzystując każdą okazję w relacji z partnerką do przedstawienia mu rzekomych krzywd matuli, jakich doznała ze strony jego partnerki. Wiedziała, jaką złość to w nim wywołuje przeciwko partnerce: złość, która z automatu każe mu skoczyć na pomoc matce, a partnerce do gardła.

Na wszelki wypadek matula również systematycznie sabotowała wszelkie opinie partnerki, pomysły i działania, aby pokazać mu, jaka ta jego partnerka jest głupia.

Na wszelki wypadek też matula systematycznie nie angażowała się do rozmowy z partnerką syna, kiedy ta chciała z nią porozmawiać o czymś ważnym, ale stała nieruchomo, patrząc na nią takim wzrokiem, aby dać jej odczuć, że nic a nic nie rozumie co ta wygaduje i o co jej chodzi. Traktowała wymownym chłodem ex cathedra, aby pokazać mu,  że ta jego partnerka wcale a wcale nie jest warta uwagi, za bardzo się emocjonuje, jest całkowicie niepoważna z tymi swoimi problemami albo całkowicie nie ma racji (no może trochę), czyli nierozgarnięta jest i oderwana od rzeczywistości.

I systematycznie też przejmowała sprawy partnerki bez jej wiedzy i zgody, aby pokazać, jak się je załatwia lepiej, po mamusiowemu, co by mu pokazać jaka to partnerka jego jest beznadziejna i od niej zależna.

Regularnie matula przedstawiała się jako ofiarę, jeśli tylko nie mogła ziścić swoich wymysłów i wkraczać z buciorami w jej i ich życie, bo partnerka wyrażała sprzeciw.

Matula też nie omieszkała jej przypomnieć, co też ona dla tej partnerki nie zrobiła, a ta biednej mamusi tak się odwdzięcza.

Robiła to wszystko poprzez tworzenie kontrastu: matula-dobra vs partnerka-zła, matula-mądra vs partnerka-głupia, partnerka-jeleń vs matula-zwycięzca, partnerka-pajac vs matula-poważna, partnerka-podczłowiek vs matula-nadczłowiek itp. czyli, krótko mówiąc: rywalizowała z partnerką o względy syna poprzez stwarzanie odpowiednich sytuacji, w których partnerkę stawiała w złym świetle.

Ona nigdy nie przyjmowała do wiadomości tego, że jej syn może stworzyć dobry, trwały, poważny związek uczuciowy. Dla niej taki związek oznacza zdradę syna. A syn nie pozwoli na wyrządzanie takiej przykrości matce.

Regularnie taki synuś raczył mnie opowiastkami, jak to mamusia poczuła się nagle źle w związku z tym, że według niej nie zachowałam się tak, jak ona to sobie wyobrażała. A nawet, że umrze przeze mnie.

Na przykład powiedziałam jej, że nie mam nic przeciwko, aby spotykała się z wnuczką, ale  wolałabym, aby najpierw poinformowała mnie, że chciałaby zabrać moją córkę do siebie. Natomiast ona przejmowała mi dziecko przed nosem, nie hańbiąc się jakąkolwiek konsultacją w tym temacie ze mną. Poinformowała synusia później po mojej prośbie, że poczuła się jakby została uderzona w twarz.

Innym razem, zapowiedziałam jej, że będziemy w końcu z jej synusiem dokonywać po połowie opłat za mieszkanie (mieszkanie było na nią i ona inkasowała czynsz i inne opłaty, nie chcąc mnie jednocześnie razem z synusiem na moją wyraźną i niejednokrotną prośbę poinformować o tym, ile wynoszą te opłaty, co bym mogła je ponosić. Ale za to nie omieszkując wypominać mi, że w nim mieszkam. Nie miało dla nich żadnego znaczenia to, że w pozostałej części utrzymuję rodzinę. Jak się potem okazało, w dość sporej. Poza tym on przez długi czas był sponsorowany przez mamusię lub przeze mnie). Tak bardzo wtedy zapachniała jej ta moja zapowiedź moim odejściem, że postanowiła nagle odegrać scenę konającej przeze mnie mamusi, a synuś wstawić się za nią. Tym samym mogłam się przekonać, że nie umożliwiając mi płatności za mieszkanie, którym zarządza (właścicielem nie była) i jednocześnie wypominać mi to, robi to, aby mnie upokarzać, podporządkować i mieć nade mną kontrolę. Na moje pytania, dlaczego nie mogę się dowiedzieć, ile wynoszą łącznie opłaty za mieszkanie słyszałam od mojego exa “bo nie”.

Powracając do zemsty i kampanii oczerniającej

Taka inwestycja w to, aby sprawić, by partnerka synusia poczuła się nikim i móc z niej czerpać ile wlezie nie mogła zakończyć się przecież fiaskiem. Zniweczyć oplatanie swoją niewidzialną nicią, która służy temu, aby mieć stały dostęp do jego partnerki? Pozwolić zerwać tą nić? To przecież faktycznie dorodny wartościowy kąsek. Może być dumna ze swojego syna. Ale i tak nie będzie. Bo nie potrafi. Może być mu wdzięczna, że zrobił jej taki prezent. Że zdobył dla niej ten kąsek do dowartościowywania się. Ale nie będzie. Bo nie potrafi. Dla niej wraz z pojawieniem się kąska, życie się nagle odmieniło, uśmiechnęło się do niej w końcu. To się jej należało.

I teraz ma się pogodzić niby z odejściem? To jest niesprawiedliwe. Znowu ma dostać kopa od życia?

I jeśli czuje, że partnerka nie daje się już więcej, ani synusiowi, ani jej, to próbuje jeszcze jednego działania – właśnie kampanii oczerniającej.

Kiedy manipulant – narcyz nie jest w stanie już manipulować tobą, manipuluje innymi, aby źle o tobie myśleli. Po co to robi?

  • Aby pozbawić Cię wsparcia, czyli wyizolować Cię z otoczenia (robił to już wcześniej, na wszelki wypadek, asekuracyjnie, gdybyś wcześniej chciała odejść. Wtedy byś już mogła się dowiedzieć od innych, że jesteś nienormalna, złośliwa, niepoważna, niewdzięczna etc. Teraz jego działania pod tym względem są zintensyfikowane, bo działa w desperacji).
  • Aby oddziaływać na ciebie w jakikolwiek sposób jeszcze, licząc na dostarczenie emocji, czyli na swój pokarm
  • Aby Cię wciągnąć z powrotem do tego stworzonego przez niego systemu eksploatacji (hoovering), aby wtedy mógł Cię jeszcze bardziej przyskrzynić i udowodnić Ci, kto tu rządzi.
  • Aby zemścić się i przynajmniej tym „zrobić sobie dobrze” w wyniku dostarczanych sobie samemu emocji.

Tak robi się w sektach, gdy ktoś wyrazi się krytycznie o jej działaniach i będzie chciał odejść. Tu mamusia chce stanowić guru.

Kampania oczerniająca po Twoim odejściu to przejaw desperacji narcyza. Możesz usłyszeć w trakcie lub po odejściu masę różnych oskarżeń pod swoim adresem, aby jeszcze spróbować Cię wciągać w poczucie winy i w ten sposób uwiązać, które będą projekcją narcyza lub interpretacją Twoich działań na Twoją niekorzyść (redagowanie rzeczywistości) albo po prostu kłamstwem.

Na przykład ja słyszałam w trakcie planowania odejścia od mojego exa, że pozbawi mnie praw rodzicielskich, kiedy odejdę i że zrobi mi koło piór, aż wszyscy będą mogli się dowiedzieć, co to za powalona nauczycielka ze mnie (jawne i ukryte groźby).

Stąd też wiem, że odejścia od narcyza się nie zapowiada, tylko po ciągłych dyskusjach, które nie prowadzą do żadnej zmiany w związku, a wręcz jest jeszcze gorzej, po prostu przygotowujesz się do odejścia i w końcu się wyprowadzasz, nie informując go o tym w żadnym wypadku, bo na pewno stanie Ci na drodze. Według niego nie masz prawa go opuścić. To on tylko ma prawo podejmować takie decyzje i stawiać na swoim, zgodnie z zasadą dziel i rządź.

Natomiast od mojej ex teściowej usłyszałam, że drastycznie odeszłam (pomimo tego, że nieraz zapowiadałam, że jeśli jej syn nie zmieni swojego postępowania względem mnie, to zrobię to i ona o tym doskonale wiedziała, bo takie akcje się powtarzały. Teraz wiem, że nie było jej na rękę, aby on się zmienił, bo świetnie się spełniał jako narzędzie dostarczania jej korzyści emocjonalnych ode mnie. Poza tym nie wiem, czy można w ogóle drastycznie odejść? Bo mnie się wydaje, że można albo odejść albo nie. Czy można odejść trochę? Nie kojarzę też odejścia z jakąkolwiek agresją, wręcz przeciwnie. Jestem natomiast przekonana, że to właśnie dla niej moje odejście było drastycznym oderwaniem się od źródła zasilania, bo myślała, że wystarczająco mnie omamiła ze swoim synusiem i nie spodziewała się, że w końcu odejdę). Poza tym usłyszałam, że wnosząc sprawę do sądu przeciwko niemu, zrobiłam jej rodzinie tym na złość (nie wiem, dlaczego rodzinie, nie wiem, dlaczego na złość). No a w międzyczasie dziwnym trafem, osoby, które znałyśmy obie wcześniej, zaczęły się ode mnie odwracać na ulicy. Świetnie potrafiła grać ofiarę pokrzywdzoną moim odejściem od niej i synusia-przemocowca, psychicznego sadysty, którego świetnie wyszkoliła. Brał nauki wprost od mistrza, czyli jej samej, światu prezentując oblicze niewinnego chłopczyka. Lojalny uczeń w białych rękawiczkach. Mogłaby go w końcu docenić.

Ostatecznie kampania oczerniająca będzie to „tylko” zemsta narcyza za to, że nie reagujesz na zaczepki narcyza i ogólnie go olałeś, tym samym skłaniając go do połknięcia jego własnej żaby.

Czemu ma służyć kampania oczerniająca?

– Zniszczeniu Cię. Przecież żaden narcyz nie może dopuścić do tego, że ściągniesz mu jego fasadę i okażesz światu. To jego walka o życie. To realne zagrożenie dla niego. Musi opowiedzieć wszystkim osobom, które mają jakikolwiek wpływ na Twoją reputację, że jesteś złem wcielonym i jakiego to miał pecha, że Cię spotkał na swojej drodze. Że nieba Ci chciał uchylić, a Ty mu się tak odwdzięczyłaś. Odeszłaś od niego, podczas gdy on nie spodziewał się, że tak zrobisz. Jesteś potworem w ludzkiej skórze. Biedna ex teściowa i biedny jej syn.

Moja była teściowa nie kontaktowała się ze mną przez półtora roku od czasu mojej wyprowadzki z córką. Korzystała jedynie ze spotkań w tych dniach, kiedy jej synuś spotykał się z dzieckiem (ustalonych sądownie). Kiedy synuś otrzymał sądowy zakaz kontaktu z dzieckiem (o tym innym razem, sprawa się ciągnie już rok), tak i ona przestała też się z dzieckiem kontaktować, chociaż realnie miała taką możliwość: znała mój adres i numer telefonu. Dopiero po ponad pół roku od zakazu kontaktu, który dostał jej synuś, zapragnęła nagle spotykać się z dzieckiem. Dowiedziałam się o tym z jej wniosku o uregulowanie kontaktów z dzieckiem, który złożyła do sądu, w którym to nie miała żadnych skrupułów, aby powypisywać na mnie oszczerstwa: że to ja zabroniłam jej kontaktów z wnuczką, podczas gdy ona tak za nią tęskni, łączy ich niezwykle głęboka więź, a ja swoją postawą doprowadzam do jej atrofii i że ze względu na moje zachowanie została zmuszona wnieść pismo do sądu, bo nie widziała już innego wyjścia.

Szczyt bezczelności? A może szczyt dziecinady? Trudno powiedzieć, bo w przypadku narcyza takie zagrywki nie powinny dziwić. Chciałam się dowiedzieć od niej, w jaki to sposób zabraniam jej kontaktu z moim dzieckiem oraz o jakie to moje zachowania i postawy chodzi, które zmusiły ją do wniesienia sprawy do sądu, ale nie potrafiła tego logicznie wytłumaczyć. Kręciła coś właśnie o mojej drastycznej wyprowadzce i że to jest mój akt zemsty (tylko nie wiedziała na co), że spotkała moich rodziców, którzy powiedzieli jej, że na nich krzyczę (choć nie potrafiła podać powodów i okoliczności, ale to było już wyraźnym przejawem, że buduje obóz przeciwko mnie, a moi narcystyczni rodzice ochoczo się do tego dołączają), więc postanowiła sobie oszczędzić takiego potraktowania przeze mnie (ale zapytana, czy kiedykolwiek podniosłam na nią głos, a jeśli tak, to kiedy, milczała).

No i można zadać pytanie: po co ten cały cyrk? – Ano właśnie, aby Cię oczernić, zdemonizować, a siebie wybielić, pokazać jako swoją ofiarę. Na zasadzie kontrastu.

Czy może być coś bardziej bezczelnego? Czy może być coś bardziej podłego? Czy może być coś bardziej absurdalnego? – Nie wiem. Ale takie zachowanie po prostu wpisuje się w naturę narcyza: przerzucanie odpowiedzialności na drugą stronę (zarzut: odeszłaś, czytaj: skrzywdziłaś mnie, bo przestałaś mi dostarczać korzyści emocjonalnych, już nie mogę dowartościowywać się twoim kosztem) oraz projekcje (czyli zarzucanie innej osobie takich cech i intencji, które w rzeczywistości ma narcyz). Moja ex teściowa, jak każdy rasowy narcyz, potrafi grać tą ofiarę tak umiejętnie, że niejeden da się nabrać. Potrafi przy tym naprawdę wyglądać jak żebraczka z zapłakanymi oczami, skulona, przygarbiona, aby pokazać wszem i wobec, jaką to jesteś okrutną osobą, która taką bolesną krzywdę jej wyrządziła bez żadnych skrupułów, z zimną krwią, choć to ona wykorzystywała podle aż do bólu Twoją empatię, uczciwość i uczuciowość, nie mając ich u siebie za grosz i nadużyła w stopniu chyba maksymalnym Twojego zaufania. Narcyz łapie różne okazje i sposoby, aby zagrać ofiarę i móc Cię wykorzystać. Tu: że jest babcią, że jest starsza, że jest matką i należy jej się stąd bezwzględny szacunek. Tylko że jakoś zapomniała, że ja też jestem matką, a przede wszystkim człowiekiem.

No cóż, oto właśnie podwójne standardy narcyza: on ma mieć wszelkie prawa, ty nie masz mieć żadnych.  

Otrzymała ode mnie możliwość o wiele częstszego kontaktu z dzieckiem, niż tego chciała w swoim wniosku sądowym. Byłam ciekawa, co zrobi w takiej sytuacji, skoro tak zapewniała o swoim przywiązaniu i tęsknocie za wnuczką. Był tylko jeden warunek: spotkania będą odbywać się w dni powszednie w moim mieszkaniu (babcia jest z tego samego miasta). Czy była z tego zadowolona? – Nie. Po raz kolejny odegrała pokrzywdzoną babcię, która domaga się kontaktów z wnuczką, a ja jej stoję na drodze. Całkowicie zapomniała, albo bardziej realnie – wręcz nie brała pod uwagę tego –  że taki kontakt ma być przede wszystkim dla dobra dziecka, a dla niej jest przywilejem, a nie na odwrót. Nawet nie potrafiła powiedzieć, ile dziecko ma lat…

Miała możliwość spotykania się z dzieckiem zanim sąd zatwierdził warunki mediacji, bo zgodziłam się na to. Korzystała z tego. Aż pewnego dnia moja córka dowiedziała się, co o mnie rozpowiada. Co postanowiła moja córka? – Że nie chce spotykać się z babcią. I choć powiedziałam córce, że ja zawsze będę krążyć w pobliżu i jeśli będzie coś nie tak, to będę to widzieć i słyszeć i zareaguję,  a z resztą będzie mogła w każdej chwili podejść i mi to powiedzieć, to moja córka postanowiła, że nie chce tego kontaktu. Że rozczarowała się bardzo babcią i pomimo tego, że dałam jej czas na podjęcie decyzji do następnego dnia (babcia miała przyjść następnego), to ona już mi powiedziała, że jest przekonana co do swojej decyzji. Rano, przed pójściem do szkoły, powiedziała, że podtrzymuje swoją decyzję i to samo powiedziała po powrocie ze szkoły i chciała, aby taką informację przekazać babci. Przekazałam. I tak jest do tej pory. Babcia się nie odzywa. Decyzja mojej córki się nie zmieniła. Dla niej zachowanie babci jest niedopuszczalne.

Ex teściowej zapowiedziałam już wcześniej, że jeśli nie przestanie oczerniać mnie, to skieruję sprawę do sądu. Nie wiem, czy zaprzestała tego, ale tego co narobiła, już się nie cofnie. Przy okazji zweryfikowała mi się lista osób, których mogłam wcześniej uznać za przyjaciół. Z częścią osób, od których starała się mnie odgrodzić ze swojej rodziny, mam na nowo kontakt. A to oznacza, że traci swoją moc w postaci wsparcia ze strony zmanipulowanych wcześniej przez nią osób, których karmi swoją wersją świata, czyli kłamstwami i własnymi interpretacjami rzeczywistości – wyrwanymi fragmentami z kontekstu wykorzystywanymi do walki przeciwko komuś. W tym wypadku do walki ze mną. Tylko że mnie nie interesuje walka z nią, a ona mierzy mnie swoją miarą (jak każdy narcyz). Nie chce mi się uczestniczyć w tym jej przedstawieniu.

W każdym razie można zauważyć, jak bardzo zależało jej, żeby powpychać ludziom w głowy jej własną wersję wydarzeń i mojej osoby i z jaką determinacją to robiła, aby tylko odciąć mnie od tych osób i skłócić ich ze mną (triangulacja). By móc odgrywać przed nimi bohaterkę walczącą o kontakt z moją córką dla całej rodziny z okropnym wrogiem, czyli mną, a później ogłosić się zwycięzcą w walce ze złem, licząc na ich uznanie.

Jeśli nadal będzie starała się w jakiś sposób mi uprzykrzyć życie, to zgodnie z zapowiedzią skieruję sprawę do sądu i po prostu przedstawię sytuację, bo nic nie mam do ukrycia. Ona natomiast ma wiele i może realnie się obawiać, że rozłoży się w sądzie, bo przegra z faktami. I nie sądzę, aby adwokat jej w jakikolwiek sposób pomógł. (Synuś przegrał ze mną każdą sprawę, podobnie jak ona sprawę kontaktów z moją córką, pomimo ich adwokata. Na marginesie: ja nie miałam żadnego).

Dlatego tak ważne jest, aby nie kontaktować się z narcyzami, a już przede wszystkim nie wchodzić z nimi w żadne dyskusje i nie okazywać żadnych emocji (choćbyśmy czuli, że za chwilę eksplodujemy), bo cokolwiek powiemy i zrobimy są w stanie wykorzystać przeciwko nam. (I tak to zrobią, ale można to zminimalizować).

A jeśli nie możemy wyeliminować takiego narcyza ze swojego życia całkowicie (bo mamy z nim dzieci albo z nim pracujemy), to stosujemy technikę szarego kamienia: czyli odpowiadamy bez emocji na jego pytania i zaczepki: tak, nie, nie wiem, może, idź się zapytaj kogoś kompetentnego.

A gdy jednak zostaliśmy zmuszeni do dialogu z nim, to odpowiadamy również bez emocji, trzymając się faktów i meritum sprawy i wskazując, co on powiedział/zrobił, a jak w rzeczywistości jest (konfrontowanie narcyza z faktami) i nie dając się wciągnąć w żadną dłuższą dyskusję. Najlepiej, aby to odbywało się przy nastawionych na poznanie prawdy świadkach i osobach, które chociaż trochę Ci sprzyjają (obcy ale obiektywni też się do nich zaliczają).


Myślę, że skutki kampanii oszczerstw kończą się dla narcyza wcześniej czy później tragicznie, chociaż on do końca temu zaprzecza. Najpierw jednak jego obiekt swoje wycierpi. Ale w końcu można doświadczyć tego, że szczerość jest siłą i wartością, która pozwala łączyć inne szczere istoty ze sobą, które dzięki temu mają w sobie moc, aby opierać się narcyzom.

Lista absolutnego minimum ochrony:

  • Nie graj w gry narcyzów i nie dawaj się w to wciągać ponownie, gdy to zauważysz. Zostaw ich w tym ich świecie, który stanowi syntezę pomieszania z poplątaniem i absurdu. Nie trać energii.
  • Nazywaj rzeczy po imieniu, przynajmniej przed sobą, świństwo i podłość nazywaj świństwem i podłością bez względu na wiek, wykształcenie, pozycję społeczną, inteligencję, elokwencję sprawcy.
  • Nie dawaj narcyzom dostępu do siebie. Im narcyz wie mniej o Tobie, tym lepiej, bo każdą tą informację może wykorzystać przeciwko Tobie. Chyba że robisz to świadomie, liczysz się z tym i kontrolujesz, co może wiedzieć, a co nie. Nie informuj go o żadnych swoich planach, zamiarach, nie graj z nim w otwarte karty.
  • Pamiętaj, że narcyzi też czytają blogi takie jak te i korzystają z innych źródeł informacji, a więc też się edukują i doskonalą. Jednak ich mechanizm działania nie podlega zmianom, a zatem doskonalenie może dotyczyć jedynie czegoś innego i w tym wypadku polega na ulepszaniu kamuflażu tego mechanizmu i sposobu przeciskania się do sfery emocjonalnej drugiego człowieka. Dlatego tym bardziej istotne jest rozpoznanie ich charakterystycznego mechanizmu i nie bagatelizowanie sygnałów ostrzegawczych. Zaufaj sobie i zapamiętaj, że jeśli coś Ci nie pasuje, wydaje Ci się zamotane i nienormalne, czujesz jakbyś oberwał nagle w potylicę, to znaczy, że coś w istocie jest na rzeczy. I to nawet jeśli Ci się wydaje, że TAKA osoba nie mogłaby czegoś-tam zrobić. Tym bardziej, jak to się już powtarza. Właśnie dopuść do myśli, że może i nie tłumacz jej, a tym bardziej nie wmawiaj sobie, że coś Ci się zdawało. Nie gódź się na naciąganie Twoich granic, a tym bardziej na rezygnację z nich i nie wmawiaj sobie, że przeforsowanie ich to nic takiego. Ten kto je łamie, ma problem sam ze sobą.

Narcyz niezasilany uwagą, energią i innymi zasobami innych ludzi, usycha. Zostaje z tym, co ma i w sumie ma okazję się temu przyjrzeć. Próżno liczyć, że wykorzysta to na konstruktywną zmianę siebie, że za siebie się weźmie. Ale ma taką możliwość. Jest dorosły. Ma wybór. W ten sposób wybór mu ten dajemy. Niech ma chociaż trochę szansy na swoją odpowiedzialność na starość.

6 thoughts on “Narcystyczna teściowa. Etapy związku w trójkącie i uwalniania się

  1. bardzo cenny dla mnie tekst w tej chwili, niestety w samo sedno, rozwiązanie sprawy jeszcze przede mną ale mimo wszystko to co czytam daje mi nadzieję i siłę (pomimo wszystko)

  2. Gratuluję siły i przejścia przez to. U mnie wszystko przebiegało i przebiega według bardzo podobnego schematu.
    Ja niestety dostaję non stop po głowie od sądów mimo ewidentnych dowodów narcyza: w sprawie o kontakty z dzieckiem na etapie zabezpieczenia to mi przyznano kuratora, choć dziecko nigdy nie było alienowane, dużą ilość spotkań dziecka z ojcem i, w związku z tym, koszty nie do udźwignięcia. Podczas rozprawy jego matka skłamała w temacie jego agresji (o innych oszczerstwach nie wspominam) i choć był przeciwko niej twardy dowód w postaci nagrania, prokuratura umorzyła sprawę, a ostatnio po roku dochodzenia w sprawie z mocnymi dowodami i po postawieniu mu zarzutów, prokuratura umorzyła sprawę o uporczywe nękanie wobec… niepopełnienia przez niego czynu.
    Cieszę się, że dokonała Pani niemożliwego!

    1. Bardzo mi przykro. Ale liczę na to, że to jeszcze nie koniec Pani sprawy, lecz pewien etap układania się w drodze do pomyślności. Jeśli chodzi o mnie, to sprawa jeszcze nie jest zakończona. I nie wiem, czy kiedykolwiek będzie zakończona, jeśli ma się do czynienia z narcyzem, z którym ma się dziecko. Ważne po prostu, aby nie dać sobie wejść na głowę. Nikomu. A narcyzowi w szczególności. Tu nie może być już kolejnych szans. Żadnej.
      Niestety, w kwestii zadziałania tak jak trzeba, zgodnie z zasadami sprawiedliwości, to jest nieraz taka loteria. Dotyczy to działania policji, prokuratury, sądów i wiąże się ze statystykami i koniecznością zaangażowania się w dochodzenie i ocenę materiału dowodowego. A już w szczególności mamy utrudniony start, gdy ma się do czynienia z przemocą psychiczną i emocjonalną.
      Ale i tak nie można odpuszczać.
      Choć wiem sama po sobie, jak bardzo nieraz można być opadniętym z sił, to niezbędna jest wytrwałość w tych sprawach. Trzeba sobie dać czas na doładowanie psychiczne, a później znowu przystępować do działania. Bo nic nie zmieni zachowania takich narcystycznych typów, jak tylko konsekwencja – poczucie niekorzyści w związku z koniecznością wzięcia odpowiedzialności za świństwa i wszelkie krzywdy, które się wyrządziło.
      W tym wypadku trzeba konsekwentnie przedstawiać fakty i zgłaszać zastrzeżenia, jeśli mamy takie wobec decyzji organów, które zajmują się sprawą. Poza tym szukać informacji prawnych – najlepiej na blogach adwokatów specjalizujących się w sprawach rodzinnych i karnych albo po prostu zwrócić się bezpośrednio do prawnika w naszej sprawie. No i dodatkowe wsparcie – posiadanie wsparcia innych osób, kiedy mamy do czynienia z narcyzem, jest nieocenione. Bo narcyz izoluje – za pomocą celowego stwarzania konfliktów między ludźmi, oczerniania w środowisku oraz poprzez dewaluację psychiczną i robi to, aby poczuć się panem. Zatem posiadanie w swoim najbliższym otoczeniu osób nam przyjaznych i rozumiejących sposób działania narcyza jest kluczowe. Narcyz traci w związku z tym siły.

  3. Dzień dobry. Współczuję Pani użerania się z narcyzami. Chciałam nawet pytać, jak to się stało, że całe życie z narcyzami, ale uświadomiłam sobie, że miała pani pecha, że urodziła się w takiej rodzinie, a bombardowanie miłością zrobiło swoje. Choć mi się zdaje, że większość, nawet ci z dobrych domów, dali by się nabrać na bombardowanie miłością, tylko ktoś bez braków szybko by się narcyza pozbył. Widzę po tym co Pani pisze, że nie daje sobie pani wejść na głowę, więc chyba doszła już Pani do siebie po tych wszystkich okropieństwach.

    Czytając tego bloga, a także innych, nt. narcyzmu uświadomiłam sobie, że moja ex-szefowa była narcyzem, a ja otrzymałam rolę kozła ofiarnego (w naszej firmowej “rodzince” było także złote dziecko i chyba przyzwalający mąż). Od początku, jak się tam zatrudniłam, widziałam że coś jest z nią nie tak, ale nie wiedziałam co. Z racji tego, że już wcześniej miałam trudne przejścia z ludźmi i brak chęci bycia po raz kolejny ofiarą, szybko dotarło do mnie, że będę musiała znaleźć inną pracę. Desperacko jednak potrzebowałam pieniędzy i musiałam sobie tam radzić. Bardzo szybko zaczęłam stosować metodę szarego kamienia, choć nie miałam pojęcia o istnieniu tejże. Normalnie bronię się inaczej, ale to było w pracy i nie chciałam wylecieć stamtąd dyscyplinarnie, czego się najbardziej obawiałam. Wiem, że można się o to procesować, ale to trwa, przed kolejnym pracodawcą pozostałoby mi chyba udawanie, że miałam dłuższą przerwę w pracy, czego nie chciałam. W każdym razie, póki tam pracowałam, pilnowałam tego, by nigdy nie mówić przy ex-szefowej o sprawach prywatnych, w związku z tym nie wiedziała o mnie prawie nic – tyle co sama zaobserwowała. Nigdy nawet nie rozmawiałam przy niej przez prywatny telefon. Moja rodzina miała zakaz dzwonienia w czasie pracy, a jak już nie miałam wyjścia i musiałam rozmawiać, to wychodziłam z pokoju, a nawet z firmy. Wszelkiego kontaktu z nią unikałam jak zarazy, do tego stopnia, że jak musiałam wysłać jej maila, to zwlekałam z tym nawet kilka dni (nie miało to negatywnego wpływu na firmę), bo czekałam aż pójdzie do domu albo wysyłałam, gdy nie przyszła do pracy, żeby uniemożliwić/utrudnić jej darcie się na mnie z powodu tego, co napisałam w mailu. Nigdy nie zaczynałam rozmowy na żaden temat i robiłam to tylko, gdy już absolutnie nie miałam wyjścia. Gdy gadała na dowolny temat (głównie narzekanie, wyśmiewanie się, obmawianie i przeklinanie nieobecnych pracowników oraz klientów, czasami jakieś żarty, bo ona taka dowcipna była) rzadko się brałam udział w rozmowie. Jak już rozmawiała na neutralny temat to i tak miała taką rację, że nikt na świecie nie miał takiej racji, więc na moje oko, żadna rozmowa z nią nie miała sensu. Z tego co Pani pisze wynika, że nie dostarczałam jej emocjonalnego paliwa, więc zostałam zwolniona. Tzn. czasem jej coś dostarczyłam, bo jej szokujące wrzaski, przekleństwa i agresja doprowadzały do tego, że np. trzęsły mi się ręce i drżał głos, ale nie zawsze udawało jej się doprowadzić mnie do takiego stanu i robiłam wszystko, by tak nie było. Pamiętam taką sytuację, gdy dopiero byłam szykowana do roli kozła ofiarnego przyszłam do pracy, zajęłam się robotą i pracowałam w milczeniu. Szefowa mnie zagadnęła, że się nie odzywam, więc pomyślałam, że może faktycznie to nieuprzejme, tak się nie odzywać i zaczęłam coś tam gadać nt. pracy, ale ona uznała, że w moim rozumowaniu jest błąd i mnie ochrzaniła. Teraz widzę, że najwyraźniej miała ochotę mnie ochrzanić, ale się nie odzywałam i nie miała jak, więc mnie zagadnęła no i osiągnęła co chciała. Po tym, jak zostałam zwolniona, miałam nadzieję (wątłą, ale miałam), że w końcu się zreflektuje co zrobiła i mnie przeprosi. O święta naiwności. 🙂 Raczej teraz mi obrabia d***, że byłam najgorszą pracownicą tej firmy, a może nawet świata. 🙂

    U mnie, to był mój pierwszy narcyz, ale wcześniej miałam inne trudne przejścia. Sama już dawno zauważyłam, że jestem za bardzo miła i uczynna dla ludzi i jak trafię na zaburzoną osobę, to widzi we mnie ofiarę. Absolutnie nie znaczy to, że każdy kogo spotkam od razu mnie źle traktuje. Spotkałam wielu normalnych ludzi, którzy nie starali się mnie poniżyć, okazali mi sympatię itd. Nie wiem jak rozwiązać ten problem, żeby zaburzone osoby nie widziały we mnie ofiary. Gdy ktoś prosi mnie o pomoc, to mam szczerą chęć naprawdę pomóc, jak tylko potrafię najlepiej i później za to obrywam, bo niektórzy ludzie mnie postrzegają jako słabą. Niestety nie jestem w stanie określić charakteru danej osoby, na pierwszy rzut oka, więc zachowawczo wypadałoby uważać, gdy poznaję nową osobę. W tamtej narcyzowej pracy, przyznam, że zaczęłam zwalczać tę chęć pomocy, i jak mnie jakaś NOWA/Y koleżanka/kolega prosili o pomoc to pomagałam im tylko w niezbędnym minimum, mając świadomość tego, że osoby te najprawdopodobniej popełnią błąd. Tzn. chodzi o sytuacje, gdy wyjaśniałam, że trzeba zrobić tak i tak (bo mnie pytali jak coś zrobić), ale nie mówiłam na co trzeba uważać, a nie pytały mnie te osoby na co trzeba uważać, bo nie miały świadomości, że na coś trzeba uważać. Nie jestem przekonana do takiego postępowania, ale szczerze mówiąc, mi też raczej nikt nie mówił na co mam uważać.

    Ech, czy ma Pani jakiś pomysł, artykuł, technikę co zrobić, by różni popaprańcy nie widzieli we mnie ofiary? Chodzi mi przede wszystkim o relacje w pracy. W tamtej narcyzowej pracy, bardzo szybko byłam atakowana, gdy jeszcze byłam na okresie próbnym i trudno mi się było bronić, żeby nie zostać postrzeganym jako osoba konfliktowa (kto prowokował konflikt, naprawdę nie ma znaczenia). Zwłaszcza, że była tam ogólna atmosfera, że jak ktoś zaczyna dopiero pracę to ma cicho siedzieć (większość pracowników, których znałam tak to widziała).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

GDZIE SIĘ ZGŁOSIĆ, JEŚLI NIE WIESZ, GDZIE SIĘ ZGŁOSIĆ?
Przemoc w czasie kwarantanny w zw. z COVID-19
– SZYBKA POMOC –
(KLIKNIJ)