20 października, 2020

Empatyzowanie z narcyzem. Analiza na przykładzie (częściowo teoretycznym, a częściowo praktycznym)

Miałam dzisiaj w planach napisanie innego posta. Miało być o wychodzeniu z toksycznej relacji. Niejako druga część poprzedniego posta, o tym co robić po wyjściu z przemocy. Ale zmieniłam plan. Myślę, że warto by się jeszcze zatrzymać na pewnym etapie, przyjrzeć się mu uważniej, żeby można było pójść dalej. Zostałam do tego zainspirowana po ostatnich trzech komentarzach do artykułu o narcystycznej matce pochodzących od jednej z Komentatorek. Dwóch z nich nie opublikowałam, bo nie mam tyle czasu na odsiewanie z sałatki słownej własnych opinii Komentatorki od jej błędnych przekonań i teorii, które chciałaby na tym blogu przeforsować, nieopartych ani na wiedzy, ani praktyce; i na odnoszenie się do każdego jej fragmentu wypowiedzi w komentarzu, kręcenia się tam jak w pralce. Nie opublikuję ich z premedytacją: ze względu na szkodliwe treści dla osób, które jeszcze wahają się, czy wyjść ze związku z narcyzem, czy nie. Wprawdzie stwierdziłam, że ten blog nie jest dla tej Pani. Ale zapowiedziała, że jest publiczny i i tak będzie tu wchodzić. Zatem okej. Wyjaśnię wszem i wobec.

Pani dziwi się, jakie to szkodliwe treści zamieściłaby na tym blogu, zachęcając do empatyzowania z narcyzem. Mój sprzeciw zinterpretowała jako moją reakcję na to, że ośmieliła się ze mną nie zgodzić. Stwierdziła, że te treści, które ma zamiar opublikować byłyby szkodliwe zapewne tylko dla mnie. Zatem odpowiadam: Nie, szanowna Pani, dla mnie w najmniejszym stopniu. Pomijając już to, że jest to żenujące i męczące, po prostu nie przyjmuję Pani błędnych przekonań i teorii. Jeśli chodzi o mnie, to ani one mnie ziębią, ani grzeją, bo wiem, jak takie związki z narcyzem przebiegają i Pani mnie do swoich opinii w tym temacie nie przekona. Wyszłam z narcystycznych związków. Ale byłam częstowana nieraz w przeszłości takimi zdaniami osób jak Pani, które nie miały pojęcia, o czym mówią w temacie związków z narcyzem, które mnie tylko w tych związkach przytrzymywały. Takie zdania nadal kursują w przestrzeni publicznej i szkodzą innym osobom uwikłanym w związek narcyzem i Pani jest tego przykładem. Dlatego nie pozwalam na propagowanie na moim blogu takich treści.

Pani stwierdziła, że skoro ja nie jestem psychologiem i publikuję na moim blogu treści, to ona też tu może (bo jest publiczny), chociaż jej profil zawodowy i doświadczenie nic nie mają wspólnego z psychologią. Szanowna Pani, w istocie nie mam tytułu psychologa. To jest faktem. Kiedyś wybrałam sobie inne studia, ale to było kiedyś. Gwarantuję jednak, że mam więcej wiedzy w zakresie psychologii niż Pani, a tytuł psychologa jest tylko tytułem i zapewniam, że nie jest jedyną rzeczą, która decyduje o kompetencjach psychologa w praktyce i jego skuteczności. Psycholog przede wszystkim nie ma uprawnień do prowadzenia psychoterapii.

Jeśli chodzi o mnie, kończę kurs terapii uzależnień. Ukończyłam też kursy z zakresu psychologii DDA, DDD, terapii poznawczo-behawioralnej, przeszłam psychoterapię i mam kontakt z psychoterapeutami (jeśli to ma jakieś znaczenie teraz), prowadzę warsztaty pomocowe, czat pomocowy i mam feedback od osób, którym pomogłam i wiem, że to działa. Może to Pani wystarczy, może nie. Może będzie kolejnym powodem dla Pani komentarzy, a może jakimś uzasadnieniem, dlaczego w moich wpisach nie ma zasadniczo przypisów: piszę częściej z głowy niż z książki. A jeśli jakiś fragment tekstu rzeczywiście pochodzi bezpośrednio z książki lub innego źródła, to taki przypis za każdym razem jest, bo sama nie toleruję plagiatu.

W kwestii dostępności bloga: jest on w istocie dostępny dla wszystkich, ale to nie zmienia faktu, że jest moją własnością i to ja ustalam na nim zasady. Tak jak Pani ustala u siebie w domu. Publiczna i ogólnodostępna to jest ławka w parku, uliczna latarnia, bo pochodzi ze środków publicznych i każdy ma do nich nieograniczony dostęp. I są niczyje, bo nie mają żadnego konkretnego właściciela, w odróżnieniu od tego bloga. W obu przypadkach jednak to nie oznacza, że można ich używać niezgodnie z zasadami. Każda z osób ma prawo do nieograniczonego przeglądania treści na blogu, na blogu jest też włączona opcja publicznego komentowania, ale to nie oznacza, że puszczam wszystko jak leci. Nie cenzuruję jednak treści komentarzy – nie ingeruję w nie. Dotąd nie dopuściłam kilku komentarzy, które uznałam za szkodliwe (a jest ich na blogu prawie 300), nie licząc wszędobylskiego spamu z linkami prowadzącymi do podejrzanych stron, który usuwam na bieżąco. Nie będę tolerować przepychanek na moim blogu z kimkolwiek, kto nie mając żadnego doświadczenia w temacie, głosi szkodliwe treści i daje sobie prawo do podważania jakiegokolwiek zdroworozsądkowego stanowiska opartego na wiedzy i praktyce.

Pani zamieszcza cytaty z definicji parentyfikacji i empatii w swoich komentarzach, aby mi uświadomić, że empatyzacja z narcystycznymi rodzicami nie ma nic wspólnego z parentyfikacją i pokazać mi w ten sposób, że nie wiem, czym są. Szanowna Pani, napisałam że empatia dziecka z narcystycznymi rodzicami, to taka parentyfikacja. Napisałam to z pełną świadomością i odpowiedzialnością. To rodzice w pierwszej kolejności najpierw muszą posiadać empatię, aby zapewnić dobrostan swoim dzieciom, a nie dziecko powinno być empatą dla narcystycznych rodziców, którzy tej empatii są pozbawieni. Proponuję Pani przyswoić podane przez Panią pojęcia i znaleźć zależności między nimi. Żadna jednostka, obiekt, zjawisko, system, stan nie funkcjonują w oderwaniu od innych elementów rzeczywistości. Naprawdę Pani uważa, że podejmując się pisania bloga, jak wyjść z destrukcyjnych związków, w tym z rodzicami, nie wiem, czym jest empatia i parentyfikacja? Serio?

Pani uparcie forsuje swoje przekonanie, że narcyzm można z powodzeniem leczyć, twierdząc, że jest to faktem. Wiem, że w Internecie niejednokrotnie pisze się, że osoby narcystyczne podlegają terapii. Podlegają. Znaczy: że psychoterapia jest im jak najbardziej wskazana i byłaby najbardziej sensowym rozwiązaniem (powinni się jej poddać. Ale co do tego, to chyba nie mamy żadnych wątpliwości?), jest określona, im przyporządkowana, wydaje się najbardziej optymalnym wyborem (np. poznawczo-behawioralna). A teraz proszę się dowiedzieć, ilu z nich się leczy i z jakim skutkiem.

To może ja napiszę: takich osób się nie leczy w dosłownym tego słowa znaczeniu, to są tak zwane osoby nierokujące. Ewentualnie niektóre z ich zaburzeń osobowości i chorób psychicznych. Ale samo narcystyczne zaburzenie osobowości to zbyt trwały konstrukt, aby go wyeliminować. I na tym blogu jest wiele treści na ten temat. Osoby narcystyczne są oporne na leczenie. Raz: bo znakomita część z nich uważa, że jest idealna i nic w sobie nie muszą zmieniać. Dwa: bo wykorzystują zdobytą wiedzę w ramach psychoterapii do manipulacji terapeutą i innymi osobami w swoim otoczeniu (i w związku z ich podejściem nie widzi się też żadnego moralnego uzasadnienia, aby zaopatrywać ich jeszcze w takie dodatkowe narzędzia, bo to przeczy zasadom współżycia społecznego). A trzy: przychodzą na terapię tylko z myślą o realizacji jakiegoś własnego czysto egoistycznego celu w następstwie odczuwania niekorzyści np. ich ofiara zapowiedziała, że jeśli narcyz nie pójdzie na terapię, to odejdzie od niego. Zgłaszając się na terapię, narcyz może kontynuować zwodzenie ofiary, że zmieni zachowanie wobec niej i ciągnąć stwarzanie pozorów pracy nad dobrem związku, w rzeczywistości przeciągając w czasie eksploatację i udręczanie ofiary. Narcyzi po jakimś czasie rezygnują z terapii (np. gdy ofiara “już nie ględzi”). Ale jeśli Pani zna jakiś cudowny sposób na wyleczenie osób narcystycznych z ich narcyzmu przetestowany w praktyce, to proszę się nim podzielić. Z chęcią opublikuję go na moim blogu. Podkreślę tylko, że w przypadku narcyzów takie podejście “peace&love” nie działa i – za przeproszeniem – takie sranie tęczą w ich stronę też nie, o czym niżej.

Pani uważa, że wszelkie oskarżenia pod adresem narcyzów są dla nich krzywdzące i należy im okazywać empatię. Szanowna Pani, na jednym biegunie jest brak empatii. Na drugim nadmierna empatia. Odnoszę wrażenie, że prezentuje Pani to drugie ekstremum. Ale zarówno brak empatii, jak i nadmierna do niczego dobrego w relacjach międzyludzkich nie prowadzą i nie mają nic wspólnego z równowagą. Czytała Pani bajkę o skorpionie i żabie? Jeśli nie, to proszę poczytać. Tylko że w przypadku narcyzów i związków, do których wciągają empatów, to nie bajka. A Pani zachowuje się, jakby się położyła na talerzu z plakietką “jestem empatą” w otoczeniu narcyzów i była z tego dumna.

W kwestii ewentualnej krzywdy narcyza w związku z nazwaniem go narcyzem: narcyz nie przyjmuje do wiadomości tego, że jest narcyzem, nie dokonuje autorefleksji i jest pozbawiony empatii. Zwykły człowiek nad tym się zastanawia i może dostrzec u siebie pewne myśli i zachowania narcystyczne. I to jest okej. Jest w stanie je rozróżnić i podjąć świadomie wybór, jak się zachowa. Narcyz nie dokonuje takiego wyboru: kieruje się rozwiązaniami najbardziej korzystnymi dla siebie, bez względu na innych (“po trupach do celu”). Poczucie krzywdy? – Jedynie w przypadku, gdy nie osiągnie tego, co zamierzał.

Pani dziwi się, że moja empatia działa tylko w jedną stronę: w stronę ofiar narcyzów tak, ale w stronę narcyzów już nie. Dziwi się, że tak czarno-biało. Szanowna Pani, znakomita część ofiar narcystycznej przemocy, do których i ja się zaliczam, jest empatami i właśnie dlatego weszła w związek z narcyzem, z którego nie potrafiła się przez długi czas wyplątać. Bo właśnie takie osoby zapełniają deficyty osobom narcystycznym. Nie umieliśmy wcześniej skanalizować tej empatii ku właściwym ludziom – obdarzaliśmy nią wszystkich jak leci, nie bacząc, czy to sęp emocjonalny, czy nie, wierząc, że przecież każdy człowiek jest dobry. Była ona na tyle wyczuwalna dla narcyza, że właśnie się dossał, jak każdy rasowy toksyk. A Pani będzie prawiła morały o tym, że trzeba być empatycznym. Ma Pani wyczucie, nie ma co. Przepraszam, ale dla narcyza nie trzeba być empatycznym. Cała terapia wychodzenia z narcystycznego związku polega na tym, aby odseparować się emocjonalnie i przestać być empatycznym dla narcyza, bo to jest pułapka, która prowadzi do destrukcji i z Pani komentarzy wynika, że nie ma Pani pojęcia, o czym pisze. Ta dawka empatii w całym stażu z narcyzem była wystarczająca, a nawet ponad miarę.

Należy zaakceptować to, że on jest jaki jest, zrozumieć, że są przyczyny takiego zachowania bez konieczności wgłębiania się w to i poznać mechanizm jego działania, aby nie wchodzić ponownie w związek z narcyzem. Niby czytała Pani artykuły na tym blogu, a nic z nich nie wyniosła. Narcyz sam wyczuje, czy ktoś jest empatyczny, czy nie. Nie trzeba być dla niego dodatkowo empatycznym. I nie musi Pani mieć za mnie empatii dla narcyzów. Naprawdę. Wystarczy to, że ich rozumiem. I myślę, że warto przy okazji rozprawić się z jednym bezmyślnie klepanym powiedzeniem: że dobro do nas wraca albo: im więcej dobra dajesz, tym więcej dostajesz.

Dostajesz. Ale niekoniecznie dobra. Bo to wszystko zależy od tego, komu to dobro się ofiaruje. Narcyz sam sobie bierze co chce od innych osób, a dzieli się dobrem albo coś daje, jeśli to ma służyć jego własnym interesom i to ofiarowane przez niego “dobro” oceniane jest przez pryzmat jego własnych przekonań, a nie potrzeby osoby, której ma zamiar coś dać. On nie okazuje wdzięczności. On uważa, że mu się to należy. Mało tego: uważa często osoby, które coś mu ofiarują, za naiwniaków i ma dla nich coraz mniejszy szacunek, co następnie przejawia w swoich zachowaniach względem nich.

Człowiek świadomy dokonuje wyboru, gdzie chce ulokować swoje uczucia i z kim chce wejść w relację, mając na uwadze zarówno dobrostan drugiej strony, jak i swój własny. To jest dbanie o siebie i uzyskiwanie równowagi w relacji. A równowaga nie ma nic wspólnego z postrzeganiem czarno-białym. Żadna empatia narcyza nie uleczy, ale utwierdzi go w przekonaniu, że zawsze będzie miał zrozumienie dla swoich każdych czynów. Może więc lepiej, gdy zostawi się go samego i da mu się przestrzeń do samodzielnego istnienia. Być może wtedy, jak odkryje swoją niezaradność, skieruje się do psychoterapeuty, aby zaradności nabrać, a w tym nauczyć się żyć z ludźmi w sposób niepasożytniczy.

Pani twierdzi, że nie zgadzając się z jej wypowiedziami, uczyniłam z niej wroga numer 1. Nie. Nie uczyniłam z Pani żadnego wroga, bo nie jest Pani dla mnie żadnym zagrożeniem. Nie propaguję tutaj treści, które nie są w żaden sposób pomocne osobom decydującym się wyjść z toksycznych związków i stąd nie opublikowałam Pani komentarzy. Tylko tyle i aż tyle. Dobrze by było to rozumieć.

Do Pani wywodów i diagnoz na temat mojego dalszego nastawienia emocjonalnego, mojego stanu psychicznego, sposobu rozumowania, złości, jaką rzekomo w sobie noszę, mniemaniu o sobie, byciu ofiarą i in., już się nie odniosę. Nie chce mi się grać w Pani grę i nie mam nic więcej do powiedzenia w kwestii mojej osoby. To, co Pani sobie myśli, pozostaje z Panią. Ma Pani prawo sobie myśleć, co chce. To jest Pani przestrzeń życiowa i Pani z tymi myślami pozostanie. Nie sprawi Pani, że przyjmę Pani punkt widzenia o mnie samej. Za to polecam przyjrzenie się swoim granicom.

Mogłam nie odnosić się do Pani komentarza w moim publicznym komentarzu, jeśli nie miałam zamiaru go publikować, ale wysłać Pani w tej sprawie maila. Mogłam. Ale nie miałam wtedy Pani pozwolenia, aby wysłać Pani maila. Nie opublikowałam Pani komentarza i wyjaśniłam dlaczego. Mogłam też nie opublikować i nie wyjaśnić. Poza tym dostęp do treści bloga jest przecież publiczny i nie powinna Pani się obawiać tego, jaką publiczną odpowiedź Pani uzyska na swój publiczny komentarz.

Na tym poprzestanę.

3 thoughts on “Empatyzowanie z narcyzem. Analiza na przykładzie (częściowo teoretycznym, a częściowo praktycznym)

  1. Zgadzam się z Pani wywodem co do narcyza. Znam to z autopsji i potwierdzam. Aha, no i jestem psychologiem:-)
    Jedna rzecz tylko do poprawienia – zmieniły się godziny działania Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 – teraz linia działa całodobowo, warto zmienić info na stronie;-) Pozdrawiam

  2. No i pięknie postawione granice 🙂 Chciałam dodać taka refleksje że to właśnie przez narcystycze matki, dzieci stają się nadmiernymi empatami. Bo rodzic uczy ich wczuwać się zawsze w ich emocje i ponosić za nie odpowiedzialność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

GDZIE SIĘ ZGŁOSIĆ, JEŚLI NIE WIESZ, GDZIE SIĘ ZGŁOSIĆ?
Przemoc w czasie kwarantanny w zw. z COVID-19
– SZYBKA POMOC –
(KLIKNIJ)