Miłość. Dwa kosmosy. I niech tak zostanie

Jakiś czas temu, bodajże dwa lata temu… (uwaga, sprawdzam. Tak, 2 lata temu) napisałam o wypaleniu się w miłości. No to odświeżam temat. Niby temat banalny, wszyscy o tym wiedzą. To coś jak ćma, która leci do rozgrzanej żarówki. Albo wypatroszenie siebie ze wszystkiego. Dawanie wszystkiego do cna, a potem jeszcze zeskrobywanie resztek, co by dać osobnikowi, z którym się zwiążesz.

Tu możesz poczytać, jeśli nie czytałeś. A potem ewentualnie tu wrócić. Chyba że nie chcesz tam iść. To po prostu zostań. Swoją drogą uważam, że post ten tutaj jest lepszy 😛

A więc: temat niby banalny. Z pozoru.

No bo w sumie dlaczego ma być banalny, skoro dla wielu miłość jest najważniejszą wartością w życiu?

No dobra, to nie musi być miłość partnerska. Bo generalnie autorowi, chyba Bogu, chodziło o to, że po prostu masz tak się odkamienić, aby czuć miłość i obdarzać miłością. Chodzi o takie sianie dookoła. Nie chodzi o miłość z zabarwieniem erotycznym.

No ale dla wielu taka miłość o zabarwieniu erotycznym właśnie jest najważniejszą wartością. I właśnie o tym będzie ten wpis. Choć dla mnie jest to jedna z wartości, mieszcząca się w szeroko pojętej kategorii miłości, o czym wspomniałam wyżej. Ale to dla mnie.

I teraz tak: jak Ty tą swoją miłość widzisz?

Jak Ty, była lub obecna ofiaro przemocy, absolwencie dysfunkcyjnego domu, z chronicznym niedoborem akceptacji, wypatroszony i rozjechany czołgiem w poprzednich romantycznych związkach podchodzisz teraz do miłości? W szczególności Ty, który obecnie jesteś singlem. Ale nie zakładającym na siebie drelichu wiecznego eremity? Boisz się, czy nie?

A co Ci się dzieje, gdy wyobrażasz sobie siebie właśnie teraz w związku z kimś, kto Ci się podoba? Czujesz już wtedy działanie miłosnych dragów? Jak długo Cię to trzyma? Z jaką częstotliwością Tworzysz sceny erotyczne? Taka przyjemna wyobraźnia.

A real?

Czy zastanawiasz się, czy jesteś wart/a tego kogoś, gdyby to mogło się spełnić?

Czy zaczynasz siebie nagle naprawiać, stwierdzając, że coś w Tobie jest takiego, że on/ona na pewno tego nie zaakceptuje?

Czy to pomału nie staje się obsesją?

A może szybko się staje?

Co teraz?

Zaczepiasz? Zwracasz na siebie uwagę? Robisz podchody? Jesteś gotowy na związek?

No właśnie.

Ale fajna huśtawka. Taki haj w połączeniu z lękiem.

Wiedz, że to jest zakochanie. To jeszcze nie miłość. Wybacz, jeśli to wiesz. Ja też to wiem, ale czasem trzeba to prawie wykrzyczeć, żeby się ocknąć i stanąć na ziemi. To nic strasznego. Zdając sobie sprawę, że to tylko zakochanie, a nie miłość, nie robimy z siebie chłodnych głazów. Tylko realnie oceniamy sytuację. Oczywiście dalej możesz marzyć i wyobrażać sobie sceny erotyczne. Nic nie stoi na przeszkodzie. Możesz sobie wyobrażać sceny w sianie albo w toalecie, co najwyżej przyprawiając obiekt Twoich potajemnych westchnień o napady czkawki. Jeśli oczywiście Ci to wystarczy. Poza tym, zakochanie to punkt wyjścia do wyjścia na miłość.

No ale, jakby nie było, to tylko zakochanie. Czyli wyobrażenie sobie, że ktoś ma taki a taki charakter (w połączeniu z wyglądem), który nas kręci. A to wcale tak nie musi być. Zatem, żeby nie zlecieć nagle i sromotnie ze szczytu podświadomie stworzonej wieży swobodnego spadania, to może lepiej mieć świadomość, że to właśnie zakochanie. Że nasza wyobraźnia jest jak plastelina i można z niej wiele bzdur ulepić. I że każdy ma wady. On/ona też. I pewne rzeczy na pewno w niej/w nim będą Cię wk..ać. Pytanie, na ile będą. Ale to na później do rozważenia.

Jeśli zaczynasz już durnieć na samą myśl o romansie albo nawet i związku z nim/z nią, to niech to będzie dla Ciebie sygnał, że trzeba się schłodzić, bo za niedługo Twój generator energii się przegrzeje, a Ty chyba chcesz żyć. Żyć w zdrowiu. I móc cieszyć się ewentualnym związkiem.

Zrozum, że nic z tego nie będzie, jeśli zatracisz siebie. Wiem, że ogólnie nikt nas tego w szkole, ani w domu nie uczy, więc Twój obiekt westchnień, również może się zatracić. Ale to powiedz mu w tedy, że tak nie wolno, że to niezdrowe. A Ty chcesz mieć jego całego. Można odlecieć, jasne. Można zajarać trawkę (choć ja nie palę). Można pozwolić, żeby wino zaszumiało w łepetynie (piję czasem, ale dawno już nie piłam). Ale jak długo? Aby nie być w stanie chodzić do pracy, do szkoły, robić zakupów, zajmować się dziećmi, sprzątać, jeść? Bez jaj.

Jesteś kosmosem. Każdy jest kosmosem.

I każdy z nas ten swój kosmos ma. Nie puszczaj steru swojego kosmosu, to Ty go prowadzisz. Chcesz się rozwalić w czyjejś galaktyce? Chcesz, żeby Cię nie było? – Jeśli Cię nie będzie, to nie będzie też Twojego związku. Zostaniesz wchłonięty na własne życzenie. Nie trać swojej tożsamości. Pozostań sobą!

I jeśli tylko zauważysz, że odlatujesz znowu, to zauważasz, czy jest to Twoja świadoma decyzja na jakiś czas (zatracenie w seksie albo radykalna zmiana jakichś nawyków), czy po prostu wypuszczasz z siebie wszystko jak balon i stajesz się sflaczały. Czy czasem wszystkie dotąd wyznawane przez Ciebie wartości nie przestają być dla Ciebie ważne i wykorzeniasz się, byleby tylko zostać wessany przez kogoś innego na zawsze, bo tak desperacko poszukujesz akceptacji i utulenia w kołysce.

W tym szaleństwie jest metoda

Stop! To nie Twój rodzic. To nie Twoja matka. Nie zakorzeniaj się w tej osobie. Wtedy Ty stajesz się dla niej toksyczny. Jej rolą nie jest zastępowanie Ci rodzica i zapewnienie wszystkiego tego, czego Ci oni nie dali. Daj ukojenie sobie samemu, przestać hodować w sobie dziurę, przestań bujać ciągle w chmurach. Tylko daj sobie wszystko to, czego Ci brakuje.

Daj sobie miłość. Wtedy będziesz mógł obdarzać miłością i brać tą miłość w sposób zdrowy. Zastanów się, czy jesteś gotowy na taką miłość. Miłość dojrzałych ludzi, a nie konkurujących ze sobą ameb (nie chodzi mi absolutnie o kwestie ich mózgu czy ich braku, nie mam zamiaru Cię obrazić, ale o ich konsystencję i sposób odżywiania się innymi organizmami, w tym kanibalizm). Jeśli nie jesteś gotowy, to przyznaj sobie to. Przymierz sobie taką miłość w wyobraźni (nie zakochanie i nie zauroczenie, co uważam akurat za to samo i nie wiem, dlaczego funkcjonują te pojęcia często jako autonomiczne) i odpowiedz sobie szczerze na pytanie, czy rzeczywiście jesteś na nią gotów. Tak, aby nie krzywdzić siebie swoim podejściem i żądaniami, ani jej/jego. Uczciwie. Stawianie diagnoz jest podstawą rozwoju Więc, śmiało, dalej. To jest nowa wartość do zdobycia.

Jeśli tak – to do dzieła. Kiedy zagadasz? Nie opierniczaj się wtedy z tym, bo nie ma po co. Po prostu weź sprawy w swoje ręce. Lub je z nich wypuść.

A jeśli nie, to najpierw zaakceptuj siebie takim, jakim jesteś ze wszystkimi swoimi wadami, odchyłami, pryszczami, piskliwym głosem, dziwnym chodem, wałkiem tłuszczu i suchą skórą na piętach. Dopiero wtedy możesz ewentualnie coś z tym zrobić, a jeśli nie to nie. Zapełnij później swoją wewnętrzną pustkę realizacją swoich potrzeb i wartościami, wgryź się w swoje własne sprawy i nie fruwaj ciągle w obłokach. Wtedy możesz zdrowo wejść w miłość z jakimś szaleństwem czasem. Może częściej. Często. Ale zawsze trzymając ster swojego kosmosu tak jak kierownicy swojego samochodu, co by się nie wyrypać do innego świata, osieracając znowu siebie samego.

Ja też będę się starała cały czas o tym pamiętać.  

Zatem ostrożnie z tymi dragami zmieniającymi stan świadomości, Katarzyno i jej Drodzy Czytelnicy! 😉

P. S. Tak naprawdę, to takie podejście, co by się nie wypalić i zachować swój własny kosmos dotyczy każdej relacji, w którą się wchodzi. Z kimkolwiek. W domu, na dworze czy w pracy. Z bratem, koleżanką czy klientem. Tylko że miłość niesie to zagrożenie, że ma tendencję bycia płomienną. Szczególnie gdy nie była w dzieciństwie dostatecznie dana.

3 thoughts on “Miłość. Dwa kosmosy. I niech tak zostanie

  1. Justyna

    Dziękuję :* nie żebym się chwaliła, tylko uświadomiłam sobie jakiego miałam “cufala”. Niestety właśnie wiele osób nie ma….

    Reply
  2. Justyna

    Witam 🙂

    Czekałam na nowy wpis. Dobrze, że ten temat został poruszony, bo wiele osób z toksycznych rodzin staję się potem ofiarą narcystycznej przemocy swojego partnera 🙁 Nie wiem czy to przez niskie poczucie własnej wartości i myślą, że na nic lepszego nie zasługują i tak po prostu musi być? Ja miałam to szczęście (tak szczęście, bo jeśli chodzi o rozum, to nie byłam świadoma, że jestem podatna na takie manipulacje), że nie trafiałam nigdy na takiego partnera. Obecnie jestem 12lat w związku (4 lata Małżeństwa), w którym Mąż jest dla mnie największym wsparciem. Nie dałabym rady gdyby właśnie nie to Szczęście…także jest się z czego cieszyć. Bardzo dobrze, że te tematy są coraz bardziej poruszane, że ludzie o tym rozmawiają. Trzeba łamać te stereotypy, żeby ludzie byli ŚWIADOMI, że to wcale tak nie musi być. Przykro mi, że wielu ludzi tkwi w takich relacjach całe swoje życie, bo uważają, że innego wyjścia nie ma (sama się dopiero uświadomiłam w zeszłym roku jeśli chodzi o rodziców;/)

    Podsumowując moją zawiłą (jak zwykle ;)) wypowiedź, podziwiam za to ca Pani robi i innych, którzy starają się złamać te mocno zakorzenione stereotypy. Sama staram się rozmawiać z osobami w podobnych sytuacjach. Trzymam mocno kciuki, aby ludzie zaczęli w końcu walczyć o siebie tak jak My 🙂
    pozdrawiam:*

    Reply
    1. Katarzyna Płatnerz Post author

      Bardzo dziękuję za ten komentarz. Tak, rozmawiać: to jest podstawa. Plus edukacja w zakresie schematów poznawczych, zaburzeń osobowości, umiejętności intra- i interpersonalnych. Sięganie źródeł i podstaw i ich analiza, rozumienie uczuć i emocji i zarządzanie nimi. Jest jeszcze wiele do zrobienia. Ale i tak uważam, że nastąpił już pewien przełom w społeczeństwie. Tylko nadal brak jest psychologii w szkołach.
      Jest niestety jeszcze wiele osób, które, nie rozumiejąc mechanizmu oddziaływania przemocy i działania toksycznych związków z rodzicami-narcyzami, z automatu wchodzą w takie związki romantyczne. Z deszczu pod rynnę. Do kolejnej tragedii. Do kolejnego magla, gdzie pośpiesznie i byle jak zaczerpuje się powietrze, aby znowu walczyć o przeżycie.
      Zazdraszczam związku 😘

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.