Jak powinna wyglądać ofiara?

      1 komentarz do Jak powinna wyglądać ofiara?
obrazek czarno-biały stopy skrępowane łańcuchem ofiara niewoli przemocy

Nie uważasz, że sam tytuł jest przewrotny?
Jeśli tak, to dobrze. Bo taki ma być.
Społeczeństwo wymaga jednak odpowiedzi na to pytanie.
Części społeczeństwa zgrzyta tu „powinna”.
Inni mogą się oburzać, jak w ogóle można mówić o jakimś wyglądzie ofiary.
Część społeczeństwa, ta decyzyjna, zna jednak odpowiedź…

A jak Ty widzisz ofiarę? Jakie cechy musi posiadać?
Posiadasz takie cechy? Czy może ktoś z Twojego otoczenia?
A jeśli takich ktoś nie ma, to już nie jest ofiarą?

U nas w społeczeństwie przejawia się tendencja do widzenia czarno-białego, która jest z powodzeniem wspierana przez publiczne instytucje „pomocowe”.

A to typowe narcystyczne postrzeganie rzeczywistości.

Nie powinno jednak dziwić, jeśli chodzi o oszołomów, którzy są sfiksowani na punkcie władzy. A wystarczy tylko jakaś funkcja publiczna. Nie musi to być wysokie stanowisko decyzyjne, kierownicze. A co dopiero, gdy tak jest.

Skoro mówimy narcyz, to myślimy „lustro” i „projekcja”, odbicia. Przynajmniej ja tak myślę. A wtedy nie dziwi dzielenie ludzi na białych i czarnych. Nie dziwi wsadzanie do jednego albo drugiego worka z napisem: „ofiara przemocy” lub „nie będąca ofiarą przemocy”.

Jak na żywo wygląda ofiara?

Jak, zgodnie z naszym publicznym systemem „pomocy” wyglądać ma ofiara?

A no tak: zdeptana, stłamszona, bezsilna. Najlepiej martwa – zamordowana, wtedy już nie ma żadnej wątpliwości, że jest ofiarą. Jeśli się zabije, to jeszcze mogą powiedzieć, że była wariatką i tyle, bez wgłębiania się w przyczyny. A tak jest szansa, że złapie się dość szybko sprawcę i będzie można wpisać do statystyk, że jest się pomocnym.

Przede wszystkim zapamiętaj: nikt z publicznych służb „pomocowych” nie chce się wgłębiać w przyczyny. I będzie robić wszystko, aby nie musieć się w tym babrać.

A poza tym: projekcja stosowana opanowana do mistrzostwa.

Ofiara ma przede wszystkim kierować złość i wszystkie trudne emocje, jakie wywołuje w niej interakcja ze sprawcą, a szczególnie upokorzenie, do siebie. Uzależniona. Ma być słaba. I zastraszona. Najlepiej tak słaba i zastraszona, aby nie miała siły i odwagi zgłosić się po pomoc.

A co jeśli tych kryteriów ofiary nie spełnia?

Nie jest jeszcze do końca wyczerpana i zastraszona? Ma siłę przyjść po pomoc? Zawalczyć o siebie i dzieci? Resztki sił? Sama opatruje swoje rany po drodze i nie poddaje się? Ale potrzebuje doładowania, bo nie wie, jak długo jeszcze to przetrwa.

-Taka nie jest ofiarą. Taka, według publicznych służb „pomocowych” odpowiada przemocą na przemoc. Jest więc konfliktowa. Choć oficjalnie powiedzą jej, że jest zaradna. Ale swoje wiedzą.

Nie ma innej opcji. Są tylko dwie ramki: albo rozjechany walcem placek albo wymachująca żyletką. Biała albo czarna.

Skoro ma siłę, może jej użyć. Skoro nie dała się zastraszyć, to ma przewagę nad sprawcą. Stawia się mu. A więc potrafi użyć siły przeciwko niemu. Skoro nie ma żadnych zarzutów przeciwko niemu, to można przyjrzeć się jej. Jest żywy dowód, więc można skierować na niego światło swoich reflektorów. Jest królik doświadczalny. Można testować jej reakcje i jakoś je spróbować wytłumaczyć. Ale zgodnie z założeniem, że szuka się dowodów na to, aby jej sprawą się nie zająć. Bo silny i zaradny człowiek przecież nie zgłasza się po pomoc, mówiąc, że jest ofiarą przemocy. Coś tu jest nie tak. Trzeba „to” zbadać.

Można zbadać jej opanowanie. Można nie pozwolić jej dojść do głosu. Można kazać jej opowiadać. Można pytać ją, czy nie chce wrócić do swojego oprawcy. Można też zapytać, w jaki sposób seks uprawiała, jeśli miała różnych partnerów. Można też zamęczyć ją pytaniami, czy nie myślała, jak można się jeszcze raz spróbować pogodzić z narcystyczną matką. Można jej napisać, co się o niej myśli na podstawie tego, co się wie albo i czego się nie wie.

Jeśli okazuje złość, to jest agresywna. Jeśli płacze i buntuje się, to jest histeryczką i wariatką. I już. Wyjaśniło się.

Skoro zdobyła się na to, aby walczyć ze swoim oprawcą, to znaczy, że naparzali się nawzajem. A więc wszystko wskazuje, że to był konflikt. Kropka. A ona tu się żali i pokrzywdzoną udaje.

Wtręt o konflikcie, bzdurach i chęci agresji

Już pomijając kwestię, że raczej słabo się żali, bo bardziej chodzi jej o konkretną pomoc, to o kolejną kłodę pod nogi nie prosi.

Teraz uwaga: Konflikt nie wyklucza przemocy! – To zdanie trzeba sobie wyryć na blachę. To jest zdanie-wytrych, które może otworzyć niejedną oporną „instytucjonalną” głowę. Inaczej przegrasz. Bo powszechną praktyką na policji i w prokuraturze jest stwierdzanie, że nie było przemocy, a był konflikt. A to tylko Twoje subiektywnie poczucie, że miałaś, ofiaro, do czynienia z przemocą.

“Konflikt”. Zbędą Cię tym popularnym hasłem wymienianym nałogowo w częstej i gęstej odmowie wszczęcia postępowania na policji. Standard. Obrzydliwy do granic możliwości. Ale nikt się tym nie przejmuje. Warto zapoznać się wtedy z uzasadnieniem.

Wiele działań, które tam zostają podane, jako podjęte i na podstawie których podjęto decyzję odmowną, w ogóle nie miało miejsca. Dokumentację ma prokuratura. Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć.

Ja na przykład dowiedziałam się, że moja córka nigdy nie skarżyła się na jakąkolwiek przemoc ze strony ojca u psycholog szkolnej, bo dzielnicowy rozmawiał z psycholog szkolną.

Tylko że żaden dzielnicowy nie rozmawiał z psycholog szkolną w sprawie mojej córki. A co najważniejsze: moja córka wówczas jeszcze nie chodziła do szkoły.

W protokole policmajster napisał też, że wysłał dzielnicowego na wywiad środowiskowy wśród sąsiadów i że z relacji sąsiadów wynikało, że jesteśmy bardzo zgodnym małżeństwem.

Ale, jak się okazało, oni z nikim takim też nie rozmawiali. Ja natomiast nigdy nie byłam w związku małżeńskim. A jeśli nawet bym była z moim exem, to taka opinia, jak widać, policmajstrowi wystarczy – bo ktoś tam uznał, że jacyś ludzie są zgodnym małżeństwem, nie żyjąc z nimi pod jednym dachem. Wystarczy, żeby nie wszczynać postępowania w sprawie przemocy psychicznej.

A na sam koniec jeszcze dowalił mi, że „zgrywam ofiarę przed znajomymi”.

Resztkami sił psychicznych doczłapałam do PCPR, widząc w nim ostatnią deskę ratunku (przez które de facto zostałam później też kopnięta), nie przeprowadzał żadnego wywiadu środowiskowego, a przede wszystkim nie znał żadnych moich znajomych, bo nie podałam żadnych ich danych personalnych.

Szczerze, jak to przeczytałam w prokuraturze, to myślałam, że fałszywą łajzę zatłukę i będzie mi już naprawdę wszystko jedno. I tak jestem już dla niego konfabulantką, która wchodzi w konflikt ze swoim oprawcą, więc mogłam jeszcze rozwiać jego ewentualne wątpliwości co do mojej agresji.

Trzy godziny trwało przesłuchanie, w którym mi współczuł i myślałam, że już jestem w domu. Kilka razy poprawiał protokół, sam zaproponował, że będziemy poprawić, jak coś się nie będzie zgadzać. I poprawiał, i drukował ze trzy razy. A potem wbił mi nóż w plecy. Nie wspomnę ile razy mnie chciał przekonać na samym początku do tego, aby nie składać zeznań.

Powszechne jest na policji zniechęcanie ofiary, aby nie składała zeznań. Rzekomo w trosce o Ciebie, aby Cię oszczędzić w boju i byś nie tracił/traciła resztek Twoich sił w starciu ze sprawcą. Tylko, że nikt tak naprawdę o Twoją równowagę energetyczną nie dba. Jeśli będziesz się upierać, że chcesz złożyć zeznania, to poddadzą w wątpliwość, to co mówisz. A może to nie tak? Może Ci się zdawało? Może źle zinterpretowałaś rzeczywistość? Wręcz: dlaczego kłamiesz? Zapamiętaj, że jesteś traktowany jako kłamca. Powtórka z gaslightingu. A jeśli jeszcze będziesz się upierać, to zapytają: Może nie warto?

Wracając do tematu:

No więc mamy do czynienia z dwoma typami ofiar: tymi, które się kwalifikują i tymi, które nie…

Nie ma nic po środku. I dla każdej przewidziany jest ze strony publicznych służb „pomocowych” określony los.

Jeśli sam/sama się bronisz (czyli należysz do drugiej kategorii), to wejdziesz z takimi państwowymi „służbami pomocowymi” w konflikt. Oczywiście możesz sobie zaszkodzić, bo dla osób na publicznych stanowiskach decyzyjnych priorytetem jest postawienie na swoim.

Gdy oni decydują, kto jest ofiarą. Zła ofiara. Błąd systemu.

I jeśli oni Ci mówią, że nie jesteś ofiarą, to nie jesteś. Jeśli mają zamiar Cię zbyć, bo wiesz, czego Ci trzeba i oczekujesz od nich, że wywiążą się ze swoich obowiązków, które zostały im powierzone (przecież nie idziesz do ogrodnika, ani operatora koparki, choć niejednokrotnie zwykli ludzie okazują się bardziej pomocni, o czym się już przekonałam), to powiedzą Ci, że jesteś roszczeniowy i będą Cię dewaluować, posuwając się nawet do zniesławiania. Wykorzystując tanie prymitywne chwyty, aby się zemścić, gdy się nie dajesz i zastraszyć, zgodnie z zasadą „cel uświęca środki”. Nie wierzysz?

Na początku może być całkiem miło. Gdy w końcu powiesz “nie”, bo masz już serdecznie dosyć prania mózgu i jakaś lampka Ci się w końcu zapali, że masz do czynienia z paranoją systemu, bo nikt Ci nie chce pomóc, to nie zdziw się, gdy ktoś z tego systemu się na Ciebie wydrze, że mu ten system burzysz. Gdy ktoś z tego systemu z uśmieszkiem na twarzy z Ciebie zakpi z Twojej naiwności, że myślałaś/myślałeś inaczej i pokarze Ci z wymalowanym na twarzy lub na piśmie szyderstwem, gdzie Cię ma. Po czym odejdzie, stukając obcasami i poprawiając po drodze fryzurę.

Dlaczego tak robią? – aby zachować status quo bycia „nad” i dowartościowywania się twoim kosztem. Inaczej to nie działa.

Tylko, że jeśli nawet poddasz się temu tłamszeniu, to i tak Ci to nic nie da, bo oni nie pomagają. Nie słuchają cię. Nie, przepraszam – słuchają i wyciągają z tego to, co chcą wyciągnąć dla siebie i mieć podkładkę, że nie powinni Ci pomagać. Bo się nie kwalifikujesz. I kółko się zamyka.

Powiedz im jeszcze, że nie czujesz się jak ofiara. Że to określenie jest dla ciebie upokarzające. I chciej jeszcze pomocy.

Dobra ofiara. System okej.

Druga opcja (druga z dwóch, bo więcej nie ma) – utrzymywanie ofiar, wskazanych już przez kogoś, że są ofiarami. Najlepiej przez znajomych państwowych “instytucjonalnych”. Bo tym można się dowartościować i zawsze jest praca na stanowisku.

Ale też nie długo – ofiary trzeba wymieniać na nowe, uległe, bez perspektyw, niesamodzielne. Musi być cyrkulacja.

Tych jest najmniej. Bo w praktyce nie ma ofiar, które, zgłaszając się po pomoc, nie potrafią sobie jakoś radzić. Skoro jeszcze żyją i chodzą, to znaczy, że mogą. Gdy nie mają siły, albo nie są gotowe na zmianę, to nie przychodzą. I w ten sposób skala ujawnionej przemocy jest stosunkowo niewielka. To jest grupa docelowa państwowych instytucji “pomocowych” – osób uległych, co by dały się im lepić i na końcu wpisać jakiś postęp, tłumacząc, że to zasługa budżetowców.

Przekleństwo bycia silnym

To jest też odpowiedź na to, dlaczego zaradnymi nie warto się zajmować: nie można ich urobić na dłuższą metę, bo coś w nich wtedy zaczyna zgrzytać, pękać, a to grozi konfliktem z nimi. Być może lepiej napisać im wcześniej, albo później, po konflikcie z nimi, że nie panują nad emocjami i trzeba się było ich pozbyć. I dodać, że nie dziwota, że mieli piekło w domu, no bo przecież nikt z takim kimś jak oni nie wytrzyma.

Kompletnie wtedy nikt się nie przejmuje, że właśnie kopnął znowu ofiarę przemocy. Ofiarę, która już jako dziecko doświadczała przemocy ze strony swoich rodziców i nie zdążyła jeszcze uporać się z tym bólem, a jeszcze doświadczyła traumy w związku i teraz na dokładkę, jakby za mało doświadczała atrakcji, to ze strony „pomocowej” instytucji państwowej, której, mimo znacznej nieufności, jednak zaufała. Przyszła razem z dziećmi.

Podłość czy zwykłe walnięcie jej w twarz drzwiami?

A jednak wystarczy takie przekonanie „instytucjonalnych”, że taka osoba jest przecież silna. Da radę. Było być takim silnym? To teraz cierp.

Jak ma więc wyglądać ofiara, aby mogła liczyć na pomoc?

Bo ona nie może być: zaradna, gotowa na zmianę, zbyt inteligentna, ambitna, wykształcona, ładna, jakoś ogarnięta, komunikatywna i wiedzieć, czego chce. Bo żadna normalna ofiara tego nie wie. To inni przecież wiedzą, co jest dla niej dobre.

Ograniczenie mentalne państwowych głów nie pozwala zauważyć, że te wszystkie jej cechy, nawet jeśli jest businesswoman czy żołnierzem GROMu, nie zmieniają faktu, że odniosła emocjonalne i psychiczne rany, a niejednokrotnie fizyczne. Ma rozwalone granice osobiste i ugina się od dawna od emocjonalnych pomyj innych ludzi, które są na nią wylewane. W związku z tym jest osłabiona, podatna na dalsze obarczanie jej winą i w jakimś sensie kaleka.

I nikt z tych państwowych głów nie przejmuje się tym, że ona nie wie o tym, jak ma się zachować, aby znowu nie wpaść w toksyczny związek i dawać się łoić. I nikt jej nie ostrzeże. Ale śmiało to wykorzystuje.

I nikt z nich też nie przejmuje się tym, że ta jej tragedia wynika stąd, że nie zaznała w dzieciństwie akceptacji i miłości. I że nie może ich tak desperacko poszukiwać u innych. Tego też jej raczej nikt nie powie.

I w końcu – nikt z tych państwowych głów nie przejmuje się tym, że dokonuje gwałtu na psychice zaradnej ofiary, starając się robić z niej debila, wmawiając jej, że to, czego doświadczała, to żadna przemoc. Nikt nie przejmuje się tym, że właśnie teraz, kiedy po wielu latach upokorzeń, zdecydowała się wyrwać z przemocowego związku i w końcu zmienić swoje życie, doznaje strzału między oczy od swojej ostatniej deski ratunku.

W tył zwrot

Więc co? Co pozostaje? Powrót do zasranych czterech ścian z toksem i dalsza naparzanka albo pozwolenie mu na topienie w bagienku, czy wyprowadzka na ulicę do kartonu? A może założenie sobie pętli na szyję z okazji swojego permanentnego beznadziejstwa i ułomności umysłowej, bo widzisz rzeczy, których nie ma? A może lepsze będzie przeproszenie toksa za swoją niewdzięczność, błagając o przygarnięcie? Czy może walnięcie pięścią w stół tej twardej państwowej głowy, która swoim głupim pier*leniem tak gładko, lekko, wdzięcznie i bez żadnego przejęcia właśnie łamie ci życie, machając na ciebie ręką, wypisując bzdury na twój temat wyssane ze swojego palca i oczerniając cię.

Być może to wynika też stąd, że sporo tych osób z publicznych instytucji „pomocowych” nawet nie ma bladego pojęcia o tym wszystkim, co Ci tak naprawdę doskwiera. Co przy jaraniu się byciem na stanowisku decyzyjnym albo po prostu posiadaniem stanowiska, którym można poszpanować, tworzy się coś kompletnie bezużytecznego społecznie, szkodliwego, klatkę na oświeconych ludzi za przyzwoleniem państwa, egoistyczny twór dla lansu zatrudnionych, aby poczuć swoją moc. Jak długo jeszcze??!

Kto staje po Twojej stronie?

Po stronie ofiar w instytucjach publicznych się nie staje. Ofiary jak najszybciej się przegania, tłumacząc, że mają same stawać na nogi. Okej, tylko że po kilku tygodniach czy miesiącach to trudno spodziewać się zmiany, kiedy potrzebne jest przekopanie dzieciństwa. W ośrodkach typu PCPR czy SOW  często nie ma pomocy psychoterapeuty, ale za to luźne pierdaszenie o bieżącym życiu z psychologiem, które ma się nazywać konsultacjami. Próżno oczekiwać stawienia się takiej osoby „instytucjonalnej” na rozprawie sądowej, choć takie osoby „instytucjonalne” same twierdzą, że to sądy zachowują się bezdusznie, jakby pozjadały wszystkie rozumy. A mogąc właśnie wyrazić swoje stanowisko i coś zmienić na lepsze swoją obecnością na rozprawie, potrafią nagle się ulotnić, nawet załatwiając sobie nagły dwu miesięczny urlop na czas postępowania sądowego, co by w sprawy ofiary się nie mieszać. Kompletne lekceważenie. Już bardziej pokazać, że ma się w dupie ofiarę, to się chyba nie da.

Jakaś nowa przemoc? Instytucjonalna? No tak, chyba rzeczywiście masz jakąś fiksację na punkcie przemocy.


No dobrze, to już wiesz, jak jest.

Tylko co dalej?

Bo państwowych służb „pomocowych” nieraz nie przeskoczysz. Szczególnie, gdy masz dzieci z przemocowcem.

Więc co robić? 15 wskazówek.

15 wskazówek jak pozostać niekwalifikującą się do pomocy ofiarą i uzyskać pomoc

1) Licz się z tym, że państwowe instytucje „pomocowe” będą stawiać opór, a Ty będziesz musiał udowadniać, że nie masz garba. Licz się z tym, że nie będą Ci chcieli wierzyć. Że część z nich po prostu powie Ci wprost, że coś kręcisz i będzie właśnie Ciebie traktować jak przestępcę. Nie jako godną podziwu osobę, która mimo różnych przeciwności losu, nie poddaje się i walczy o sprawiedliwość dla siebie i dzieci albo nawet tylko dla dzieci. Ale właśnie jako przestępcę albo przynajmniej kogoś wyrachowanego, kto ma, jeszcze nie wiedzieć jaki interes w tym, aby sprawę wszczynać, ale na pewno jakiś egoistyczny interes ma. Bo przecież nie ma ludzi o czystych intencjach i bezinteresownych.

2) Ale idź pod prąd. Nie dawaj się. Zaciśnij zęby. Rób to świadomie, wiedząc, jak jest i walcz o swoje. Rozmawiaj normalnie, trzymaj emocje na wodzy, ale nie dawaj się zbyć. Mów, co myślisz o sytuacji, której doświadczasz i nie zgadzaj się na wszystko, jeśli Ci nie pasuje.

3) Jeśli po drodze Cię oczernią, będą Ci wmawiać jakieś cechy, których nie masz, będą Cię obarczać szkodliwymi własnymi interpretacjami na Twój temat – zgłaszaj to wyższym instancjom. Pisz pisma ze skargami. Odwołuj się. Wyraź swój sprzeciw. Może być od razu, a może być po fakcie, gdy dostrzeżesz, że coś tu nie gra i sprawa nie daje Ci spokoju. W ten sposób możesz też zyskać więcej dowodów.

4) Załatw sobie prawnika albo adwokata. Jeśli nie stać Cię, wnioskuj o adwokata z urzędu. W Internecie dostępne są wzory. Trzeba wskazać dochody (nie musi być zaświadczenie) oraz krótko uzasadnić. Chodzi o wsparcie. Emocjonalnie podchodząc do sprawy, możesz nie dostrzec, na co warto w całej sprawie zwrócić uwagę. Możesz też nie wiedzieć, z których dokładnie przepisów prawnych możesz skorzystać konkretnie w swojej sprawie i na co sędziowie szczególnie zwracają uwagę. Każde wsparcie jest potrzebne. Psychiczne i merytoryczne. A profesjonalne najlepsze.

5) Możesz napisać do mnie.

6) Poszukaj fundacji, która zajmuje się przeciwdziałaniem przemocy i działa także zdalnie.

7) Poszukaj w swojej okolicy hosteli lub hoteli robotniczych, w których na jakiś czas możesz się zatrzymać aż odbijesz się od dna. Jeśli Cię stać, od razu wynajmij mieszkanie. Choćby najmniejszą klitkę kawalerkę. Zabierz dzieci ze sobą i zgłoś przemoc (MOPS, policja, szkoła). Powiedz, że dzieci są z Tobą i będziesz wnosić sprawę do sądu w celu ustalenia kontaktów, a za ten czas chcesz, żeby zapewniono Ci bezpieczne warunki.

8) Jak tylko się wyniesiesz, złóż jak najszybciej wniosek do sądu o zabezpieczenie miejsca pobytu i kontaktów z dziećmi ze względu na przemoc. Najlepiej już przed wyprowadzką miej przygotowany. Opisz, dlaczego zdecydowałeś się w końcu wynieść z dziećmi z mieszkania (co się działo w domu, jak zachowywał się typ/typka).

9) Wnieś do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa polegającego na znęcaniu się (przemoc) art. 207 kk. Na policji będziesz maglowany, a policja będzie musiała i tak przekazać zeznania do prokuratury. Ponieważ często pisze do prokuratury po zebraniu zeznań, aby nie wszczynała postępowania, więc najlepiej napisać takie zawiadomienie samemu prosto do prokuratury i tam wyraźnie wskazać okoliczności, dlaczego właśnie postępowanie powinno zostać wszczęte. Wskazujesz konkretne wydarzenia, jak długo trwały, jaka była atmosfera, że dzieci były świadkami, że typ/ka dawał/a w ten sposób złe wzorce wychowawcze, demoralizował, dzieci były zestresowane, niekorzystnie sytuacja oddziaływała na ich rozwój psychiczny i emocjonalny itd. I tak będziesz przesłuchiwany, ale to będzie już tylko uzupełnienie tego, co wcześniej złożyłeś do prokuratury. Ty wtedy trzymasz ster, a nie policja. Jeśli spotkasz się z odmową wszczęcia dochodzenia (a tak jest często), to od razu wnoś zaskarżenie. Masz na to tylko 7 dni. Nie daj się.

10) Szukaj dobrego psychoterapeuty. Jeśli Cię nie stać, to na NFZ. Koniecznie zapoznaj się z opiniami w Internecie i jeśli się da, to ze sposobem, w jaki prowadzi terapię (w jakim nurcie), czy specjalizuje się w problemach przemocy. Jeśli Twój problem związany jest z uzależnieniem, to poszukaj terapii dla uzależnionych i współuzależnionych od alkoholu (alkohol nie ma tu znaczenia, to tylko nazwa. Uzależnienie może być każde). Jeśli masz do czynienia z narcyzem, toksyczną rodziną, to też odpowiedniego pod tym względem psychoterapeuty poszukaj. Zrób krótką listę od najbardziej Ci pasującego i wybierz tego, który najbardziej Ci pasuje. Względnie dwóch.

11) Jeśli czujesz, że nie możesz zabrać się do jakiejkolwiek pracy, zgłoś się do psychiatry. Wypisze Ci leki, które postawią Cię na nogi tak, że będziesz mógł normalnie wykonywać codzienne czynności.

12) Szukaj świadków do swojej sprawy. Jak najwięcej osób, które mogą dać Ci wsparcie. Pokaż typowi/typce, że się go/jej nie boisz i masz ludzi po swojej stronie, którzy są gotowi Ci w każdej chwili pomóc. Dotąd robił/a wszystko, aby Cię izolować, aby pozbawić Cię wsparcia i by móc Cię w ten sposób trzymać w szachu i pastwić się nad Tobą. Będzie się kruszył/a, będzie słabnąć w oczach, gdy zobaczy, że masz posiłki gotowe Ci udzielić pomocy w każdym momencie.

13) Nie pozwól swojemu typowi/typce wejść na swój teren: do swojego mieszkania. Jeśli widuje się z dziećmi, to może podejść pod drzwi i je z progu odebrać, ale nie wchodzić. Pamiętaj, że wykorzysta to, jeśli mu/jej na to pozwolisz. Będzie to dla niego/dla niej sygnał, że znowu może przekraczać Twoje granice i pozbawiać Cię Twojej przestrzeni. Wtargiwać, kiedy chce i korzystać z niej, ile wlezie.

14) Kontakty z typem/typką mają być konkretne i merytoryczne bez wchodzenia w jakiekolwiek dyskusje i zażyłość oraz jakiekolwiek spotkania towarzyskie. „Tak”, „nie”, „nie wiem”, „dobrze u niego, a co chcesz wiedzieć?”, „mogę ci przekazać słuchawkę” (jeśli pyta o dziecko) itp. – takich krótkich i zwięzłych, bezemocjonalnych odpowiedzi udzielaj.

15) W razie jakichkolwiek nagłych chorych akcji typa/typki wymierzonych przeciwko Tobie lub Twoim dzieciom dzwoń na policję.

Na razie tyle.

One thought on “Jak powinna wyglądać ofiara?

  1. Tomek

    Bardzo dobry artykuł. Kilka dodatkowych rad, jak się zachowywać, to jednak chyba najważniejsze:
    1. Nigdy, absolutnie nigdy nie dać się sprowokować przez narcyza. Każde takie zachowanie będzie wykorzystane przeciwko nam.
    2. W obecności policji, prokuratora, sądu, znajomych, rodziny przedstawiać same fakty, bez oceny. Może to zabrzmi dziwnie, ale nigdy nie wypowiadać się źle o narcyzie. Przedstawiać jedynie fakty. Ocenę zachowania narcyza pozostawić pozostałym. To daje nam wiarygodność, jesteśmy postrzegani jako rozsądni i jesteśmy słuchani. Przynosi to ostatecznie dużo lepsze efekty, niż tłumaczenie na siłę innym co czujemy. Osoby mądre, empatyczne same wywnioskują co się dzieje, pozostałych znajomych i słuchaczy lepiej sobie odpuścić.
    3. W sądzie z narcyzem nie jest lepiej niż na policji. Należy pamiętać, że sąd NIGDY nie czyta akt i nie jest przygotowany do rozprawy. Nie chce oceniać z czego to wynika, ale tak jest. Sąd wie tyle ile jest na rozprawie. Należy się do niej przygotować. Trzeba pamiętać, że z całej rozprawy (znęcanie, stalking, itd.) Sąd zanotuje z naszych zeznań może 5 – 10 zdań. To muszą być te właściwe zdania. Należy je sobie zapisać i powiedzieć w sądzie. Próbować wcisnąć nawet odpowiadając na inne pytania sądu, czasem nawet pomimo sprzeciwu sądu. Sąd za wszelką cenę będzie chciał sprawę odrzucić i będzie tak właśnie ją prowadził.
    4. Instytucje pomocowe w Polsce – nic nie robią bo nie mają absolutnie żadnych narzędzi prawnych, nie ma się co dziwić. Należy liczyć WYŁĄCZNIE na siebie. To co można osiągnąć po roku od założenia niebieskiej karty to zawiadomienie na policje o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Można to zrobić samodzielnie od razu.
    5. Prawnik. Będzie nas zniechęcał do podejmowania jakichkolwiek działań, bo to nie ma sensu. Trzeba jednak walczyć. Czasem również z własnym prawnikiem, który jest potrzebny głównie do upewnienia się, że formalnie nie zawalimy (a i tu nie ma pewności).

    I ostatnie.

    Przemocowcami są też kobiety. Jeżeli jesteś mężczyzną i masz dzieci z taką osobą to ciężki czas przed tobą. Raczej nie weźmiesz dzieci i nie wyjdziesz z nimi.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.