Przemoc instytucjonalna. A co to takiego i co możesz zrobić?

Przemoc instytucjonalna. Nieraz się z nią spotkałeś. Tylko dlaczego o tym tak mało mówisz? Dlaczego z tym tak mało robisz? Bo nie wiesz, co to jest? – To się dowiesz. Bo to trudne? – Owszem. Ale nie jesteś sam. A sprawa poważna.

To robią ludzie

1. Pierwszy raz spotkałam się z przemocą instytucjonalną polegającą na hejcie z imienia i nazwiska gdzieś z dwa lata temu. Jakiś – pożal się Boże – nauczyciel trollował na stronie grupy “Nauczyciele – kawał dobrej roboty” na Facebooku (dostępność postów i komentarzy do czytania jest publiczna). Obrzucał gównem i wyśmiewał wszystkich dookoła. Na początku myślałam, że to jakiś dzieciak, ale okazało się że nie – to jest naprawdę nauczyciel. Wówczas nauczyciel angielskiego w publicznym gimnazjum. Śmiał mi się w twarz emotikonami, szczerze wątpiąc w to, że zostanie usunięty z grupy.

I rzeczywiście nie został. To ja, zgłaszając jego zachowanie administratorce grupy zostałam przez nią zjechana, że śmię ją niepokoić jakimiś wiadomościami na jej poczcie i że ona nikogo takiego nie może znaleźć w grupie. Oczywiście trolla nie usunęła. Napisała mi, że chyba mam zły dzień i się czepiam. Inni nauczyciele też nic nie robili, żeby zainterweniować, zgłosić jego zachowanie dyrekcji czy cokolwiek. Ogólnie zostałam olana.

Sama dokonałam zgłoszenia u dyrekcji. Sprawa była zamiatana pod dywan. Była kontrola z kuratorium dwukrotnie – i ten tchórz nie przyszedł dwa razy w dniach tej kontroli. Zgłosiłam sprawę do wojewody – stwierdził, że się tym nie zajmie, nie skieruje do komisji dyscyplinarnej, bo sprawa nie dotyczy uczenia i wychowania uczniów.

2. Drugi przykład: laska na Facebooku pod postem informującym o projekcie zwolnienia z opłacania ZUS przez nowych przedsiębiorców, którzy nie osiągnęli przychodu 5 tys., stwierdziła, że to idiotyzm. Według niej, osiągnięcie przychodu w każdej firmie w wysokości 5 tys. to pryszcz. Każdy głupiec zakładający firmę powinien to już potrafić po kilku miesiącach.

Gdy przedstawiłam odmienne zdanie i wskazałam na jej pychę, że może warto by było trochę pokory zachować, to zaczęłam być przez nią atakowana. Zaczęła wypisywać na mnie herezje, stosując różne ciekawe zabiegi erystyczne, przedstawiając mnie w sposób pompatyczny jako ograniczoną umysłowo i przypisując mi jakieś z księżyca wzięte cechy, zapewne własne projekcje. Agresja słowna zapakowana w piękny papierek. Typowy narcyz.

Mogłam olać to oczernianie. Ale nie olałam. Okazało się, że była kierownikiem centrum zarządzania kryzysowego w pewnym  starostwie. Zawnioskowałam o jej ocenę okresową w ramach udostępniania informacji publicznej. W zamian za to centrum zarządzania kryzysowego przekazało jej moje dane osobowe razem z peselem i ta zaczęła do mnie pisać i wysyłać sms-y po nocach.

3. Trzeci przykład: z przełomu czerwca i lipca tego roku: nękanie sms-ami przez matkę jednego studencika. Jak sama twierdziła, jest nauczycielem akademickim. Sms-y te miały na celu wymuszenie na mnie napisanie mu pracy dyplomowej. Uknuli sobie taki plan, że po najmniejszej linii oporu i w jak najkrótszym czasie zdobędzie sobie tytuł licencjata i ja mu to zapewnię, bo kiedyś korzystał u mnie z korepetycji, rozwiązywałam mu zadania, robiłam jakieś analizy, więc uznali, że mogę. Teraz już jestem prawie pewna, że wszystko podkładał jako gotowce. Mamuśka przejęła wszystkie jego sprawy, ubezwłasnowolniła go mentalnie, wymyśliła sobie taki plan, że synalek będzie miał ukończone jakieś studia. Oboje utrzymują, że on jest niepełnosprawny, a ja go zostawiłam w ten sposób podwójnie na lodzie.

Dzwoniąc, darła twarz do mnie, traktując mnie jak narzędzie do realizacji swojego planu i domagając się jak najszybszej realizacji. Słyszałam wręcz jej niecierpliwe przebieranie nogami po drugiej stronie telefonu. Gdy postawiłam sprawę jasno, że nic nowego dla niego nie zrobię, zaczęła mi grozić policją, prokuratorem, skarbówką (??) i że ona już mnie urządzi. Potem nocą zaczęły się serie sms-ów pełnych wulgaryzmów, w tym seksualnych, w ten sposób mających mnie zdeptać, zastraszyć i wymusić pracę dyplomową. Jak w ogóle można się zniżyć do takiego poziomu? Jak można tak ujawniać swoje śmierdzące lenistwo, wewnętrzne bagno i się w nim tak pogrążać? Ale widać można.

Wysłałam dwa e-maile do synalka. W jednym z nich napisałam, że jeśli się ode mnie nie odczepią, to dokonam zgłoszenia na policję i na uczelnię. W drugim (po tym, jak mi napisał, że może załatwimy jednak sprawę polubownie…), to odpisałam, żeby się ode mnie raz na zawsze odczepili, jeśli nie chcą ponosić dodatkowych konsekwencji prawnych. Po tym drugim e-mailu seria sms-ów mamuśki zaczęła się znowu. Zablokowałam w końcu ich numery.

Na tym się jednak nie skończyły podchody do mnie. Po jakimś czasie otrzymałam e-mail. A właściwie dwa e-maile: niewiele różniące się od siebie i wysłane tuż po sobie, co świadczy o tym, że pewne istotne dla nadawcy informacje zostały w nim dodane. E-maile z prośbą o pomoc w napisaniu pracy dyplomowej (!). Osoba podpisała się imieniem i nazwiskiem jakby nigdy nic, wysłała e-mail z nie-gmaila i była przemiła, pisząc, że jej bardzo ale to bardzo zależy, żebym to ja jej pomogła. Jak się wkrótce okazało, była absolwentką szkoły, w której uczy ta – pożal się Boże – “nauczycielka”. Nie odpisałam. Dziwnym zbiegiem okoliczności, osoba, której TAK BARDZO zależy, nie ponawia kontaktu ze mną.

Za to po jakimś czasie z serwisu E-korepetycje, na którym mam konto, otrzymuję wiadomość. A właściwie dwie wiadomości. Również niewiele różniące się od siebie i również wysłane tuż po sobie, co oznacza znowu, że zostały w niej dodane informacje istotne dla nadawcy. Nadawcy z niezweryfikowanego konta. W wiadomościach pisze, że chciałby korepetycji, prosząc o kontakt na e-maila, który nie istnieje (bo podaje nazwę serwera, którego  nie ma), by w następnej wiadomości podać numer do kontaktu, za połączenie z którym płaci się 8 złotych za minutę.

Jakie atrakcje jeszcze przede mną?

4. I jeszcze jeden przykład: świeży. Tu i teraz. Fundacja PrzemocNie. Jak sama nazwa wskazuje – stawiająca opór przemocy. Czy może być większa ironia losu? Ta Fundacja właśnie również walczy z przemocą instytucjonalną względem siebie.

A wszystko zaczęło się od tego, gdy prezeska Fundacji postanowiła przenieść się na Podkarpacie, kupić i remontować domek, z którego można zdalnie świadczyć pomoc w postaci konsultacji osobom pokrzywdzonym i prowadzić edukację psychologiczną dla ofiar przemocy poprzez vlog. Docelowo: móc świadczyć również pomoc stacjonarnie.

I co? – Jej samo przybycie i prowadzona działalność na tyle wzbudza nienawiść u patologicznych sąsiadów-alkoholików, że nie mogli sobie odpuścić takiej nadarzającej się okazji, aby ją nękać. Nie wiem, ile człowiek jest w stanie znieść. Ja bym pewnie tej skali nienawiści i pomysłów na utrudnianie życia w pewnym momencie nie zdzierżyła. Olałabym to. Stwierdziła, że z tej mąki chleba nie będzie, bo wymaga pracy u podstaw, a dokładnie przekopania korzeni mentalności nękaczy, a ja nie mam na to już siły.

Ale czy to jest rozwiązanie? Czy mamy usuwać się z drogi takim zrytym osobom, żeby móc w spokoju żyć? I co to ma wspólnego z przemocą instytucjonalną? – A no to, że nawet policja chce mieć tam święty spokój. Gdy partner prezeski Fundacji, z którym wspólnie tworzą tą Fundację, przyszedł do tych nękaczy, aby porozmawiać po ludzku z zapytaniem, kiedy mają zamiar zakończyć swoje działania i przedstawić im konsekwencje przewidziane prawem, to włączyła im się taka agresja, że go pobili. Natomiast policja chce mieć tam spokój do tego stopnia, że po tym jak prezeska ze swoim partnerem zgłosili to pobicie, a przy okazji i nękanie, to ta policja dzwoni do nich po jakimś czasie od zdarzenia, by “przyznał się”, że to on sam pobił.

Jak zakończyły się te sprawy?

1. Pierwsza sprawa: nauczyciel-hejter w grupie “Nauczyciele – kawał dobrej roboty”. Powinno być: “Nauczyciele – kawał”

Ponieważ wojewoda uparcie twierdził, że sprawa nie kwalifikuje się do postępowania dyscyplinarnego (czytaj: nie chce nawet powołać komisji dyscyplinarnej, a to komisja ostatecznie decyduje, czy takiego delikwenta wywalić ze stanu nauczycielskiego), to pozostawała tylko opcja wniesienia sprawy o zniesławienie, pomówienie, zniewagę. Sprawa cywilna albo karna. Sprawy takie wnosi się z oskarżenia prywatnego. Wniesienie sprawy w przypadku sprawy karnej kosztuje 300 złotych, a w przypadku sprawy cywilnej 600 zł. Plus ewentualne koszty zastępstwa procesowego (adwokata). Choć można się starać o zwolnienie z opłat sądowych i o adwokata z urzędu, to jednak głównie dotyczy to osób znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej, zatem gwarancji nie ma. Ile więc osób zdecyduje się na wniesienie sprawy? – W praktyce niewiele. Nawet adwokaci informują, że jest to kosztowna zabawa. Czy taki na przykład wojewoda o tym nie wie? -Śmiem wątpić. Po prostu robi co może, aby śmierdząca sprawa została w końcu sprzątnięta z jego podwórka, a ty, pokrzywdzony, poradź sobie sam, bo to nie nasza działka. Rozumiesz? To nie jest związane z naszymi funkcjami i niech to do ciebie w końcu dotrze! No, już, Do widzenia, żegnamy.

Skoro tak, to ja też nie miałam skrupułów. Na pewnym internetowym forum, dość dobrze znanym rzeszy internautów, umieściłam informację, kim jest hejter, gdzie pracuje i co nawyrabiał. Jak tchórzył, jak kłamał, jak sprawa była zamiatana pod dywan przez wszystkie ogniwa w tym procesie (czytaj: instytucje oświatowe). Proszę bardzo: jeśli ma być sprawa cywilna lub karna – to ja czekam. Jakiż był nagle odzew, jakie poruszenie. Że jak tak można, że to jest właśnie hejterstwo, że takie rzeczy to należy załatwiać w strukturach szkoły, a nie rozdmuchiwać w mediach (sic!). Nawet sam “podmiot” tej informacji się odezwał. Wylazł spod dywanu. Nawet mi wiadomość na Facebooku wysłał w stylu “tiu tiu tiu. A możemy zrobić tak i tak? Może tak być? Może? Proszę”. -Jakie to żałosne zagrywki biednego narcystycznego misia.

Gimnazjum zostało zlikwidowane. Teoretycznie szkoła mogła wykorzystać tą sytuację i pozbyć się problemu. Ale jednak tego nie zrobiła. Przyjęła go do szkoły podstawowej. Czy uznano, że tam będzie nie do odnalezienia? Że w sumie nic się takiego nie stało? – Nie wiem. Ale wiem, że sytuacji, którą przeszedł z mojej inicjatywy, nie zapomni. Poczucie władzy, kontroli, wizerunek narcyzika-trolla ucierpiały. Chciałby to powtórzyć? – Nie wierzę.

2. Druga sprawa: laska będąca kierownikiem w centrum kryzysowym:

Nawet WatchDog interweniował w tej sprawie. Bezskutecznie. Urząd stwierdził, że nie musi udostępniać jej oceny okresowej, a potem napisał, że takiej nie ma.

Olałam sprawę po tym, jak zamknięto nawet drzwi przed nosem WatchDoga.

Pozostawała mi tylko sprawa cywilna lub karna, tak jak w przypadku nauczyciela-hejtera.

Ostatecznie – zwrócenie się do instytucji nadrzędnej, dlaczego dana osobniczka nie posiada oceny okresowej, skoro jest to wymagane prawem. Ale w sumie czego mogłam się spodziewać w najlepszym wypadku: “Tak, zostało naruszone prawo pod tym względem, ale to nie zmienia faktu, że tej oceny nie ma”.

Opisałam jej zachowanie na tym forum, co wcześniej. Dlaczego? Czy to nie jest śmieszne? -Bo narcyzików takich jak ona i ten powyżej takie coś tylko rusza – jak się ich pokaże palcem i przedstawi, co nawywijali. Że się nie godzi, aby taka osoba w ten sposób tak się zachowywała.

Co ona robi teraz? – Założyła sobie fanpage na Facebooku, w której garstka osób chwali ją pod niebiosa, pieczętując pięcioma gwiazdkami. Żenujące. Znaczy – publiczne ściągnięcie jej maski działa. Teraz stara się przywrócić sobie swój dawny blask. Taki właśnie plastikowy blask. Nie pracuje na szczęście już w instytucji publicznej.

3. Trzecia sprawa: cwaniaczka akademicka nękająca sms-ami o treści zaczerpniętej ze swojego rynsztoka

Skontaktowałam się z adwokatem. Jeśli jeszcze jakiś numer z jej strony się powtórzy, to osobiście wyśle do niej pismo. Być może nawet bezpośrednio do szkoły, w której pracuje.

Ja natomiast jestem gotowa go wyprzedzić. Bo rynsztok pod moim adresem rynsztokiem. Ale rynsztok w szkole i śmierdząca obłuda rozprzestrzeniająca się wśród młodzieży w instytucji publicznej powołanej do jej wychowania i kształcenia to niemała okropność. Mam przygotowany e-mail do dyrekcji. Fajnie by było, gdyby tej baby, zanim rozpocznie się rok szkolny, nie było.

4. Czwarta sprawa: nękanie zza miedzy i wymuszanie zeznań przez policjanta

Oprócz tego, że policja przerzuca na pokrzywdzonego odpowiedzialność za pobicie, to zgłoszeniem nękania tym bardziej nie ma zamiaru się zajmować. No bo za dużo zachodu, ja rozumiem. No cóż – nikt nie powiedział, że to jest takie hop-siup, ale taka praca policjanta, wręcz to obowiązek służbowy. Trzeba przede wszystkim chcieć rzetelnie się tym zająć, zaangażować. Nie ma co się dziwić, że oczekuje się profesjonalizmu. Ochrony. Pomocy. A tu przykład, jak brutalnie można się zderzyć z rzeczywistością. Oberwać po raz drugi. Ze strony, od której w ogóle nie powinieneś się tego spodziewać. Ale do której właśnie powinieneś się udać w takich sprawach. W potylicę. Dramat. Ręce opadają. Nie wiem, jak to nazwać, bo przychodzą mi tylko niecenzuralne określenia, których nie będę tu przytaczać.

Sprawa w toku. Przygotowywane są pisma. Jasne, że sprawa trafi do sądu.

Co łączy te wszystkie sprawy? Dlaczego jest to przemoc instytucjonalna?

Cechy wspólne: wymuszanie, zaniechanie, znieważanie i pozostawianie pokrzywdzonego samemu sobie (wiktymizacja) przez osoby będące w strukturze instytucji, które zostały powołane do pełnienia konkretnych funkcji prospołecznych (pomocowych). Osoby te są przekonane, że nie będą ponosić żadnych konsekwencji swoich czynów. Prowadzi to w konsekwencji do dalszej wiktymizacji osoby pokrzywdzonej (wiktymizacja wtórna w następstwie braku pomocy). Pokrzywdzony nie wierzy, że ktokolwiek w takiej sytuacji jest w stanie mu pomóc i nie podejmuje już żadnych kroków na rzecz poprawy swojej sytuacji. Staje się jeszcze łatwiejszym obiektem przemocy.

Kodeks Karny:

Art. 191. Zmuszanie do określonego zachowania, zaniechania lub znoszenia

§ 1. Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Zaniechanie:

Art. 2. Odpowiedzialności karnej za przestępstwo skutkowe popełnione przez zaniechanie podlega ten tylko, na kim ciążył prawny, szczególny obowiązek zapobiegnięcia skutkowi.

Interpretacja zaniechania: “popełnienie czynu karalnego poprzez niepodjęcie działania prawnego oczekiwanego przez ustawodawcę”.

Nękanie – inaczej stalking:

Art. 190a. § 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność,
podlega karze pozba­wienia wolności do lat 3.

Refleksja. Czyli jak bardzo jesteśmy w d* i czy coś jeszcze możemy zrobić

Jak widać na przedstawionych przykładach, w naszym otoczeniu są instytucje publiczne stanowiące źródła przemocy. Nie jest to żadna nowość, ale nowością jest mówienie o tym i dochodzenie sprawiedliwości w tym zakresie. Osoba pokrzywdzona, nie dość, że musi bronić się przed napastnikiem, to jeszcze jest zmuszona użerać się z instytucją wyznaczoną do pomocy, która chce zamieść sprawę pod dywan.

To zachowanie, którego można doświadczyć w osobistym kontakcie nie bierze się znikąd. To zachowanie kształtowane jest od dłuższego czasu: poprzez warunki, z których dana osoba się wywodzi i w których przebywa: warunki funkcjonowania danej instytucji w połączeniu z warunkami społecznymi, od dziecka. W ten sposób powstają pewne przekonania, które determinują dane zachowanie. Te warunki to jest świetna pożywka dla podtrzymywania przemocy. Właśnie o to chodzi przemocowcom. A jest tak, bo wielu jest ich w społeczeństwie i zbyt słaba jest reakcja, aby się im przeciwstawiać.

W jakim świecie żyjemy, skoro ludzie domagający się sprawiedliwości, wolności, godności, prawdy są wiktymizowani i to przez ludzi zatrudnionych w instytucjach, które te wartości mają zapewnić? Ludzi, którzy mają stać na straży tych wartości. Bo do tego zostali powołani. Powołani z pełnym zakresem odpowiedzialności w służbie cywilnej. Są funkcjonariuszami publicznymi, są członkami służby cywilnej. Od tego nie ma zwolnień – to nie jest tak, że jak przychodzisz do domu, ściągasz buty i zakładasz kapcie to przestajesz być policjantem i nauczycielem. Jesteś nim ciągle. W dzień i w nocy. Bo to jest służba. Odpowiedzialność: do tego trzeba być dojrzałym emocjonalnie i społecznie. Jestem “za” przeprowadzaniem testów takiej dojrzałości w korpusie służby cywilnej i weryfikowaniem osób poprzez cykliczne sprawdziany i oceny. Bo to zbyt duża odpowiedzialność, aby powierzyć to byle komu. No ale jest inaczej. To też z powodu mianowania. W praktyce przyjęło się, że jeśli ktoś już jest mianowany, to jest nie do ruszenia.

My też słabo się staramy. Za łatwo się poddajemy. Zbyt szybko odpuszczamy. Boimy się. Żeby czasem ktoś nam nie zarzucił, że się czepiamy, że jesteśmy roszczeniowi, agresywni albo wredni w sprawach, o które mamy prawo walczyć i moralny obowiązek. “Bądź mądrzejszy – odpuść”. “Po co ci to było?” “Zgódź się i będziesz miał spokój” “Co się będziesz kłócić?”. A niektórym tylko w to graj. I dalej taplamy się w tym samym bagienku. Status quo zachowane. Nic się nie zmienia.

Są tacy, jak widać, którzy mają gdzieś jakąś tam odpowiedzialność, ale afiszują się, że są z “tych”. Dla nich największą wartością nie jest możliwość pomocy, ale poczucie władzy, kontroli, wizerunek i święty spokój, co by się nie narobić. Bo niska pensja. Bo inni tak robią, to i ja dam sobie prawo do postępowania w ten sposób.

A co mają powiedzieć organizacje pozarządowe? – najbardziej żywe tkanki, które mają największy potencjał do zmian na lepsze w społeczeństwie i angażujące swoje zasoby w znacznych ilościach – czasu, umiejętności, wiedzy – niejednokrotnie darmo lub półdarmo? A mimo to im się chce. Bo znają swoją wartość. Rozumieją swoją misję i rolę.  Ale i tą ich działalność się utrudnia. Właśnie im – tym walczącym o lepsze życie. Czyż to nie absurd? I właśnie robią to zapieczone w sobie instytucje. Dokonywane to jest przez osobniki leniwe i niedowartościowane. Przez skrajny konformizm. Czy to chodzi o zazdrość, czy o to, że są postrzegane za nienormalne, śmieszne, takie “frajerskie”? A może to prawda boli? Może są solą w oku, demaskując fałszywość i patologię w społeczeństwie, która obejmuje również instytucje publiczne? Wyrzutem sumienia? Zatem trzeba je uciszyć, co by z samym sobą się nie skonfrontować. Bo to – no cóż – trudne. I średnio przyjemne. A my lubimy odnosić wrażenie, że wszystko jest w porządku.

Nie twierdzę, że wszystkie osoby w instytucjach publicznych takie są, bo to nieprawda. Znam wartościowych nauczycieli i policjantów oraz urzędników. Ale piszę akurat o takich, którzy tylko szkodzą tym, z kim się zetkną, a posiadają etykietkę “służba” i tym szpanują. I niestety tych też “trochę” jest, jak widać. Pod tą etykietką jest pustka. Takie osoby w ogóle nie są zdolne do jakiejkolwiek współpracy i zaangażowania. A weźmy jeszcze pod uwagę przypadki, że nikt nie ocenia rzetelnie ich pracy i przydatności. Bo nie trzeba. Bo to znajomy. Bo nikogo lepszego na to stanowisko się nie znajdzie. Bo za dużo pracy.

Tylko jakiej pracy? Efektywnej? Zgodnej z wyznaczonymi funkcjami?

Ech.

Jakie należy stosować środki w przypadku przemocy instytucjonalnej?

– Takie jak w przypadku walki z narcyzem. Czyli ujawniamy wydmuszkę władzy, tchórzostwo, lenistwo, nadużycia, wymuszenia, zdejmujemy mu maskę. Ważna tu jest dokumentacja i pisma. I nie dajemy sobie żadnego świństwa wcisnąć. Nie pozwalajmy sobie na traktowanie siebie jak kubła na śmieci, do którego taki osobnik może nawrzucać wszystko to, co jest dla niego niewygodne i po czym chce sobie otrzepać ręce. Nie pozwól sobie na bycie ofiarą. Instytucje publiczne są dla ludzi, tak jak prawo jest dla ludzi, a nie na odwrót. Za służbę w społeczeństwie otrzymuje się wynagrodzenie, więc skoro nie byłoby komu służyć, to nie byłoby wynagrodzenia.

Pamiętaj, że przemoc instytucjonalna to nie tylko przemoc ze strony ludzi z instytucji publicznych, ale przemoc stosowana przez różne grupy i organizacje. A dokładnie: przez konkretne osoby z tych organizacji w sprzyjających ku temu warunkach. Mogą to być więc zarówno instytucje publiczne i prywatne, jak i społeczności. Przemoc może się odbywać w wewnętrznych strukturach (mobbing), jak i w stosunku do osób z zewnątrz. Jednak w obu przypadkach można stwierdzić, że ma się do czynienia z pewnym układem, w którym jednostka nie ma wsparcia, ale za to jest świetnym obiektem do bycia kozłem ofiarnym lub po prostu jest z pewnych względów niewygodna. Poza tym przyzwalanie, milczenie, to też przemoc. Można więc śmiało powiedzieć, że sami sobie gotujemy ten los: przemoc stosowana jest przez społeczeństwo.

Przerywajmy zamknięte samonapędzające się koła sprzyjające przemocy. Wpuszczajmy światło do zamkniętych układów, których utrzymywanie jest wygodne dla tych, którzy sieją nienawiść, uprawiają swoje wygodnictwo i podtrzymują swoją frustrację, mając kompletnie w nosie to, że wyrządzają w ten sposób krzywdę innym. Krzywdę, po której ktoś może już się nie podnieść. Krzywdę, po której Ty możesz się już nie podnieść.

Walcz z tym. Zaangażuj się. Nie milcz. To dotyczy każdego, w tym Ciebie, więc nie może być tak, że problemem przemocy zajmują się tylko jednostki w imieniu całego społeczeństwa, które siedzi i czeka, aż ktoś coś zrobi. Albo rozgląda się, na kogo by tu przerzucić odpowiedzialność. Dołącz do tych, którzy walczą.

Reaguj. Wtrącaj się w to. Właśnie dlatego, że to sprawa publiczna. Czyli dotyczy całego społeczeństwa. Dotyczy nas wszystkich.


Z cyklu “Przemoc Instytucjonalna”:

  • Tu poczytasz, co zrobić, gdy szukasz sprawiedliwości po doświadczeniach w przemocowym związku, a publiczne instytucje “pomocowe” rzucają Ci kłody pod nogi:
  • A tu o tym, jak wygląda “pomoc” w jednym z Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie, a dokładnie w Specjalistycznym Ośrodku dla Ofiar Przemocy:

8 thoughts on “Przemoc instytucjonalna. A co to takiego i co możesz zrobić?

  1. Random

    Oczywiście, zwłaszcza jak granicą jest tętnica szyjna i scyzoryk do niej przyłożony. 😉 Życząc Ci siły nie twierdzę że jej nie masz 🙂 to tak jak z życzeniami zdrowia na urodziny 😉 no to co? Może lepiej skuteczności w ruszaniu zatęchłych układów? 🙂

    Reply
  2. Random

    Ale ja wierze w moc życzeń i w moc dobrych słów (i czynów) 🙂 i w prawników chyba wypadałoby zacząć wierzyć….

    Reply
    1. Katarzyna Płatnerz Post author

      Trochę czasu mi zajęło, aby znaleźć dobrego prawnika: znaczy w odpowiedniej proporcji jakość/cena i nienabzdyczonego. Takiego, z którym można naprawdę pogadać, siedzi w przepisach i powie mi na wyrywki. I doradzi jeszcze sam od siebie – po prostu po ludzku. Zatem wiem, że tacy istnieją.

      Reply
      1. Random

        Ale jak to przeczytałam to mi się włos zjerzył na głowie bo myslałam że tylko ja mam pecha. I taka opcja byłaby dla mnie milsza, mogłabym dalej wierzyć, że istnieje gdzieś lepszy świat. Jak widać patologia to norma. Jakkolwiek to ostatnie zdanie brzmi heh. W sytuacji z gwałtem sprawę zamiótł pod dywan a jakże:facet, na stanowisku. Pomogła jedynie kobieta, wychowawczyni. Jak się po 2 latach okazało nieskutecznie ale przynajmniej miała dobre intencje. Także tak, ludzie chyba najbardziej sobie cenią święty spokój. Tylko czy byliby tak święcie spokojni gdyby sprawa dotyczyła ich?

        Reply
  3. Random

    Jesu, ale wiesz co Katarzyno? Internet psuje krew. Ludziom w internecie puszczają naturalne hamulce. Nie widzą tej drugiej osoby i jadą. Dlatego ja trzymam dystans. Chyba że o coś faktycznie walczę to licze się z hejtem. Oprócz tego internet objawia prawdę o nas jako o ludziach. Żeby nie oszaleć trzeba mieć nie tylko wiedze psychologiczną ale też silną psychikę. Ja mam ale przez to napytałam sobie już nie raz biedy i podziekuję .Ze środowisk przemocowych i układów się wycofuję dlatego jestem biedna. Historia z mojego życia: miałam kiedys do czynienia w szkole z próbą gwałtu. Ja jestem silna baba(fizycznie) i się obroniłam. Doniosłam gdzie trzeba, zamieciono pod dywan. Szkołę opuściłam. Za dwa lata w radio usłyszałam że do gwałtu w tej samej grupie doszło. Do tej pory żałuję że nie zgłosiłam się jako świadek ale miałam za dużo na głowie żeby się jeszcze w to angażować. Środowisko akademickie to najgorszy układ jaki widziałam gdziekolwiek. Hipokryzja, ręka rękę myje. I głupota. Trafiłam do grupy przemocowej również w pracy. Jako iż jestem pyskata przemoc zwalczałam przemocą, głównie słowną. Dało mi to pewną radochę ale cholernie zmęczyło. Co ciekawe była to jedyna skuteczna metoda żeby w grupie panowała jako taka równowaga. Szef narcyz był “ponad to”. Odleciał w przestworza swej zajebistości i za wroga upatrzył sobie mnie. Zresztą nie tylko mnie. Był narcystycznym paranoikiem. A teraz? teraz zastanawiam się czy nie podać takiego mistrza manipulacji do sądu…jeszcze się zastanawiam…bo w ileż gówienek w życiu można wdeptywać. Ja mam pecha. Wyglądam na miłą dziewczyne i takie typki do mnie lgną. A to że mam mało inteligentny wyraz twarzy nie znaczy, że jestem głupia. Autorce życzę siły! Takiej spokojnej siły.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.