24 lipca, 2021

Kogo oburza zrywanie kontaktów z toksycznymi przemocowymi rodzicami i czy to ważne?

Źródło: Pixabay.

Ku refleksji oburzonych, którzy tu wchodzą i się nie wstydzą.

I nam pozostałym, aby rozpoznawać innych, skłonnych do ukrywania przemocy.

Wczoraj odebrałam maila z prośbą o zatwierdzenie komentarza. Od początku istnienia tego bloga otrzymałam dotąd ze dwie-trzy wiadomości w tym guście, więc w zasadzie można się cieszyć i stwierdzić “nie było tematu”. Ale jednak postanowiłam zrobić z tego temat. Bo ważny i myślę, że jakieś oddziaływanie będzie miał. Coś tam poruszy.

Piszę tu, na blogu, ponieważ postanowiłam pokazać światu ten komentarz. A do tego nie jestem pewna, co do prawidłowości adresu mailowego, który został podany wraz z komentarzem. Chciałabym mieć natomiast pewność, że przekazując mailowo w pełni informację zwrotną, trafi ona do odpowiedniej osoby. A takiej 100% pewności właśnie nie mam. Aczkolwiek biorę też pod uwagę i to, że został podany właściwy adres użytkowniczki. Niestety. Czemu niestety? – O tym w dalszej części.

Zatem czytelniczka, jeśli po raz kolejny będzie chciała odwiedzić niniejszego bloga (w sobie tylko znanym celu), to będzie mogła się zapoznać z odpowiedzią właśnie tutaj.

Komentarz został zamieszczony pod postem o nieutrzymywaniu relacji z toksycznymi przemocowymi rodzicami tutaj, a brzmi ów komentarz w całości następująco:

Jakie proste rozwiązania: źli, toksyczni rodzice, biedne eteryczne dzieci Naprawdę? Może dzwonią i pytają bo inaczej nie umieją okazać troski? A na tym blogu tylko: zabić, zabić, zabić
Myślała pani o psychoterapii? Przepracowanie traum, sztuka wybaczania, takie sprawy

Koniec komentarza.

Nie wiem, co dokładnie jeszcze Szanowna Czytelniczka czytała na tym blogu, bo umiejętności pisania horrorów nie posiadam (chyba że z życia wzięte). Nie wiem też, jak czytała (skoro rzeczonego wpisu nie zrozumiała). Ale przede wszystkim nie wiem, jak takie w swoim rodzaju merytoryczne treści bez uprzedzeń i swoje celnie postawione diagnozy chciała tu koniecznie zamieścić, zatwierdzić i swoje podejście światu obnażyć, skoro ten blog wzbudza w niej takie oburzenie.

Może odpowiem pytaniem na pytanie. I pozadaję trochę innych pytań ku refleksji owej Pani i jej podobnym. A nam pozwoli to przeanalizować podejście takich osób do kwestii zrywania kontaktów z nękaczami.

  • Czy szanowna Pani sama myślała o własnej psychoterapii?
  • Jeśli o mnie chodzi, nie mam z tym żadnego problemu i niejednokrotnie polecam innym, którzy również nie mają z tym żadnego problemu. Psychoterapię własną muszą również przejść psychoterapeuci, aby być dobrymi psychoterapeutami, a następnie systematycznie poddawani są superwizji, aby być jeszcze lepszymi. Pani najwyraźniej nie zauważyła, że ten blog dotyczy również kwestii psychoterapii, choćby poprzez wskazywanie kontaktów, gdzie udzielana jest taka pomoc. Zastanawiam się, czy Czytelniczka ma z tym jakiś problem? Bo odnoszę wrażenie, że chciała to sformułowanie użyć jako obelgę.
  • Jak Pani trafiła na ten blog i po co?
  • Sam fakt wizyty Pani wskazuje, że trafiła ewidentnie pod zły adres, bo treści nie są dla niej. W jakim więc celu owa Pani się na nim znalazła i tu została? W poszukiwaniu czego, skoro treści znajdujących się na nim Pani nie akceptuje i nie przyswaja i skoro tak się nimi bulwersuje? Po co, skoro nie chce rozumieć, czym jest przemoc, jakie działania to działania toksyczne? Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że taką swoją postawą wyrażoną w komentarzu Pani im sprzyja i pozostawienie takiego komentarza uznała za ważne. Co chciała tym osiągnąć?
  • Pani pisze, że na tym blogu jest “tylko zabić zabić zabić”
  • Przyznam, że zabiła mnie tym stwierdzeniem. Kogo, co zabić? Nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek treściach o zabijaniu na tym blogu, a sama je piszę i hakera chyba nie mam. Jestem bardzo ciekawa, które to treści Pani w ten sposób odbiera. Jeśli takie są, to proszę o pozostawienie linków w komentarzu. Zastanowimy się nad tym.
  • Pani pisze o jakichś rozwiązaniach, nazywając je: “źli, toksyczni rodzice, biedne eteryczne dzieci”.
  • To są jakieś rozwiązania? Chodzi o sam taki podział, tak? Takie cyniczne przedstawienie problemu jest Pani sposobem na co? Drwienie z osób (dzieci) pokrzywdzonych przemocą czemu ma służyć? Zastanawiam się, czy Pani w ogóle wie o czym pisze? I bez względu na to, czy Pani wie, czy nie wie, to czy Pani nie wstyd?
  • Pani poleca przepracowanie traum w związku z opowiadaniem o swoich przemocowych doświadczeniach z rodzicami, o sztuce wybaczania i “takich sprawach”? (bardzo merytorycznie, swoją drogą…)
  • Czyich traum? Moich? Kogoś innego? Jest Pani specjalistą w tym zakresie? O sztuce wybaczania? – Kto i co ma wybaczyć? Komu? – czyżby dzieci rodzicom stosującym przemoc? A może ja swoim rodzicom? Ktoś Panią prosił o rady? Ale skoro temat się pojawił, to zapraszam do dyskusji na temat przepracowywania traum. Może być w komentarzu. Pani może zacząć.
  • Pani kompletnie nie dopuszcza do siebie, że to indywidualna sprawa, czy ktoś zdecyduje się na wybaczenie komukolwiek zadanych krzywd. A widać, że Pani tego oczekuje i bardzo by chciała. Zapomnieć to by było najprościej, o to chodzi? Po co drążyć temat, to niewygodne. A gdzie Pani odpowiedzialność? Dlaczego Pani tak na tym wybaczeniu zależy? Jeśli chodzi o mnie, to wybaczyłam swoim rodzicom. Ale wybaczenie nie jest równoznaczne z puszczeniem w niepamięć. Swoją drogą, jest nawet wpis o wybaczaniu na tym blogu (tutaj). Jakie to by było dla niektórych komfortowe takie puszczanie im wszystkiego w niepamięć, nie? Nie trzeba by było ponosić odpowiedzialności. A jeszcze najlepiej jakby się udało wytrzeć komuś z pamięci, to co się wydarzyło. Albo niech idzie w końcu i coś zrobi ze swoimi traumami, bo męczy tym swoim gadaniem sprawców. Brawo za pomysł, ale już oklepany jest. Bardziej za odwagę, żeby głosić jeszcze takie hasła mniej lub bardziej bezpośrednio. Dramat.
  • Pani postawiła diagnozę, że rodzice przemocowi wydzwaniają, bo się martwią.
  • Osoby toksyczne, przemocowe, nękacze dzwonią i pytają swoje ofiary o co? Jak mogą się zmienić? Nie. Natomiast tak, martwią się – bo im osoba, którą mogą wykorzystać, się wymyka.
  • Pani jednak wie lepiej. Wie nawet, po co moi rodzice do mnie dzwonili i poczuła się zobowiązana, aby mi to wyjaśnić.
  • Proponuję Pani i jej podobnym doedukować się w tej materii przemocy i toksycznych związków – wiedzy jest pod dostatkiem i kompletnie nie musi to być mój blog. Choćby po to, żeby sama Pani nie stała się ofiarą przemocy i żeby nie sprzyjała nieświadomie przemocy wobec innych. Bo mam jeszcze nadzieję, że świadomie Pani tego nie robi.
  • Jeszcze raz: Biedne, eteryczne dzieci. Naprawdę?” – nie miała skrupułów owa Pani tak napisać
  • Ma Pani pretensje do dzieci, że czują, to co czują? Do ofiar przemocy? Jest Pani zbulwersowana tym, że zgłaszają się po pomoc w związku z doświadczaną przemocą ze strony rodziców i że o niej mówią? Zgroza. Jest Pani zgorszona tym, że mówią, co zrobili, aby znowu nie władować się w przemoc? Ma Pani pretensje do dorosłych, którzy decydują o tym, z kim będą utrzymywać relacje, a z kim nie? A za kogo Pani się uważa, aby o tym decydować? Co Pani do tego, że ktoś postanawia zerwać kontakt z kimś, kto go wykorzystuje i nęka? Ale widać, że jest to Pani nie na rękę. Stanowi dla Pani zagrożenie? Jakieś nieprzyjemne Pani ma w związku z tym doznania? Boi się Pani czegoś w związku z tym? Sumienie gryzie? Polecam Pani i jej podobnym się nad tym zastanowić i wyciągnąć wnioski.


Fajnie by było, gdyby Pani zajęła się własnym życiem i żyła po swojemu, nie narzucając nikomu jak kto ma żyć i co ma ze swoim życiem zrobić. A jak Pani go nie ma, to je sobie zorganizować bez osób toksycznych. Świat byłby o wiele piękniejszy i mniej na nim przemocy. No chyba że Pani takie osoby toksyczne lubi i lubi Pani doznawać przemocy, ale to już Pani prywatna sprawa. Jakkolwiek wskazane jest takiego swojego postrzegania innym nie narzucać i nie starać się odbierać innym możliwości wyboru funkcjonowania w zdrowych, pozbawionych toksyn warunkach.

Adres mailowy, jaki owa Pani podała, sprawdziłam w Internecie. Jeśli Pani rzeczywiście jest lekarką (internistką), to jestem podwójnie zażenowana jej komentarzem. Jeśliby jednak podała przypadkowy i tak wyszło, to również. Jakkolwiek nawet adres IP wskazywał miasto, w którym mieści się jej gabinet lekarski… Przykre to i współczuję. Życzę Pani, sobie i nam wszystkim, aby takim osobom jak Pani zmieniło się postrzeganie. A postrzeganie zmienia się przez wiedzę i chęć poznania. Zatem to Pani decyduje, jak będzie żyła. Tak jak każdy z nas.

[Aktualizacja: 30.05.2021]:

Ponieważ Pani wyczuła zapewne, że nie wskóra nic poprzez swoje komentarze na tym blogu (zamieściła dwa, ostatni znajduje się pod tym wpisem), postanowiła stoczyć ze mną walkę 1:1 mailowo. W tym celu “odpowiedziała” mailem, którego treść znajduje się poniżej.

Nie mam zamiaru przedłużać tej sprawy. Myślę jednak, że warto się przyjrzeć treści tego jej maila w celach naukowych, jak dotąd, ponieważ służy ta treść kolejnej manipulacji. Traktuję to jako element swoistego case study do rozpoznawania manipulacji przez osoby, które chcą ukryć coś niewygodnego dla siebie, co zrobili względem kogoś innego i przerzucić odpowiedzialność za swoje zachowania na inną osobę, co by nie ponosić odpowiedzialności.

Pani otrzymała ode mnie ostatnią odpowiedź na tego jej maila, która także w żaden sposób nie była obraźliwa, wbrew temu, co ta Pani stara się insynuować na tym blogu. Została przy tym przeze mnie poinformowana, że zakończyłam z nią dyskusję. A ponieważ nie chciało mi się wierzyć, sądząc po jej zachowaniu zmierzającym ku temu, aby przeforsować swoją niezdrową wersję za wszelką cenę, że rzeczywiście zakończy dyskusję, więc przygotowałam specjalny folder w skrzynce mailowej, do której będą wpadać maile od niej pochodzące i będą sobie tam leżeć nieodczytane do ewentualnego wykorzystania w przyszłości.

No i taka wiadomość tam się znajduje nieodczytana. Podejrzewam jakkolwiek, że czytając teraz ten tekst, wpadnie na pomysł wysyłania wiadomości z innego adresu mailowego lub w inny sposób będzie chciała mi narzucić swoją wersję. Ale wtedy to już podejmę kroki prawne.

A oto pełna rzeczona treść jej maila:

Merytoryczna, dojrzała wypowiedź:

Ludzie są zwyczajni. Matki nie są Mamą Muminka dzieci nie są aniołkami z wielkimi oczami. Zrywanie kontaktów MOŻE boleć osoba, z którą się zrywa MOŻE być niepotrzebnie okrutna. Czasem nie ma wyjścia - trzeba rozstać się z przemocowym rodzicem/dzieckiem (tak, dorosłe dzieci potrafią takie być). Brakuje mi w Pani blogu empatii. Dla rodziców. 

Pozdrawiam ciepło
MC

No to zaczynamy.

  • “Merytoryczna, dojrzała wypowiedź”

Pani jest tak bardzo przekonana o swojej wiedzy i dojrzałości, że nie omieszkała tego zaznaczyć na wstępie. Uznała przy tym, że jeśli nazwie swoją wypowiedź merytoryczną i dojrzałą, to ona taka będzie. Takie proste to jest przecież: wystarczy komuś narzucić, że takie jest, więc takie jest i już.

  • “Ludzie są zwyczajni”

I tu mamy podstawowy błąd myślenia. Nie, ludzie nie są zwyczajni. Ludzie są różni.

  • “Matki nie są Mamą Mumika dzieci nie są aniołkami z wielkimi oczami”

Myślę, że nie ma, a w zasadzie nie powinno być żadnych wątpliwości, że jesteśmy na blogu pod nazwą “Jaksieuwolnic.pl”. Blogu, którego celem jest pomoc w wyjściu z toksycznych, przemocowych relacji. Dosłownie: uwolnienie się z nich. Zatem kompletnie niezrozumiałe jest, dlaczego taki argument (na co?) zamieściła w swojej odpowiedzi. Bo nikt chyba nie kwestionuje tego, że ludzie nie są idealni, mają swoje wady i zalety. Ale my nadal – podkreślam – jesteśmy na blogu antyprzemocowym, a nie mającym na celu udowadnianie, że ludzie są idealni.

Można by było sądzić, że Pani pomyliła blogi. Ale nie pomyliła, bo twierdzi w swoich komentarzach, że zapoznała się z nim. To jej powyższe stwierdzenie ma zatem na celu dalsze mydlenie oczu, odwracanie kota ogonem i przerzucanie odpowiedzialności za przemoc na dzieci, w tym dorosłe dzieci, aby rodzica wybielić. Wskazuje bowiem, że zachowanie toksyczne, przemocowe rodzica, a dokładnie matki (zaznaczyła to owa Pani, a więc można stwierdzić: “to tu jest pies pogrzebany”) wobec dziecka jest tłumaczone przez nią tym, że przecież “Matki nie są Mamą Muminka” (czyli taką niby zawsze ciepłą, spokojną, serdeczną i zawsze otwartą na potrzeby dzieci). Swoją drogą skąd owa Pani wie, że takich matek nie ma? Jakkolwiek, jak wynika z jej wpisu, Mama Muminka jest dla niej ideałem matki.

Z kolei “dzieci nie są aniołkami z wielkimi oczami”. No nie są. I nikt nie wymaga od nich, podobnie, jak od ich matek, aby takie były. Ja natomiast w tym jej wpisie odczytuję to tak: “skoro dzieci nie są aniołkami z wielkimi oczami, to matki nie muszą być Mamą Muminka”. No i okej, bo nikt od obu stron tego wymaga. I na tym temat powinien się zakończyć.

Ale nie. Owa Pani uważa, że na tym blogu forsuje się taki punkt widzenia, w którym matki mają być idealne, pomimo tego, że dzieci nie są. Nie wiem, gdzie to wyczytała, ale po raz kolejny tak odbiera te treści na tym blogu. Uważa, że matki są obarczane winą za to, że nie są “Mamą Muminka”. Inaczej: odbiera te treści jako krzywdzące dla siebie, ponieważ nie jest “Mamą Muminka”. Natomiast jeszcze raz: nie piszę na tym blogu o “Mamie Muminka”, tylko o rodzicach, w tym matkach, którzy stosują przemoc wobec swoich dzieci, w tym wobec dorosłych dzieci. Z kolei owa Pani, poprzez swoje własne filtry odbiera to tak, że matki stosujące przemoc, nie są “Mamą Muminka”. A że “Mamą Muminka” być nie muszą, więc tą przemoc w jakiekolwiek postaci stosować mogą. Tym bardziej, że dzieci też “nie są aniołkami z wielkimi oczami”. Takie oto zawoalowane usprawiedliwianie przemocy wobec dzieci. Jestem pod wrażeniem.

  • “Zrywanie kontaktów MOŻE boleć osoba, z którą zrywa MOŻE być niepotrzebnie okrutna”

To w sumie zabawne, że Pani ma zamiar “uświadamiać” osoby myślące i umiejące właściwie odbierać rzeczywistość, młodzież i dorosłych, że zrywanie kontaktów MOŻE boleć.

A czy ktoś nie doświadczył kiedyś zerwania? Czy to jest przyjemne? Według mnie, nie jest. Wymaga poskładania się emocjonalnego, regeneracji psychicznej i czasu na akceptację tego faktu. Ale nikogo do tego kontaktu zmusić nie można, nie można zmusić do lubienia i kochania kogokolwiek. I myślę, że warto sobie z tego zdać sprawę, niż łudzić się, że jest inaczej.

Jeśli z kolei to my podejmujemy decyzję o zerwaniu kontaktów z osobą, której nie kochamy czy z osobą, która jest wobec nas toksyczna i stosuje przemoc, to w imię czego należy stawiać ewentualne cierpienie sprawcy w następstwie zerwania kontaktu z nim przez osobę krzywdzoną nad zdrowiem i życiem tej osoby krzywdzonej? Żeby przemocowiec nie czuł się pokrzywdzony? Że to niby będzie okrutne dla niego? No tak, nie będzie przecież miał kim się dowartościowywać. W ten sposób odbiera mu się przecież “zabawkę”. A w zasadzie, to według niego, “zabawka” się zepsuła, bo przestała spełniać już swoje funkcje, do pełnienia których została przez niego zaprogramowana, i będzie przez to zły. A złość to bardzo trudna emocja, sprawiająca dyskomfort. Odejście owej “zabawki” jest również ujawnieniem tego, że relacje między nimi były złe. Zatem nie można takich rzeczy robić przecież przemocowcowi, a już w szczególności przemocowemu rodzicowi.

Cóż za patologiczny egoizm. Brak słów.

Pani nie przerobiła ewidentnie lekcji dotyczącej zdrowych, wolnych od przemocy relacji międzyludzkich i z jej zachowania nie wynika, że ma w ogóle taki zamiar. Przecież wie lepiej.

  • “Czasem nie ma wyjścia – trzeba rozstać się z przemocowym rodzicem/dzieckiem (tak, dorosłe dzieci potrafią takie być)”

Można by było powiedzieć: skoro tak, to w czym problem? Dlaczego w ogóle zaczęła atakować ten blog?

Ale z zachowania owej Pani wynika, że sama będzie własną miarą dokonywała oceny, kiedy to jest to “czasem”.

Myślę jednak, że najważniejszą częścią tej wypowiedzi jest jej druga część: “(tak, dorosłe dzieci potrafią takie być)” i że w związku z tym również czasem trzeba się z nimi rozstać.

I to już jest zastanawiające i niepokojące.

Bo jeśli chodzi o niesamodzielnie dzieci, to pozostawianie ich przez rodziców, w tym także emocjonalne opuszczenie, jest czymś okropnym i świadczy o tym, że rodzic nie posiada dojrzałości do brania odpowiedzialności za swoje dzieci. W takim wypadku w ogóle nie powinien ich mieć. Ale jeśli ma, to tu nie ma żadnej wymówki, że dziecko zachowuje się – w ocenie rodzica – źle. Rodzic jest od tego, aby dojść do przyczyn tego zachowania, nawiązywać pozytywną relację z dzieckiem i utrzymywać ją, zapewnić opiekę, ochronę i bezpieczeństwo oraz właściwe wychowanie z poszanowaniem granic dziecka, jego uczuciami i potrzebami, poszanowaniem granic innych osób i takich zdrowych zasad współżycia społecznego. A nie oczekiwać od dziecka, że będzie spełniać roszczenia rodzica i będzie miłe, gdy jest krzywdzone.

Natomiast jeśli chodzi o dorosłe dzieci, które stosują przemoc, to warto sobie zadać pytanie, jak przebiegało dzieciństwo tego dorosłego. Bo zwykle jest tak, że dziecko, które stosuje przemoc wobec rodziców doświadczało wcześniej tej przemocy z ich strony. Zostało więc przez nich nauczone tej przemocy. Mogło też być wychowywane w warunkach braku poszanowania granic innych osób z jednoczesnym przyzwalaniem mu na wszystko. Zatem w takich warunkach też nie ma się co dziwić, że będzie stosować przemoc wobec swoich rodziców, skoro rodzice na nią przyzwalali.

Ponadto, co niektórzy nazywają przemocą wobec rodziców zachowania dziecka, które w rzeczywistości są tylko jego sposobem obrony przed nimi.

Jakkolwiek, to, że dziecko stosuje przemoc lub “przemoc” ma swoje źródła w jego dzieciństwie i wychowaniu, za które odpowiedzialni są rodzice. I nie ma zmiłuj. Co zasiejesz, to zbierzesz. A próby zwalania całej odpowiedzialności za – w ocenie rodziców – złe ich traktowanie na dzieci jest po prostu wyrazem dalszego braku dojrzałości i braku odpowiedzialności tych rodziców, braku samokrytycyzmu i autorefleksji. Podczas gdy mieli dużo czasu na to, aby się rozwinąć i coś zrobić, aby relacje te naprawić. Natomiast woleli cały czas żądać czegoś na swoją rzecz, nie dając nic zdrowego w zamian, albo dając tego w ilości szczątkowej.

“Brakuje mi w Pani blogu empatii. Dla rodziców”

To bardzo ciekawe. Bo jeślibym nie miała empatii dla osób doznających przemocy, to ten blog by nie powstał. A osobami doznającymi przemocy są zarówno osoby, które rodzicami nie są, jak i te, które nimi są.

Jeśli natomiast chodzi o wykorzystywanie empatii (bo odnoszę wrażenie, że to o to chodziło), to już jest ina sprawa. Nie pozwalam na wykorzystywanie mojej empatii osobom toksycznym, przemocowym, narcystycznym. I nieważne, czy to jest rodzic, czy nie i również o tym piszę na blogu, aby na to nie pozwalać.

Osoby uwikłane w relacje przemocowe, to osoby zwykle bardzo empatyczne, dla których ta empatia okazała się zgubna, bo nie dość, że taka osoba toksyczna, która ją przetrzymywała w relacji, korzystała z tej empatii, nie dając nic w zamian, to jeszcze ją wyniszczała. Z tego morał, że każdy z nas ma wolną wolę, jak będzie rozporządzał swoją empatią. Natomiast zarzucanie, że obnażanie przemocowych zachowań ze strony rodziców wobec swoich dzieci i bronienie się dzieci przed nimi jest wyrazem braku empatii, jest po prostu dowodem na to, że owa Pani nie wie, czym jest empatia. Wygodnie jest jej natomiast, gdy taka osoba empatyczna dostarcza wszystko co najlepsze poprzez to emocjonalne połączenie, jakim jest empatia, swoim rodzicom. Czyli w praktyce: aby taka relacja toksyczna z rodzicami była podtrzymywana, bo inaczej… będziesz nazwany osobą pozbawioną empatii.

To tak samo jak ci sami rodzice, a także i inne osoby toksyczne, nazywają egoistami osoby, które chcą w końcu zająć się swoimi sprawami, zamiast ciągle poświęcać im swój czas i uwagę. Takie toksyczne osoby nie chcą brać pod uwagę, że ktoś inny ma swoje sprawy, własne dzieci, rodzinę, pracę i chęć odpoczynku, a także że samodzielnie myśli. To zarzucanie braku empatii czy egoizmu jest ich projekcją i obnaża ich samych.

“Pozdrawiam ciepło” MC

Teraz pytanie na koniec: co może być złego w takim sformułowaniu? Generalnie nic.

Ale jeśli już się weźmie pod uwagę całokształt zachowania owej Pani na tym blogu i w skrzynce mailowej na podstawie jej komentarzy i wiadomości, to zauważam, że wykorzystuje moje sformułowania w swojej kontrze i to jest kolejny przykład.

Bardzo często, odpowiadając na Wasze komentarze pod wpisami, umieszczam pozdrowienia “Pozdrawiam ciepło”. Nieraz też stosuję krótkie zdania albo wręcz równoważniki zdań, wplatając je w zdania dłuższe i owa Pani zaczęła również stosować taki styl w kontakcie ze mną. Zwróciłam się do niej “Szanowna Pani”, na co ona w odpowiedzi również napisała “Szanowna Pani”, choć wcześniej takich zwrotów nie używała, dopiero po moim użyciu. Z jej zachowania również w żaden sposób nie wynika, że pozdrawia mnie rzeczywiście ciepło, czy też że ma do mnie szacunek. No i to jest właśnie taki przykład gry owej Pani. Odbijania piłeczki.

Skoro zauważyła, że w komentarzach na blogu nic nie uzyska, a jeszcze pewnie po drodze wpadła w złość z powodu Waszych życzliwych dla mnie komentarzy na blogu, to postanowiła atakować sam na sam.

Skoro nie potwierdzają się w rzeczywistości jej własne opinie, które stara się narzucić, to zaczyna im przyklejać odpowiednie etykiety, w ten sposób starając się wzmocnić perswazję.

Skoro używam pewnych zwrotów świadczących o szacunku do niej jako do osoby, do której piszę, to ona też będzie takich używać, ale w treści będzie zawierać sformułowania, które mają we mnie uderzać i pokazać jak bardzo się mylę. No bo ona też czuje się przeze mnie uderzana.

Skoro poinformowałam już na tym blogu, że jej adres IP poprowadził do jej gabinetu lekarskiego, to przestała wchodzić na stronę z tego samego urządzenia (albo w ogóle).

Skoro napisałam, że kończę z nią dyskusję, to wysłała kolejną wiadomość (bo jak to tak można kończyć z nią dyskusję, skoro to ona chce postawić na swoim).

Taka oto gra. Ale taka właśnie jest w przypadku osób, które nie chcą ponosić odpowiedzialności za swoje błędy i permanentnie przerzucające tą odpowiedzialność na innych, w tym również poprzez zniesławianie i oczernianie, a już w szczególności gdy poczują formalną władzę – czy to rodzicielską, czy kierowniczą. A już w szczególności, gdy obie naraz.

Pani postanowiła schować się pod inicjałami, ale ponieważ IP doprowadził już do jej gabinetu, a ponadto adres mailowy się zgadza, to wiem, kim jest z imienia, nazwiska i funkcji. Natomiast w związku z tym, że pełni funkcję publiczną, to powinna liczyć się z tym, że te mogą być ujawnione. Tym bardziej, jeśli się okaże, że dokonywała wpisów w godzinach pracy, zamiast zajmować się pacjentami. Jeśli jednak nawet nie robiła tego w godzinach pracy, to i tak, z racji pełnienia funkcji publicznej, musi się liczyć z ujawnieniem swoich danych personalnych.

Co dalej?

Z racji tego, że treści komentarzy i wiadomości mailowych owej Pani są niepokojące i trudno jest w związku z nimi liczyć na to, że będzie zgłaszała kiedykolwiek przemoc wobec dziecka ze strony rodziców, do czego jako lekarz jest dodatkowo ustawowo zobowiązana, postanowiłam podjąć odpowiednie kroki formalne w celu wyjaśnienia sytuacji, o których nie będę na razie pisać, bo myślę, że z pewnością informacje na ten temat wykorzysta, aby sprawę tą utrudnić.

Jakkolwiek nie można też kryć autorów niepokojących komentarzy dotyczących przemocy, racjonalizujących i relatywizujących tą przemoc, tym bardziej gdy mają oni do czynienia z ludźmi, wykonując zawody zaufania publicznego. Nie będę zatem kryć podejść owej Pani, które w swoich komentarzach i mailach ujawniła oraz zachowań z nimi związanych. Zatem, mając na uwadze interes społeczny, podaję do wiadomości, że jest to osoba będąca kierownikiem oddziału chorób wewnętrznych w Specjalistycznym Centrum Medycznym w Polanicy Zdroju na dzień publikacji niniejszego wpisu. Ponadto również pracuje w innych ośrodkach zdrowia zlokalizowanych na Dolnym Śląsku, ale głównie w okolicy Kotliny Kłodzkiej. Piszę o tym z pełną odpowiedzialnością.

O ile jeszcze nie doszło do zatajenia przez nią przemocy, to uważam, że lepsza jest profilaktyka.

14 thoughts on “Kogo oburza zrywanie kontaktów z toksycznymi przemocowymi rodzicami i czy to ważne?

  1. Na blog trafiłam przypadkiem, jest publiczny
    Przeczytałam reklamę produktu – bo tym jest ten blog – sprzedaje pani produkt Przerażający, nienawistny
    Proszę sobie teraz dalej dowolnie komentować ad personam

    1. Była Pani ciekawa, czy ten Pani komentarz się pojawi, zadając takie pytanie w przemyślnie skonstruowanym fikcyjnym adresie mailowym “ciekaweczy@siepojawi.pl” A no więc pojawił się, jak widać. I nie wiem, co Pani komentarze mają wspólnego z tym, że ten blog jest publiczny. Bo jak na razie wychodzi, że ma Pani problem z uszanowaniem własności i granic osobistych. Poza tym Pani za niego bynajmniej nie płaci. Jestem też ciekawa, jaką to reklamę produktu Pani tu przeczytała i jaki przerażający, nienawistny produkt tu sprzedaję. Raczy Pani wskazać? A jeśli chodzi o moje odniesienie do Pani komentarza, to również Pani polecam dowiedzieć się, co to znaczy ad personam. Do Pani wiadomości: odnoszę się do Pani wypowiedzi i zachowania. Natomiast jeśli Pani odbiera je jako atak ad personam… no cóż. Tym bardziej warto poddać to refleksji. Wyczuwam jednak brak chęci. Niedobrze. Jeśli zatem nie odniesie się Pani merytorycznie do wpisu i moich pytań, to nie ma co Pani dalej oczekiwać, czy kolejny Pani komentarz się pojawi. Bo się nie pojawi. Proszę sobie szukać sceny gdzie indziej.

  2. Przerażające jest to, że tak wielu z nas przeżywa nieszczęśliwe życie bo brak nam wiedzy w temacie zaburzeń psychicznych i pozwalamy się krzywdzić w imię choćby osławionego Czcij ojca swego i matkę swoją. Dzięki Pani mądra, dobra i silna Pani Kasiu przejrzałam na oczy, zerwałam kontakty z toksykami, zmieniłam miejsce zamieszkania, nr telefonu.. jestem szczęśliwa i w SWOIM najlepszym towarzystwie. Miałam szczęście trafić na ten bezcenny merytorycznie ,,produkt” Pani Kasi Płatnerz, która jest absolutnie doskonała w tym co robi i której pracy zawdzięczam inną i tak bezcenną optykę na życie.Pani Kasiu jak to mówią: mądry zrozumie, głupi mnie nie interesuje..i wiatr garbatemu w plecy…UPS to było chyba trochę nienawistne 😉 Wiedza to potęga- chrońmy siebie i żyjmy szczęśliwym życiem!

    1. Dziękuję Pani za mega energetyzujący komentarz. Cieszę się, że to, co tu produkuję, Pani pomogło i cieszę się z Pani szczęścia. Oczywiście nie pomogłoby, gdyby Pani nie wykonała ogromu pracy, aby mieć swoją przestrzeń i żyć po swojemu. Jestem zaszczycona, że mogłam Panią w tym procesie swoimi treściami wspierać. Pozdrawiam ciepło 🙂

  3. Witam, ja dzięki zerwaniu kontaktu z rodzicami wreszcie mogę oddychać i widzę życie nie tylko w czarnych barwach, poznałam ludzi, którzy są normalni i mega inni od moich rodziców i znów chce mi się żyć, Pani Blog ratuje mi życie, pozdrawiam Karolina

    1. Bardzo dziękuję za komentarz, Pani Karolino. Bardzo się cieszę, że odzyskała Pani swoje życie i że treści umieszczone na tym blogu mogły się do tego przyczynić. Jednak gdyby nie Pani determinacja, to nic by z tego nie wyszło. Pozdrawiam ciepło 🙂

  4. Prosze nigdy w zaden nie myslec ze Panie tresci sa produktem nienawisci. Ktos kto nie mial takich rodzicow, kto nie mierzy z konsekwencjami skrzywionego dziecinstwa w doroslym zyciu na de facto kazdej plaszczyznie, w ogole nie wie o czym mowi. Prosze nigdy nie watpic w sens Pani pracy!

    1. Dziękuję za komentarz, Pani Ewo.
      Ja nie wątpię w sens mojej pracy. Jestem słuchaczem wielu historii przemocy dokonywanej przez narcystycznych, wyzutych z empatii, toksycznych rodziców, którzy w samej swojej roli i wieku upatrzyli sobie kolejną okazję do przejmowania władzy i kontroli nad dziećmi, wykorzystując w ten sposób ich naturalne zaufanie i powodując cierpienia psychiczne na długie lata. Wstrząsające jest to, że mamy nadal w społeczeństwie osoby, które racjonalizują zachowanie takich rodziców i stają po stronie przemocy i jak bardzo starają się narzucić swoją narrację, nawet osobom, które na co dzień mają do czynienia z osobami doznającymi tej przemocy bądź jej skutków w dorosłym życiu i udzielają im pomocy, znają mechanizm działania sprawcy. Oni odzywają się jak przysłowiowe nożyce, nie odnoszą się kompletnie do pytań ku refleksji nad sobą, ale tylko starają się narzucić swoją wersję, projektują na osoby pokrzywdzone cechy sprawców i odwracają kota ogonem, co by tacy rodzice, w tym oni sami, nie musieli ponosić odpowiedzialności za to co zrobili. Czyli pozwalają na kontynuację tych przemocowych działań, bo tak im wygodnie. Obrzydliwe. A póki takie osoby są w społeczeństwie i we wskazany sposób się zachowują, to trudno mi uznać moją pracę w tym zakresie za zbędną. Niestety. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  5. No coż jakaś pani chciała zaistnieć [może bedzie chciała jeszcze x?]Od 8msc korzystam z terapii mam 54l .Podchodziłam do posprzatania mojego życia już parę x .Ale to po przeczytaniu tresci na Pani blogu coś we mnie pękło .Już baaardzo byłam zmeczona nadzieja że to sie jakoś ułozy samo .Nie ma takiej opcji ,to rzeczywiscie kawał cięzkiej pracy przerobic w sobie ten cały syf żeby moc być szczesliwym PO MIMO ale czuje chyba 1 x w zyciu że jestem bliska tego stanu .Psychoterapeuta powiedział mi że jest we mnie dużo determinacji .Chyba to prawda ,bo wciąz czytam ,szukam ,rozmawiam z mądrymi ludzmi od ktorych czuć db energię .X na jakis czas tu zaglądam żeby sprawdzić czy jeszcze Pani szerzy ten kaganek oswiaty.Za ktory bardzo dziekuję w im swoim i wszystkich ktorzy docierajac tutaj wiedzą ,ze nie sa sami i że mają PRAWO DOKONYWAĆ WYBORU wedle tego CO SAMI CZUJĄ anie tego co inni im karzą tylko dlatego że sa ojcem lub ,matką .Dobrze ,że mowi sie o tym coraz wiecej .Jeszcze x P.baaardzo dziekuję zyczę zdrowia i siły .Dorota

    1. Dziękuję za komentarz. Wspieram Panią na odległość i dziękuję za obecność tutaj.
      Pozbycie się szkodliwych naleciałości nadanych przez toksycznych rodziców na pewno wymaga czasu. Ale jest to wysiłek, który się opłaca, bo odzyskuje się siebie i swoje życie. A każdy ma do tego bezwzględne prawo, przychodząc na ten świat. Pozdrawiam ciepło

  6. Do MoMa.
    Gratuluję, jeśli miała Pani szczęście mieć dobrą matkę. Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia.
    A może jest Pani matką rodem z piekła i szuka dla siebie usprawiedliwienia? Bo skąd się wzięła Pani obecność tutaj, potrzeba zabrania głosu?
    Pani brak empatii jest zatrważający.
    Jeśli myśli Pani, że ucieczka od krzywdzącego rodzica nie jest dobrym rozwiązaniem, to się pytam, co by Pani powiedziała dzisiaj tej trzyletniej dziewczynce, skatowanej przez rodziców i walczącej o życie? Powiedziała by Pani, że rodzice mają prawo popełnić błąd i trzeba im wybaczyć bo to rodzice? Bo matkę ma się jedną?
    Takich ludzi jak Pani omijam szerokim łukiem.

  7. Dopiero w wieku 60 lat odważyłam się na zrozumienie, co ograniczało mnie przez całe życie. I dostrzeżenie piękna świata i siebie w nim. Jako dziecko marzyłam, żeby ktoś mnie zabrał od matki, żebym więcej nie musiała się jej bać. Jej obecność była nie do zniesienia. Nie pamiętam przytulenia, słowa kocham. Pamiętam za to poniżenie, bicie. Przez całe życie, nie byłam jednak wierna tej małej dziewczynce jaką byłam, nie uciekłam na dobre od matki. Zdradziłam tę dziewczynkę. Nie pozostało to bez konsekwencji. Borykałam się z niewiarą w siebie, zgadzałam na wykorzystywanie emocjonalne, nie stawiałam granic. Przyszła też depresja. Dziś jestem inną osobą. Staram się być dla siebie najlepszą matką, opiekować się sobą. I nie uciekam od przykrych wspomnień. Pani Katarzyno, cenię bardzo Pani bloga. Zrozumiałam, że nie tylko mnie dotknęła rzeczywistość w postaci narcystycznej, podłej matki. I wybaczyłam sobie tę niemoc, która zdominowała moje życie. Pozdrawiam Panią.

    1. Pani Krystyno, bardzo dziękuję za komentarz. To bardzo fajne móc dzielić się swoimi doświadczeniami tutaj, poczuć, że odbiera się na tych samych falach z osobami, które tu zachodzą, aby znaleźć ukojenie i pomoc. Bardzo się cieszę, że odnalazła Pani siebie, że przytuliła w sobie małą dziewczynkę i odzyskała Pani swoją przestrzeń i moc, aby dać opiekę tej małej dziewczynce. Moje wielkie gratulacje. Pozdrawiam ciepło

  8. Jest pewien gatunek ludzi – wiecznie prześladowanych i obrażanych, właściwie nieustannie czymś urażonych i zbulwersowanych. Ale to łatwe bo o tym czy są obrażani czy nie decydują oni sami. Taki wybór. Powiesz komplement, to się okaże że jest szyderczy i podły. Nie powiesz komplementu to znaczy żeś cham. Powiesz że Ci dobrze to zostaniesz ochrzaniony że na pewno robisz to przez złośliwość, bo przecież naszej primadonnie jest ciągle źle i pod górkę. A jeśli chodzi o poglądy -dowolne, takie jak trzeba w danej sytuacji – albo żeby się komuś przypodobać, albo żeby kogoś poniżyć. Nie ma znaczenia że kolejnego dnia już całkiem co innego mówi – człowiek zdeptany, cel osiągnięty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

GDZIE SIĘ ZGŁOSIĆ, JEŚLI NIE WIESZ, GDZIE SIĘ ZGŁOSIĆ?
Przemoc w czasie kwarantanny w zw. z COVID-19
– SZYBKA POMOC –
(KLIKNIJ)