Nie chcesz utrzymywać kontaktu z rodzicami? Najprostszy sposób

toksyczny-krzyk-przemoc-niebezpiecznyCzwartek, 6 lipca. Telefon. Tak po dwudziestej. Dokładnie 20:10. Bardzo długo i upierdliwie wibrujący. Wyraźnie wyświetla mi, kto dzwoni. Nie chcę odbierać i nie robię tego. Moja decyzja.

Po 6 minutach znowu to samo. Ale postanawiam, że nie odbieram. I znowu dotrzymuję słowa sama sobie.

Po kilku minutach, od kiedy telefon przestał wibrować, decyduję, że oddzwonię. Zapytam po prostu, o co chodzi. Bo może o coś chodzi. Czasem chodzi. Bardzo rzadko, ale czasem tak. No niestety. Ryzyk fizyk.

I co słyszę?

– Pretensję, że nie odbierałam. Dlaczego nie odbierałam. Że miesiąc i dwa miesiące temu też nie odbierałam (ale to nieważne, że wkrótce potem też oddzwaniałam).

I nie dociera zwrócenie uwagi, że przecież teraz oddzwaniam i możemy pogadać.

No bo nie chodzi o samo pogadanie przecież.

Gdyby naprawdę o to chodziło, to od razu moglibyśmy przejść do rzeczy. Nieprawdaż?

Zapowiadam więc, że jeśli ta rozmowa ma być przeznaczona na prawienie mi morałów, dlaczego nie odbieram telefonów AKURAT W CHWILI, KIEDY ONI DZWONIĄ, to ja kończę tą rozmowę. Poza tym zwracam uwagę, że nie dzwonili od trzech tygodni.

Ale wywody i pretensje na ten temat toczą się dalej.

Zatem zwracam tym razem uwagę, że mają z tym problem.

Po drugiej stronie słyszę złość. Słyszę, że z rodzicami mojego partnera potrafię dobrze rozmawiać, a z nimi nie. Taki kolejny wyrzut. I dlaczego pyskuję i TAK zwracam się do rodziców.

Odpowiadam, że znaczenia „pyskować” proponuję poszukać w słowniku. A poza tym nie jestem dzieckiem, aby mi robić wykład na temat odbierania telefonów i sposobów kontaktu.

W pewnym momencie jestem przegadywana i nie dają mi dojść do słowa.

Nie odpuszczam, mówię głośno i wyraźnie, a nawet podniesionym głosem (na toksycznych rodziców inny ton nie działa. Żadne negocjacje, wspólne poszukiwanie rozwiązań nie wchodzą tu w grę. Zapomnij o tym. Niestety. Jeśli by tak było, nie byłoby problemu toksycznych rodziców). Ponieważ rozmowa zmierza ewidentnie do tego, aby narzucić mi nachalnie swój punkt widzenia, (wpędzić mnie w poczucie winy, że ignoruję ich), zapowiadam, że kończę rozmowę

i kończę ją.

Ileż tu emocji w tej grze?

Nie zagwarantuję Ci, że atmosfera zakończenia rozmowy będzie pozbawiona emocji. Moja też nie jest w pełni wolna od emocji. Nie mówiąc już o samym kontakcie z toksycznymi rodzicami. Ale to nawet dobrze. Bo ten gniew, który się wówczas uwalnia ma dużą moc. Toksyczni rodzice się go boją. A bojąc się, zaczynają Ci mówić, że jesteś nienormalny/nienormalna, wredny/wredna, „taki jakiś”/”taka jakaś”. No bo jak mogliby wziąć na klatę to, że to ich zachowanie jest źródłem Twojego gniewu? Wyobrażasz to sobie, co by to było?

Ten gniew w końcu w Tobie osłabnie, ale musi zostać uwolniony i wkrótce poczujesz ulgę. Musisz wyrazić swoje niezadowolenie, aby zostać oczyszczonym z tych emocji, które powodują w tobie depresję, niemoc i skrępowanie. To oni właśnie starają się zamknąć w Tobie te emocje i w ten sposób skierować je przeciwko Tobie. Kłuć Cię nimi od środka. Nie przejmuj się tym, co oni mówią. To ich strategia.

Prosty sposób, gdy nie chcesz utrzymywać kontaktu

– proszę bardzo:

Przestać utrzymywać kontakt!

 

Trywialne? No przecież. Ale jak chcesz zrobić to inaczej?

W moim ebooku opisuję, jak w tym wytrwać. Co nie zmienia faktu, że to jest jedyny sposób.

Poczytaj, z czym musisz się liczyć, decydując się na zerwanie kontaktu z toksycznymi rodzicami na przykładzie mojej narcystycznej matki – tutaj i tutaj.

Jak to jest u mnie i czy to bezpieczne?

Ja utrzymuję tylko na moich warunkach. Albo te, albo żadne. Na ich destrukcyjne się nie zgadzam. A na podstawie ich zachowania, muszę stwierdzić, że oni od bardzo wielu lat nic innego nie mają do zaproponowania. Niczym więc mnie pod tym względem nie zaskakują. Tylko że ja już na to nie oczekuję, zlewa mi to. Stąd też od czasu do czasu „próbują mnie” od nowa, czy „już mi przeszło”. Za każdym razem odbywa się to coraz bardziej nachalnie (no bo skoro poprzednie sposoby już nie działają…).

Ostatecznie może dojść do tego, że całkiem zerwę z nimi kontakt, w tym sensie, że nie oddzwonię już nigdy i żadne podchody do mnie nic dadzą (ja nie inicjuję kontaktów z nimi w ogóle i dobrze mi z tym).

Mogę się też wyprowadzić. W razie szczególnej upierdliwości zgłosić na policję. Są różne możliwości odcięcia kanału komunikacji. Najważniejsze jest to, że po takiej kolejnej próbie ataku, jest dostatecznie dużo czasu, aby ewentualne uszczerbki na energii odrobić, ale, mając świadomość, jak działają toksyczni, tak naprawdę automatycznie nie dajemy się wysysać.

Nie chwytaj więc nici manipulacji

Bo nikt nie ma prawa Cię zmuszać do kontaktu z nim, gdy tego nie chcesz. Bo nie jesteś od tego, aby zaspokajać czyjąś pustkę. Nie jesteś też od tego, aby ktoś nie musiał odczuwać swoich frustracji i kompleksów. Nie jesteś od tego, aby stwarzać pozory dobrej rodziny.

Toksyczny rodzic ciągnie bez opamiętania

Toksyczny rodzic skoncentrowany jest na sobie i zaspokajaniu swoich potrzeb. Już kilka razy o tym pisałam. Napiszę jeszcze raz. On nie doceni tego, że oddzwonisz jednak do niego, choć nie masz na to ochoty. On nie doceni tego, że pozwalasz mu na kontakt z Twoimi dziećmi (bo chcesz, żeby miały jakichś dziadków). On nie doceni tego, że zrobisz mu kawę i poczęstujesz posiłkiem, gdy jest u Ciebie w domu. On w ogóle nie doceni tego, że go do swojego domu wpuszczasz i pozwalasz mu być, ile chce. On uważa, że jemu się to jak najbardziej należy. Zgodnie z zasadą, że rodzicom należy się bezwzględny szacunek, należy im pomagać, być wdzięcznym, posłusznym i nie pyskować. Toksyczni rodzice będą mieli zawsze takie podejście bez względu na to, czy masz 7, czy 18, czy 30 czy 60 lat. Są po prostu roszczeniowi. To Ty masz się im podporządkować. Oni nie będą się zmieniać.

Podoba Ci się dalej takie wbijanie zębów w Ciebie?

Rodzice – emocjonalne wampiry. Jak się obronić?

Jeśli tylko odczuwam, że chcą zanurzyć swoje zęby w moim ciele, to odrzucam im właśnie z powrotem tą siłę i kończę kontakt. Odcinam się.

Możesz zapytać, czy mnie to nie męczy. Czy to jest rozwiązanie?

– Męczy, ale krótko, bo jest to związane z krótką walką – tzn. oni chcą mnie zaatakować, a z mojej strony otrzymują kontratak. Ale nie mam zamiaru toczyć tej walki dłużej, więc zamykam kanał połączenia ze mną i tak to się kończy. Nie boli, bo mnie nie sięga. Wk*a przez jakiś czas, ale to dość szybko przechodzi.

Czy to jest rozwiązanie? – Tak, jest. Bo skoro Cię nie dosięgają i nie mogą dalej używać siły przeciwko Tobie, to masz to, o co Ci chodziło. Zamykasz im drzwi po prostu, oni nie wchodzą, a Ty jesteś u siebie (to w przenośni, ale działa też dosłownie). A oni zostają z tym swoim nastawieniem i destrukcyjną siłą sam na sam. Co na dłuższą metę? – Zmiana numeru telefonu i wyprowadzka. Taka prawda.

W oczekiwaniu na “bonus” od toksycznych rodziców

Z drugiej strony nie ma się co wtedy dziwić, że będą chcieli przy następnej okazji Ci to wszystko sprzedać, a dodatkowo jeszcze bardziej toksyczne produkty ich nabuzowania. Właśnie z tego względu, że ich z tym pozostawiłeś/pozostawiłaś. Czyli oczekuj na zemstę, bo toksyczni rodzice są mściwi.

Ja zazwyczaj mam spokój po jednym takim kontakcie na ok. jeden-dwa miesiące, czasem dłużej (nie oznacza to, że nie próbują się do mnie dobić. Ale ja postanawiam, że nie podejmuję kontaktu i nie podejmuję). Myślę, że to dobry czas. Da się tak normalnie żyć. Ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy może pozwolić sobie na ten luksus. Może nas to najzwyczajniej w świecie męczyć i ograniczać normalne funkcjonowanie. Wtedy w grę wchodzi policja i wyprowadzka na drugi koniec Polski. Piszę to całkiem serio. Też mam takie rozwiązania w zanadrzu.

2 proste zasady ignorowania zachowań toksycznych rodziców

Jedna rzecz jest w tym wszystkim najważniejsza: ich pretensje, perswazje, próby manipulacji, wpędzania w poczucie winy, wzbudzania litości traktuj jako efekt ich własnych problemów osobistych, z którymi nie chcą się uporać, bo tak właśnie jest. Absolutnie to nie oznacza, że z Tobą jest coś nie tak, jak to próbują Ci wcisnąć do głowy.

Druga ważna rzecz: miej na uwadze, że Ciebie traktują jako zabawkę, takie plastikowe wiaderko do piasku (tylko że na swoje kompleksy, niezaspokojone potrzeby, frustracje, żale i inne problemy, czyli bardzo potrzebne wiaderko, do którego są przywiązani). Jeśli się je zabierze, albo przynajmniej nie udostępni dokładnie wtedy, kiedy chcą coś z nim zrobić, to będą płakać, a nawet krzyczeć i tupać poprzez stosowanie różnych rodzajów perswazji. Tak, toksyczni rodzice przypominają dzieci na wczesnym etapie rozwoju i na tym etapie pozostają. Tylko, że nie lituj się nad nimi, bo zawsze pozostaną dziećmi, aż do śmierci. Ich w tym rola, aby zająć się w końcu (!) sobą, czyli wziąć w końcu odpowiedzialność za swoje zachowanie, a nie dalej kontynuować odwrócenie ról rodzic-dziecko, dziecko-rodzic (tylko że tego nie robią)! Mają nie wyżerać Ci tego, co było Ci dane przez nich w deficycie, marnej jakości albo wcale i czegoś, co sam sobie zapewniłeś w bólu opuszczenia, więc im na to nie pozwól!

 

Po prostu przestań!

 

Poczytaj jeszcze o tym, dlaczego nie wychodzisz z toksycznego związku z rodzicami – tutaj.

 

Aktualizacja 20.07.2017: po ostatnich pretensjach zerwałam już kontakt całkowicie. Zrobiłam to z szacunku do siebie. Uznałam, że nadszedł już ten moment. Tu poczytaj, czego możesz się spodziewać,  wybierając taką opcję, na przykładzie mojej narcystycznej matki – jak zachowuje się narcystyczna matka w obliczu zerwania kontaktu i jak sobie w takiej sytuacji radzić.

17 thoughts on “Nie chcesz utrzymywać kontaktu z rodzicami? Najprostszy sposób

  1. Zdołowana

    Witam, ja próbuję zerwać kontakt z rodziną , która niszczy mnie psychicznie. Od lat nie mieszkam z nimi, matka i ojciec nie mieszkają ze sobą , ponieważ są po rozwodzie. Jednak u mnie sprawa jest trudniejsza niż się wydaje. Z matką nie utrzymuję kontaktu już od dawna ,ale ona usilnie próbuje się do mnie dobijać. Zmiana zamieszkania i numeru tel póki co daje rezultaty, jeżeli chodzi o ojca to dopiero od niedawna próbuje zerwać kontakt ale jest to trochę trudniejsze gdyż on chce teraz udawać dobrego tatusia , mimo tego że nigdy taki nie był. Chciałabym zerwać kontakt ze wszystkimi z tej chorej rodziny, ale niestety jest jeden problem. Oboje z psudo rodziców mają długi i nie są to małe kwoty. Boję się tego , że gdy nie będę wiedziała co u nich się dzieje -to spadnie wszystko na mnie. Nigdy mi w życiu ie pomogli , głodowałam i nie miałam wsparcia. Chcę zacząć życie od nowa i żyć a nie wegetować !

    Reply
    1. Katarzyna Płatnerz Post author

      Jeśli nie poręczała Pani żadnych pożyczek i kredytów rodzicom, jeśli dług nie obejmuje czynszu za mieszkanie, w którym Pani zamieszkiwała razem z rodzicami po ukończeniu 18 r. ż. i jeśli nie przyjęła Pani od rodziców żadnej darowizny, która uniemożliwiałaby ściąganie od nich długu, to żadne długi na Panią nie przejdą. W praktyce o przekazaniu darowizny pewnie nikt się nie dowie. Natomiast po śmierci rodziców, jeśli te długi nadal by występowały lub ma Pani cień podejrzeń, że są, to najlepiej odrzucić spadek w całości. Pozdrawiam 🙂

      Reply
      1. Zdołowana

        Oczywiście ja to wszystko wiem, tylko aby odrzucić spadek trzeba wiedzieć o śmierci rodziców. a skoro nie utrzymuje kontaktu to skąd się dowiem??

        Reply
        1. Katarzyna Płatnerz Post author

          Jeśli rodzice posiadają długi, to po ich śmierci wierzyciele, z racji tego, że stanie się wówczas Pani spadkobierczynią masy spadkowej, będą poszukiwać osób, które przejmą wierzytelność i skontaktują się z Panią przez sąd. Będzie Pani miała wówczas czas, aby odrzucić spadek w ciągu 6 miesięcy. W literaturze prawnej wskazuje się wyraźnie, że termin 6 miesięcy nie liczy się od daty śmierci spadkodawcy, ale od daty dowiedzenia się o staniu się spadkobiorcą (czyli dowiedzenia się o śmierci, otrzymania pisma z sądu z wniosku wierzyciela itp.).

          Może Pani również, jeśli oprócz długów rodziców występuje także majątek, przyjąć we wskazanym terminie 6 miesięcy spadek z dobrodziejstwem inwentarza – zgodnie z aktualnymi przepisami prawa nie przejmuje Pani długów ponad wartość majątku rodziców, czyli w praktyce wierzyciele będą mogli pokryć zobowiązanie jedynie z tego majątku rodziców i nikt nie może sobie rościć prawa do tego, aby spłaciła Pani resztę długów rodziców z własnej kieszeni.

          Jeśli natomiast posiada Pani informacje, że rodzice nie mają majątku, ale same długi, to najlepiej taki spadek po prostu odrzucić.

          Jeśli Pani by się jednak jakimś cudem nie dowiedziała o śmierci rodziców, to sąd z urzędu powierza spadek z dobrodziejstwem inwentarza zgodnie z opisanym mechanizmem (czyli nie pokrywa Pani zobowiązań rodziców ze swojego budżetu).

          Reply
  2. Roza

    Witam, czytam artykuly na Twojej stronie prawie codziennie, swietna strona. Ja rowniez nie utrzymuje kontaktow z rodzina juz od kilku dobrych miesiecy. Nie tesknie za tymi toksycznymi kontaktami w ogole jednak dalej sa dokonywane proby manipulacji na mnie tzn. brania mnie pod wlos, wymuszania na mnie poczucia winy itp. Jestem jednak pewna, ze odnawiajac z nimi kontakt wpedze sie tylko w chorobe psychiczna i klopoty, wiec nie daje sie zlamac choc jest ciezko…. dzieki za wszytskie wpisy, w chwilach slabosci wracam na Twoja strone i utwierdzam sie w przekonaniu, ze podjelam dobra decyzje.
    Mam tylko jedno pytanie, napisalas ze w 2017 roku podjelas ostateczna decyzje o zerwaniu w pelni kontaktow, jak sytuacja ma sie obecnie? Jesli nie chcesz napisac rozumiem, jest to w koncu twoja prywatna sprawa.
    Pozdrowienia

    Reply
    1. Katarzyna Płatnerz Post author

      Bardzo się cieszę, że mój blog jest dla Ciebie wsparciem. I nie zmuszaj się do niczego, czego nie chcesz, co Ci szkodzi. Bo w imię czego? Cierpiętnictwa, dla tych, którzy nie chcą zaprzestać dowartościowywania się twoim kosztem? Czas szanować siebie i swoje granice. Odnosząc się wprost do Twojego ostatniego pytania – nadal nie utrzymuję kontaktu z moimi rodzicami. Był taki okres czasu, gdy starali się natknąć na mnie, wiedząc, gdzie można mnie spotkać. W zeszłym roku naszli mnie brutalnie i desperacko (pewnie ich cierpliwość sięgnęła zenitu), gdy odbierałam dziecko ze szkoły, wcześniej koczując na mnie w samochodzie od dłuższego czasu, a pretekstem kontaktu były rzekomo jakieś ważne listy do mnie, które nie wiedzieć czemu znalazły się w ich skrzynce pocztowej (mam przekierowanie do swojej skrzynki). Przy zapytaniu ich wprost, publicznie, przy świadkach, w szkole, dlaczego mnie nachodzą, czego nie rozumieją i że nie będę z nimi rozmawiać, nie widzę ich już nigdzie w swoich okolicach. Jakby się rozpłynęli. Ujawnienie ich zachowania, publiczny sprzeciw, nazywanie rzeczy po imieniu przy szerszej publiczności to dla takich osób jak kubeł zimnej wody, a że priorytetem jest dla nich utrzymanie dobrego wizerunku (“co ludzie powiedzą”), więc, jak widać, to działa. Sama jestem ciekawa jak długo w przypadku moich rodziców, ale zbytnio się tym nie przejmuję. Ważne, że działa już długo. Pozdrawiam serdecznie.

      Reply
    2. Dixi

      Nie, nie nabawisz się choroby psychicznej. Wiem to z własnego doświadczenia. Udało mi się wytrwać w moim braku kontaktu z cyrkiem latających małp 20 lat. Niezwykle mocno pomogło mi to, że to ja praktycznie z dnia na dzień zostałam wykopana z domu w jednej koszuli -“albo będziesz płacić za swoje utrzymanie albo pakuj walizkę i wypierdalaj od jutra”. To było w nocy kiedy przygotowywałam się do obrony pracy magisterskiej następnego dnia. Byłam wówczas cieniem człowieka, zawsze posłuszna, pokorna, grzeczna córeczka bez właściwości, zawsze piątki i wzorowa opinia, można było mnie bić, kopać, obrażać, nie odzywać się rok a ja szczyciłam się tym, że jestem taka silna, że nic mnie nie rusza, prawdziwa skała, która po nocnej awanturze idzie na obronę i zalicza dyplom na “5”. W ciągu tygodnia znalazłam pracę na drugim końcu Polski i od tamtej pory już nigdy nie wróciłam do tamtego miejsca i ludzi. Niestety, cyrk latających małp po 20 latach odkrył że późna starość zagląda im w oczy a tu pewnie są jakieś wnuki i dobrze by było, aby zacząć pogrywać i na nich, tak jak ze mną w dzieciństwie; bieda i niskie emerytury pewnie też miały tu znaczenie, aby znaleźć sobie jakiegoś posłańca i szukać kontaktu. No i klops, kiedy nie ma się żadnych kontaktów to nie ma kogo posyłać, zaczęli nękać rodzinę męża wypytując o wszystko. Na to nie mam wpływu, na szczęście teściowa nic nie wie o naszych sprawach, bo ją to nigdy nie obchodziło a my z mężem od dawna jesteśmy zadomowieni poza Polską. Wnuków też nie ma, bo jakoś życie tak właśnie wyszło. Znając jednak poziom patologii od jakiej uciekłam, podejrzewam że nie odpuszczą. Już teraz zaszantażowali teściową i pograli sobie na jej nerwach poczuciem winy. Moja rada – nikt nie jest przypisany jak chłop pańszczyźniany do miejsca, można szukać swojego prawdziwego domu nawet całe życie poznając nowych ludzi i zmieniając środowiska. Bardzo pomaga znalezienie swojej grupy wsparcia, miłośników tego samego hobby, kogokolwiek kto lubi to co my i miejsca gdzie się spełniamy. Druga sprawa – w obecnych czasach bardzo istotne jest aby zachować daleko idącą powściągliwość w internecie, unikać publikowania osobistych informacji które dostarczałyby pożywki cyrkowi latających małp. W moim przypadku za każdym razem gdy jakieś informacje o moim mężu pojawią się gdzieś publicznie on-line (niestety nie da się żyć będąc niewidzialnym), zostaje wyśledzony przez jednego członka rodziny a ten szczuje na nas resztę. Ci ze zwykłej bezgranicznej zawiści nie potrafią znieść, że możemy mieć normalne życie osobiste, społeczne bez jakiegokolwiek ich udziału. Przecież dzieje się im z tego powodu niewyobrażalna krzywda, bo nam jest dobrze za to oni wiecznie w czeluściach wyimaginowanych piekieł, czyli nawzajem ze sobą. No i znowu zaczyna się jakiś pokazowy numer cyrku latających małp. Śledzenie, nękanie, wysyłanie listów poleconych przez dalszą rodzinę, telefony i nachodzenie teściowej w domu. A miało być tak, że to ja miałam pokornie i na kolanach przebłagiwać matkę i ojca za swoje wyimaginowane grzechy, przewiny, uchybienia i skomleć o ich łaskę. Oni łaskawie szantażowaliby mnie do końca swoich dni mając nade mną bezgraniczną władzę- stałabym się ich służącą, sprzątaczką, kasą zapomogową, kobietą-ścierką do podłogi. Właśnie od tego uciekłam, bo gnoili mnie właśnie po to, aby sobie wychować na stare lata posłuszne popychadło do opieki.

      Reply
      1. Justyna

        Witam, przykro mi przez co Pani przeszła. Podziwiam odwagę i wytrwałość. Ma Pani rację w tym, że każdy ma prawo prowadzić normalne życie, a nie ciągle być wykorzystywanym i poniżanym. Ja nie utrzymuję kontaktu już (albo dopiero) ponad rok. Poczucie winy minęło, został tylko strach przed przyszłością: a co jak będą mnie nękać, a co jak przyjdzie i zrobi awanturę, a co jak będziemy musieli się z jakichś przyczyn spotkać? Tak się na tym skupiam, że zapominam, że tak naprawdę nie wiem co będzie. Pewnie będę miała wiele innych stresujących sytuacji, z którymi będę sobie musiała poradzić, a jakoś tym się nie martwię na zapas. Staram się, mimo wszystko, skupiać na tym co jest tu i teraz, to zmniejsza lęk. Wiem jedno, że nie chcę z nimi mieć nic wspólnego i twardo się tego trzymam.

        Życzę wszystkiego dobrego, dalszej wytrwałości i spokoju 🙂

        Reply
        1. Dixi

          Bardzo dziękuję za dobre słowa. Uciekłam właśnie dlatego, że chciałam mieć spokój i przestrzeń na własne życie. Doskonale wiem od czego odeszłam i jakim rzeczom powiedziałam stanowcze “nie” w swoim życiu. Z obserwacji swojej rodziny, tej bliższej i dalszej wiem, że każde z nich niezależnie od pokolenia i wieku tkwi w tych samych koleinach co poprzednie pokolenie i żadna zmiana nie była możliwa. Kilka generacji alkoholizmu, choroby psychiczne (zdiagnozowane depresja, stany borderline, pogranicza schizofrenii), niedopasowanie społeczne okraszone maniakalnym katolicyzmem, to wszystko kotłowało się w mojej rodzinie nad moją głową odkąd pamiętam. Na początku jako małe dziecko chciałam wszystkich ratować, pomagać, wyręczać, zrozumieć, bo przecież tak bardzo im było ciężko żyć, że musieli pić, awanturować się, szczuć, knuć paranoiczne intrygi, pałać nienawiścią do swoich i obcych. Później dotarło do mnie, że jeśli chcę mieć własne, normalne życie na swoich zasadach to jedynym sposobem jest odejście od wszystkiego co znam. Było mi koszmarnie ciężko. Budziłam się z płaczem śniąc raz po raz o awanturze z ojcem i wyrzuceniu mnie z domu. Dlaczego matka nigdy nie broniła mnie? Dlaczego odwracała głowę gdy on mnie bił? Byłam posłusznym, cichym dzieckiem ze sporą niedowagą, które wszyscy dookoła lubili, nie sprawiałam jakichkolwiek problemów, spełniałam wszelkie ich warunki a oni po prostu kazali mi wypierdalać. Jednak po 20 latach nie czuję do nich absolutnie nic. Jestem dumna ze swojego życia, ze swoich decyzji, z męża, z małżeństwa i wiem że było warto. To wszystko było możliwe tylko dlatego, że nie pozwoliłam sobie, przepraszam za określenie “nasrać sobie do środka” przez rodziców, uwikłać mnie w ich postrzeganie świata i w ich system wartości. Miałam swój kompas, intuicję co dla mnie jest dobre a co złe i to pomagało mi przetrwać. Cokolwiek jeszcze wymyślą jestem dla nich jak kuloodporna szyba, po której spływa wszystko czym we mnie rzucą. Życzę tego i Pani, całe zło wcześniej czy później mija a jeśli nie, to czasami wystarczy oderwać się, skupić na sobie, odejść choćby na krok aby zmieniła się perspektywa.

          Reply
          1. Justyna

            Czytam to jakby było napisane o mnie 😉
            Ja dopiero to zrozumiałam po 30stce. Tzn wcześniej wiedziałam, że nie są najlepszymi rodzicami 😉 Olśniło mnie po urodzeniu Syna… Moja matka to oszalała, to wyglądało jakby ona go urodziła. Musiała być ta naj, wszystko wiedząc super Babcia. My z Mężem to czuliśmy jak wszyscy wchodzą nam na głowę a my w tym wszystkim jesteśmy z boku. Matka obrazała się co chwilę, bo np. robiłam jak polozna powiedziała, a nie ona, 😃 istny cyrk… Ja zaczęłam się stawiać i starać się robić po swojemu. To ją tak wkurzało, że już nie wytrzymała, wyzwala mnie od ułomnych Matek, że nic mi nie idzie (fajne wsparcie), aż w końcu po złości nie przyszli na jego Chrzest. Ja mimo upokorzeń próbowałam ich zaprosić a w zamian usłyszałam “ale ja nie mam wnuka, o jakim wnuki ty mówisz??” wtedy we mnie coś pękło… Pomyślałam sobie, że już wystarczy. Mnie mogła gnebić, ale Dziecka nikt mi nie będzie krzywdził.

            I tak zaczęła się moja przygoda 😉 Mam nadzieję, że do czasu aż się spotkamy będę już tak silna, że też będą po mnie spływać jak po kaczce 🙂

            Trochę się rozpisałem, ale zawsze czuję ulgę jak się wygadam:)

            Wszystkiego dobrego 🙂

  3. Ela

    My z mężem wyjeżdżamy za kilka miesięcy z dzieckiem na stałe do Irlandii 😀 mimo prób polubownych rozmów i w przypadku moich rodziców, i męża rodziców napotykamy mur najmądrzejszych ludzi na świecie… my to takie rodzinne czarne owce, o które wycierało się w dzieciństwie buty… mam już 30 lat u nadal mnie niszczą… pozdrawiam serdecznie 🙂

    Reply
    1. Katarzyna Płatnerz Post author

      Bardzo dobrze, że odseparujecie się. Szkoda zdrowia. Czas w końcu zadbać o siebie, swoje własne życie i swoją własną rodzinę, dzieci. W przypadku narcyzów, a śmiem twierdzić, że właśnie z nimi macie do czynienia, nie ma żadnych polubownych rozmów.

      Reply
  4. Ewa

    Wspaniala strona. Bardzo dziekuje. Bede czytac i podrzucac wszystkim ktorym sie to moze przydac.

    Wyprowadzilam sie do Irlandii. Zerwalam kontakt zupelnie. Moi rodzice opowiadaja wspolnym znajomym, jaka jestem podla i oni na mnie naciskaja (tzw. flying monkeys, za wikipedia). Wtedy im odpowiadam, ze czekam az porozmawiamy z rodzicami o tym jak mnie prali do krwi za to, ze chcialam zjesc kanapke w szkole a nie w domu (i to na pol godziny przed klasowka). Albo jak matka dala mi tydzien na wyprowadzenie sie w srodku sesji egzaminacyjnej na studiach i powiedziala, ze ucieklam. Wiekszosc rozmowcow wtedy stwierdza, ze moi rodzice wydaja sie jacys nieautentyczni w rozmowie.

    Chcialabym rozpropagowac w Polsce psychoterapie. Jak juz bede miala jakies konkretne narzedzia, wroce sie pochwalic.

    Tymczasem czekam na ebooka 🙂

    Powodzenia!

    Reply
    1. Katarzyna Płatnerz Post author

      Dziękuję za komentarz. Zapraszam do korzystania z dobrodziejstw bloga i polecam się. W Polsce jest, myślę, dość dobrze rozpropagowana psychoterapia. Gorzej z przełamywaniem wstydu i oskarżeniem rodziców za ich działania wobec bezbronnych i często (nie do końca) świadomych zła z ich strony dzieci oraz oddawaniem ich odpowiedzialności za swoje czyny. A przełamanie wstydu, strachu, oskarżenie i oddanie im tej odpowiedzialności stanowią podstawę uzdrowienia. Gratuluję siły pozostawienia w prawdzie, bycia na straży siebie i bycia ufną swoim odczuciom w działającym świecie zaprzeczeń, w którym żyje Pani rodzina.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.